Bolt i Marley to symbole Jamajki

O Usainie Bolcie, Bobie Marleyu, ponownym odkryciu reggae dla Jamajczyków i tym, co wnoszą do tej muzyki Europejczycy, z „Jubbą” i „Kamau” z zespołu Dubtonic Kru oraz Iba Mahr’em rozmawia Jarosław Wardawy. Dubtonic Kru to dziś jeden z najsłynniejszych i najbardziej poważanych oryginalnych jamajskich zespołów reggae na świecie. 19 lipca Dubtonic Kru zagrał na Festiwalu Reggae na Piaskach w Ostrowie Wielkopolskim.  

 

 Czy reggae można wciąż nazwać narodowym skarbem Jamajki?

Kamau – Reggae było, jest i będzie naszym narodowym skarbem, jest dla nas jak powietrze, którym oddychamy. I to się nigdy nie zmieni. To właśnie roots reggae (reggae korzeni – najbardziej źródłowa odmiana muzyki reggae – przyp. red.) wyniosło jamajską muzykę na wyżyny światowej popularności. Nieco później muzyka zaczęła się ewaluować i zaczęły powstawać nowe gatunki, jak np. dancehall. Teraz znowu roots reggae stoi „na pierwszej linii”.

 Jubba – Reggae jest rzeczywiście naszym narodowym skarbem jamajskim, ale ma w sobie pierwiastek międzynarodowy, bo niesie w sobie uniwersalne wartości, zrozumiałe w różnych krajach i warstwach społecznych.

 Wywiad_1

 

MARLEY CZY BOLT?

To bardzo optymistycznie, co mówicie, ale czy na pewno tak jest naprawdę? Wiele mówi się ostatnio, że młodzi Jamajczycy w ogóle nie chcą już słuchać reggae, a coraz częściej wybierają po prostu przemoc, narkotyki. Czy na Jamajce przemoc na ulicach to rzeczywiście taki duży problem?

Jubba – To oczywiście się zdarza, ale tak jest wszędzie, w każdym kraju, nie tylko na Jamajce. To jest problem, ale nie w skali, jaką pokazują media. Wynika to z różnych powodów. Jamajka to mała wyspa z populacją około 3 mln mieszkańców. Życie koncentruje się w kilku dużych miastach, jak Kingstone, gdzie koncentruje się biznes, swoje siedziby mają banki, firmy, media itp. To właśnie tam dochodzi najczęściej do aktów przemocy. Trzeba też pamiętać, że Jamajka jest największym anglojęzycznym krajem na Karaibach, do którego zjeżdżają w poszukiwaniu pracy, nauki ludzie z mniejszych karaibskich krajów położonych niedaleko. Powstaje z tego kipiący tygiel różnych wpływów, tradycji, który czasami jest wybuchowy. To taki sam mechanizm, jaki mamy w Nowym Jorku czy Moskwie – bez znaczenia gdzie.

Kamau – W każdym społeczeństwie jest margines przestępczości, mniejszy lub większy. To media kreują często niekorzystny wizerunek Jamajki, jako kraju, gdzie możesz zostać zastrzelony na ulicy. Prawda jest inna. Są takie miejsca, do których lepiej samemu nie chodzić, ale generalnie Jamajka to piękny i bezpieczny kraj. I reggae ciągle jest dla nas bardzo ważne.

No dobrze, zadam wam bardzo proste pytanie: kto jest dziś symbolem Jamajki: Bob Marley czy Usain Bolt? 

Jubba – (śmiech) Jeden i drugi, a oprócz nich jeszcze wielu innych. Gdybym jednak miał wybrać na dziś jamajski symbol, osobę najbardziej znaną na świecie, to byłby Usain Bolt – bo to swoisty fenomen.

Kamau – Dziś to na pewno Usain Bolt. Nawet tu, W Polsce, gdzie mieszkamy w czasie naszej europejskiej trasy, natrafiliśmy na wielką reklamę z Boltem w roli głównej. On już jest międzynarodowym symbolem, ale jutro może się to zmienić. Jest tylu naprawdę utalentowanych Jamajczyków…

 Wywiad_2

 

„REGGAE REVIVAVL”  – Z POWROTEM DO KORZENI

Czy młodzi Jamajczycy w ogóle są zainteresowani tym, co niesie ze sobą roots reggae?

Jubba – Zaczynają się znowu tym interesować. Był czas, że nawet oni nie wiedzieli właściwie, czym jest roots reggae, bo jamajskie media nie grały takiej muzyki, nie powstawały nowe zespoły, nie było koncertów etc. Dorosło całe pokolenie młodych ludzi, które nie znało takich fundamentów roots reggae, jak Gregory Issacs, Bob Marley, Burning Spear. Muzyka nie stoi jednak w miejscu, ona się zmienia i zatacza koło. Dlatego teraz mamy znowu kolejne pokolenie odbiorców i twórców, dla których znowu roots reggae jest najważniejsze.

Kamau – Wyobraź sobie, że miałem na Jamajce takich przyjaciół, którzy nigdy w życiu nie słyszeli na scenie grającego na żywo własne utwory zespołu reggae! Chodzili na koncerty, ale słuchali na nich tylko sound systemów, czy dj-ów grających muzykę z płyt. Oczywiście, mieliśmy organizowane od dziesięcioleci wielkie i słynne festiwale, jak Reggae Sunsplash, ale występowali tam niemal wyłącznie artyści dancehall i sound systemy. Do roku 2008 grających na żywo własną muzykę nowych zespołów praktycznie nie było, może oprócz Morgan Haritage.

Tak było do czasu, gdy na Jamace powstał ruch społeczno – artystyczny zwany „Reggae Revival” – co można przetłumaczyć na polski, jako „Odrodzenie reggae”. Dubtonic Kru jest jednym z inicjatorów i założycieli tego ruchu. Opowiedzcie nam, jak to się zaczęło.

Jubba – Nazwa „Reggae Revival” została stworzona po raz pierwszy przez naszego kolegę Dutty Bookman’a. On nie jest muzykiem, ale to bardzo mądry człowiek: pisarz, wydawca, filozof. Kiedy powróciła moda i zainteresowanie roots reggae, zespoły grające własną muzykę nie cieszyły się dużym zainteresowaniem. Byliśmy jednymi z pierwszych, którzy chcieli przywrócić na Jamajce tradycję grania na żywo własnej, tworzonej przez zespół, muzyki. Musieliśmy ponownie przedstawić naszej generacji naszą własną muzykę. Chcieliśmy pokazać, że ta muzyka jest żywa, unikalna i oryginalna, a każdy z zespołów tworzy coś innego.

Czy „Reggae Revival” to bardziej ruch społeczno–filozoficzny, czy raczej czysto muzyczne przedsięwzięcie?

Kamau – Chyba bardziej pasuje nazwanie „Reggae Revival” ruchem filozoficznym, bo nie ogranicza się tylko do sceny. Celem tych działań jest zmiana nastawienia, ponowne przedstawienie dziedzictwa własnej kultury poprzez muzykę, a nie tylko sama muzyka. Chcieliśmy przywrócić tradycję grania na żywo własnej, oryginalnej muzyki .

Od kogo się to zaczęło?

Jubba – To był rok 2008, kiedy powołaliśmy do życia „Band’s Incorporated”  – czyli naszą „firmę” złożoną z różnych zespołów podchodzących do muzyki tak, jak my. Na początku właściwie byliśmy tylko my- Dubtonic Kru i Roots Underground. Wszyscy byliśmy wychowani na muzyce takich gwiazd, jak: Steel Pulse czy Aswad, ale z aktywnych zespołów grających na żywo własną muzykę były wtedy tylko te dwa.

Jaki był wasz zasadniczy, najważniejszy cel?

Kamau  – Najważniejsze było znalezienie sposobu na przyciągnięcie uwagi ludzi, skłonienie ich do spojrzenia w kierunku własnych korzeni poprzez udział w koncertach grających  na żywo  własną muzykę zespołów. Chcieliśmy zainteresować Jamajczyków na nowo własną muzyką, własną kulturą.

Jak zostaliście przyjęci, jaki był odbiór?

Kamau – Reakcja ze strony publiczności i kolejnych zespołów była wręcz entuzjastyczna. Zaczęliśmy organizować wspólne koncerty, z czasem coraz większe, aż rozrosło się to do małego festiwalu organizowanego w Kingston. Na początku wszystko finansowaliśmy z własnej kieszeni , więc bardzo się ucieszyliśmy, gdy z czasem do koncertów mogliśmy zapraszać kolejne zespoły: Ragin Fyah,  Pentatouche, Mystical Revolution i inni. Oni przychodzili do nas i mówili, że chcą z nami grać, że chcą być częścią tego, co się dzieje. Tak zaczął się ten cały ruch.

To by znaczyło, że było w nich coś takiego, o co wam chodziło, tylko brakowało im jakiejś iskry, która by to z nich wyzwoliła…

Jubba – Dokładnie tak było! To w nich tkwiło gdzieś głęboko i my tylko daliśmy im tę iskrę, żeby to z nich wydobyć. Ruch odrodzenia muzyki reggae – „Reggae Revival” – zaczął się rozwijać i po dwóch, trzech latach mogliśmy uruchomić następny projekt „Plug and Play” (włącz się i graj). To było skierowane do artystów solowych, występujących zazwyczaj z sound systemami i nie mających doświadczenia scenicznego z „żywymi” zespołami.  Nie brakowało wśród nich znanych dziś artystów, jak np. Gyptian. Stworzyliśmy platformę, w której artyści mogli skorzystać z grających na żywo ich muzykę zespołów, których na co dzień sami nie posiadali.

Czy „Reggae Revival” działa tylko na płaszczyźnie muzyki, czy to coś jeszcze?

Kamau – Nasz ruch działa przede wszystkim na odbiorców muzyki, na publiczność.  To wielka radość dla nas widzieć, jak nawet bardzo młodzi ludzie na koncertach przychodzą tłumnie nie tylko posłuchać dancehall’u, ale oni chcą roots reggae, to jest teraz ich kierunek. To bardzo obiecujące dla całej naszej kultury. To doświadczenie kulturowe, które cały czas się rozwija. Pracujemy teraz nad biznesową stroną naszego przedsięwzięcia, angażujemy nowych menadżerów, promotorów, organizujemy trasy koncertowe po całym świecie i to wszystko zaczęło się „kręcić”.

Wywiad_3

 

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie