Dopalacze: stan zagrożenia

W niemal dwa lata po tym, jak w Ostrowie głośno zaczęto mówić o zagrożeniu dopalaczami, to groźne zjawisko nadal jest sporym problemem na naszym terenie. Mimo że na ostrowskich ulicach – z małymi wyjątkami – nie sprzedaje się już tak bezczelnie dopalaczy, to każdego miesiąca na oddziały miejscowego szpitala trafia kilkadziesiąt osób zatrutych różnymi substancjami. To oczywiście nie wszystko, bo skala zjawiska jest z pewnością wielokrotnie większa. W naszym dopalaczowym raporcie pytamy o stan zagrożenia dopalaczami w Ostrowie: policję, sanepid, służby medyczne i miejski samorząd. 

 

dopa

Około dwa lata temu, po serii zmasowanych działań różnych instytucji i serii publikacji w lokalnych mediach (w tym cyklu artykułów o dopalaczach w „Gazecie Ostrowskiej”) udało się na jakiś czas znacznie ograniczyć zjawisko handlu dopalaczami w Ostrowie Wielkopolskim. Z działających 5, 6 punktów sprzedaży, zlikwidowano wszystkie, ale bardzo naiwnym byłoby stwierdzenie, że handel dopalaczami na naszym terenie został rozwiązany.

 

Kilkadziesiąt zatruć w miesiącu

Adam Stangret z Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Ostrowie Wielkopolskim jest na „pierwszej linii frontu” walki z dopalaczami i nie ma złudzeń, że to zjawisko w mieście jest nadal bardzo groźne, a jego skala ciągle duża. – Tylko na nasz oddział ratunkowy miesięcznie trafia około 20 osób w ostrych stanach po zażyciu dopalaczy. Do tej liczby należy dodać małoletnich trafiających na oddział pediatrii oraz innych, kierowanych na przykład na psychiatrię, czy od razu na oddział toksykologii w Poznaniu – mówi doktor Stangret.

Jego zdaniem, to zaledwie drobna część osób, które biorą w naszym regionie dopalacze.

– Trudno dokładnie odpowiedzieć, ile osób bierze w Ostrowie mniej lub bardziej regularnie dopalacze. Na pewno jednak wielokrotnie więcej niż trafia do nas do szpitala – mówi Stangret.

 

Drut kolczasty na języku

Nikt nie badał jeszcze dokładnie, kim jest przeciętny ostrowski „klient” dopalaczowych dilerów.

– Najwięcej dopalaczy biorą ludzie młodzi, począwszy już od gimnazjalistów. Przekrój społeczny jest bardzo duży: od uczniów szkół zawodowych, absolwentów renomowanych liceów, po osoby starsze, pracujące zawodowo, mające własne rodziny. Dopalacze biorą głównie nastolatki, ale nie brakuje wśród nich również osób około 30 roku życia – opisuje doktor Stangret.

– Dopalacze to dla nas poważny problem. Nie znamy dokładnie ich składu, bo ten jest nieustannie zmieniany, a co za tym idzie, nie wiemy jak to leczyć. Pacjenci po dopalaczach są niezwykle pobudzeni i bardzo absorbują sobą personel, który mógłby w tym czasie być potrzebny komuś innemu – mówi doktor Stangret.

– Do nas trafiają ludzie, z którymi zupełnie nie ma kontaktu, mają omamy wzrokowe, czy słuchowe. Mieliśmy pacjenta, któremu wydawało się, że goni go sfora psów na naszym korytarzu, inny przekonywał, że ma na języku drut kolczasty i musi się go pozbyć. Gdy się rano obudził, okazało się, że poodgryzał sobie własny język – opowiada lekarz ostrowskiego pogotowia.

 

„Wiśniowy dym” i „Pogromca wampirów”

– W Ostrowie nie ma już tak bezczelnego, wręcz ostentacyjnego, handlu dopalaczami, ale daleko do tego, by powiedzieć, że dopalacze są u nas niedostępne – twierdzi doskonale zorientowany w skali problemu dyrektor ostrowskiego sanepidu Andrzej Biliński.

Nie ma sklepów, co nie znaczy, że nie ma problemu. Zmienił się bowiem system dystrybucji dopalaczy, które teraz znacznie częściej nabywa się przez internet, albo na telefon do umówionego dilera. To wszystko powoduje, że walka z dystrybucją dopalaczy jest jeszcze trudniejsza.

To właśnie sanepid, wraz z policją, na bieżąco kontrolują punkty, w których sprzedawano podejrzane substancje. Każdorazowo pracownicy sanepidu w asyście policji zatrzymują do analizy znalezione substancje. Trzeba przyznać, że ich producenci mają dużą fantazję do wymyślania nazw.

– W ostatnim czasie zarekwirowaliśmy kilkaset próbek o wdzięcznym, acz mylących nazwach, jak: „Wiśniowy dym”, „Pogromca wampirów”, „Amulet ochronny”, „Wampir”, „Śruba turbo”. Na całe szczęście nic nam nie wiadomo, aby do Ostrowa dotarł obdarzony złą sławą „Mocarz”, po którym odnotowano kilka zgonów – mówi dyrektor Biliński.

 

Dopalacze = narkotyki

Dyrektor ostrowskiego sanepidu jest z wykształcenia farmaceutą, specjalistą analityki klinicznej i toksykologii, który lubi nazywać rzeczy po imieniu. – Dopalacze to pewnego rodzaju eufemizm. To nic innego jak narkotyki – ale te, których państwo nie zdążyło jeszcze wpisać na listę zakazanych substancji psychoaktywnych – mówi A. Biliński.

Z chemicznego punktu widzenia, w Ostrowie najczęściej znajdowano katynony, kannabinoidy, czy pochodne kokainy lub ketaminy. To chemiczne, sztucznie wytworzone substancje, które poprzez zmianę chemicznego łańcucha ich budowy mają działanie nawet kilkaset razy mocniejsze, niż tradycyjne narkotyki.

 

Efekty kontroli

Ostrowski sanepid i policja są skuteczni w zwalczaniu miejsc handlu dopalaczami. – Wszystkie przeprowadzane przez nas kontrole kończą się wykryciem i zarekwirowaniem substancji psychoaktywnych – podkreśla dyr. Biliński.

Sanepid ma chyba najdokładniejsze dane dotyczące kontroli i zatrzymań w sprawach dotyczących dopalaczy w Ostrowie. Wynika z nich, że problem rozpoczął się około 2009-2010 roku. Już w 2010 roku zamknięto w Ostrowie 10 „sklepów” z podejrzanymi substancjami. W latach 2012-2013 przeprowadzono 54 kontrole, w trakcie których zabezpieczono 2179 opakowań dopalaczy, sprawdzonych później podczas 10 sesji badawczych w Centralnym Laboratorium Kryminalistyki w Szczecinie.

Na tej podstawie w latach 2012-2015 do sądów skierowano w Ostrowie 16 spraw o handel dopalaczami. Postępowania zazwyczaj kończą się wysokimi grzywnami, od 20 do 50 tys. zł grzywny. Z tych 16 spraw 7 już zostało skierowanych do komornika, 7 nadal jest w toku, a tylko 2 grzywny zostały w całości uregulowane. (…)

Cały tekst w najnowszej środowej Gazecie Ostrowskiej

 

Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie