Historia miasta wypisana na sztandarach

Większość ostrowskich organizacji społecznych ma swoje sztandary, które uświetniają wiele uroczystości. Są one przechowywane w różnych miejscach. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby w przyszłości wyeksponowanie ich wszystkich w jednej instytucji użyteczności publicznej.

sztandar__skan_1c kopia

Sztandar to najważniejszy symbol danej organizacji. Stanowi dowód jej tradycji, historii. Jest obecny przy wszystkich najważniejszych wydarzeniach. Nie tylko z życia stowarzyszenia, ale i miasta oraz regionu. Szacuje się, że w samym tylko Ostrowie posiadaniem własnego sztandaru może się pochwalić kilkadziesiąt różnych podmiotów. W przypadku związków kombatanckich, gdzie członków systematycznie ubywa, coraz częściej pada pytanie – co dalej ze sztandarem?

 

Bez własnego pocztu

 Ostrowski oddział Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej zrzesza niespełna 30 członków. Większość z nich nie jest w najlepszym zdrowiu. Nie powinno to dziwić, zważywszy, że najmłodsza osoba ma 85 lat, a średnia wieku wynosi około 90 lat. Tych, którzy przychodzą regularnie do biura oddziału mieszczącego się w budynku starostwa, jest zaledwie ośmiu. Są to: Stanisław Augustyniak, Janusz Spalony, Bogdan Lis, Czesław Karczewski, Lucyna Cichosz, Henryk Rybak, Henryk Szczepaniak i Wiktor Łopata. Reszta pojawia się z reguły tylko raz na rok, w otoczeniu kogoś z rodziny.

- Sztandar mamy od 1995 roku. Wręczał go nam Cech Rzemiosł Różnych, a pieniądze na niego zbierane były wśród społeczeństwa i byłych żołnierzy. Przez długi czas funkcjonował nasz własny poczet. Obecnie już go nie mamy. Wśród naszych członków nie ma nikogo nadającego się do noszenia sztandaru – mówi Henryk Rybak, p. o. prezesa oddziału.

sztandar__skan_1d kopia

Zróbmy ścianę tradycji

Problem rozwiązano w ten sposób, że poczet zapewnia Gimnazjum nr 4. Młodzież zakłada na uroczystości opaski z napisem ,,Koło Przyjaciół AK”, bo takie istnieje w placówce przy ulicy Krotoszyńskiej. Kombatanci, jeśli są obecni, także idą przy swoim sztandarze, za młodzieżą.

- Póki co sztandar jest w gablocie, w naszej siedzibie. Podczas spotkań dużo myślimy o tym, co będzie z nim dalej. Trzeba będzie się zastanowić, gdzie go zdać w przyszłości. Nie chcemy, aby znalazł się gdzieś w piwnicy. W domu też nikt go nie będzie przechowywał, bo nie wiadomo, jak długo będzie taka możliwość i jakie będzie mógł zapewnić warunki. Gdyby wszystkie sztandary organizacji kombatanckich umieścić w jednym miejscu, na przykład na ścianie sali konferencyjnej w starostwie czy w Urzędzie Miejskim, z pewnością bardzo ładnie by to wyglądało. Można byłoby je pokazywać delegacjom zagranicznym. W Niemczech przy okazji różnych wizyt czy spotkań z dumą pokazuje się swoje tradycje, eksponaty, sztandary – mówi Henryk Rybak.

 

U prezesa w domu

Ostrowskie koło Związku Sybiraków także posiada swój sztandar. Jest on przechowywany u prezesa w domu. Co prawda rozważano przekazanie go na stałe do Gimnazjum nr 4, ale zrezygnowano z tych planów, przynajmniej na razie.

- Po przekazaniu dostęp byłby tylko w środku tygodnia. Tymczasem staramy się z nim iść na pogrzeby naszych członków. Gdyby to wypadło w piątek wieczorem lub w sobotę, nie moglibyśmy zabrać sztandaru, bo szkoła jest wówczas zamknięta. Tak więc póki jeszcze jestem ,,na chodzie”, sztandar jest u mnie. W czasie mojej dłuższej nieobecności w Ostrowie sztandar otrzymuje do przechowania ktoś z sybiraków. Załatwiamy to w naszym gronie – wyjaśnia Marian Junak, prezes koła.

Poczet sztandarowy Związku Sybiraków bierze udział w wielu różnych uroczystościach. Liczy z reguły trzy, a niekiedy tylko dwie osoby. Członkowie są już zaawansowani wiekowo, ale ciągle jeszcze udaje się skompletować skład pocztu spośród samych sybiraków.

- Nasze główne uroczystości to spotkanie opłatkowe i rocznica 17 września. Przez jakiś czas organizowaliśmy wszystko na własną rękę. Potem zwróciliśmy się do prezydenta, aby nas wziął pod swoje skrzydła. Przekazał nas pod opiekę Gimnazjum nr 4. Drugą szkołą, która nam pomaga, zwłaszcza 17 września, jest Zespół Szkół Ekonomicznych. W dłuższej perspektywie chyba nie będzie innego rozwiązania, jak przekazanie naszego sztandaru właśnie do którejś z tych placówek – przewiduje Marian Junak.

Sztandar__6 kopia

Poświęcenie i zaszczyt

Gimnazjum nr 4 podjęło się opieki nad członkami Światowego Związku Żołnierzy AK oraz Związku Sybiraków, traktując to jako praktyczną lekcję patriotyzmu. To szkoła wyznacza poczet do sztandaru AK-owców. Oprócz tego, podczas oficjalnych uroczystości idzie drugi poczet ze sztandarem szkolnym. Co ważne, do żadnego z tych pocztów nie bierze się osób z przypadku. To musi być dla nich zaszczyt.

- Ważne jest, aby była to młodzież wrażliwa na pewne wartości, aby umiała się godnie zachować. Ci uczniowie muszą rozumieć, dlaczego biorą udział w tak podniosłych ceremoniach. Chylę czoła przed nimi, ponieważ te uroczystości odbywają się m.in. 3 maja, 11 listopada, 27 grudnia czy 23 stycznia. A więc w dni. kiedy ich koledzy wyjeżdżają z rodzicami albo wypoczywają, bo mają dzień wolny od zajęć. Na dodatek najczęściej jest bardzo zimno. To z ich strony duże poświęcenie. Także ze strony nauczycieli, którzy sprawują opiekę nad pocztami – mówi Andrzej Knopiński, dyrektor Gimnazjum nr 4.

 

Na dobre i na złe

Prawdziwą ,,kopalnią” sztandarów jest Sala Historii Rzemiosła Południowej Wielkopolski. To największe skupisko pamiątek historii rzemiosła naszego regionu. Znajduje się tam bardzo obszerny zbiór dokumentów, ale najbardziej okazałymi eksponatami są właśnie sztandary. Jest ich trzynaście. Zawieszone wysoko pod sufitem prezentują się bardzo efektownie. Niektóre z nich mają blisko 100 lat.

- Zaszczytem dla każdego wolnego cechu było posiadanie własnego sztandaru. Był on z cechem na dobre i na złe. Zarówno przy radosnych uroczystościach, jak i przy smutnych. A ponieważ nasz region był bardzo rozwinięty gospodarczo, stąd tyle sztandarów, ile nie ma żaden cech w Polsce. Niektórych zawodów już nie ma, a sztandar po nim pozostał. Podobnie jest na przykład  ze Stronnictwem Demokratycznym. Organizacja ta nie istnieje już u nas na szczeblu lokalnym, ale kiedyś należało do niej wiele osób. Była politycznym ,,przedstawicielem” rzemiosła. Sztandar SD jest nadal u nas przechowywany – mówi wiceprzewodniczący Rady Izby Rzemieślniczej w Kaliszu, a jednocześnie starszy Cechu Rzemiosł Różnych w Ostrowie, najdłużej w historii miasta spełniający tę funkcję, Ryszard Glapa.

 

Od kołodziejów do perukarzy

Wśród rzemieślniczych sztandarów reprezentowane są m.in. Cech Krawców Miejskich, Cech Rzeźników, Towarzystwo Przemysłowe Rzemieślnicze, Cech Szewski, Cech Krawiectwa Damskiego, Cech Piekarzy, Cech Stolarzy, Cech Fryzjerów i Perukarzy, Cech Kołodziejski, Sekcja Rzemiosł Budowlanych. Obecnie najczęściej wykorzystywany jest główny sztandar Cechu Rzemiosł Różnych. Najczęściej noszą go seniorzy, bowiem młodzi rzemieślnicy do składu pocztu nie garną się w ogóle. Sztandar ,,asystuje” przy różnych uroczystościach. W przypadku pogrzebu zawsze kierownictwo cechu pyta, czy rodzina sobie życzy sztandar i o dziwo – wiele osób odmawia -tłumacząc, że robią skromną uroczystość żałobną. – Sala Historii Rzemiosła to dobre miejsce dla sztandarów – mówi Ryszard Glapa.

 

Przechowywane z narażeniem życia

W zbiorach Muzeum Miasta Ostrowa Wielkopolskiego znajduje się aktualnie 27 sztandarów, z których połowę stanowią te najcenniejsze, pochodzące sprzed 1939 roku. Sztandary były jednymi z pierwszych obiektów, jakie trafiły do muzealnej kolekcji.

- Były to sztandary harcerskie (dar Komisji Historycznej), sztandar Bractwa Kurkowego (dar Władysława Fischera) i sztandar Towarzystwa Śpiewu „Wanda”. Można powiedzieć, że kolekcja sztandarów jest do pewnego stopnia odzwierciedleniem szczególnie ważnych wątków w naszej ostrowskiej  historii. Ostrów był od lat 80. XIX wieku liderem ruchu śpiewaczego w Wielkopolsce. Mamy piękne tradycje harcerskie, a Bractwo Kurkowe w 1930 roku (z którego pochodzi sztandar) obchodziło 200-lecie swojego istnienia. Sztandary mają też swoją historię. Sztandary harcerskie przetrwały czas okupacji niemieckiej, kiedy ich przechowywanie stanowiło narażanie życia. Majątek jednej z najszacowniejszych organizacji, jaką było Bractwo, przejęły po wojnie władze komunistyczne, podobnie jak wielu innych organizacji. Sztandar bractwa przechowywali synowie przedwojennego króla kurkowego. Fakt, że sztandary trafiły po wielu latach do naszego muzeum, to efekt ofiarności, zapobiegliwości i patriotycznej postawy wielu ostrowian – mówi dyrektor Muzeum Miasta Witold Banach.

Renata Weiss

 

Zobacz galerię zdjęć

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie