Boże Narodzenie to czas miłości – rozmowa z Księdzem Biskupem Łukaszem Buzunem, biskupem pomocniczym Diecezji Kaliskiej

Rozmowa z Księdzem Biskupem Łukaszem Buzunem, biskupem pomocniczym Diecezji Kaliskiej

Biskup 4

- W sierpniu minęły dwa lata od momentu, kiedy Ksiądz Biskup przyjął święcenia biskupie na Jasnej Górze i został biskupem pomocniczym Diecezji Kaliskiej. Jak Ksiądz Biskup przyjął decyzję Ojca Świętego Franciszka o mianowaniu na biskupa? Czy towarzyszyły Księdzu Biskupowi jakieś obawy?

- Trudno mi jest na to pytanie odpowiedzieć. Myślę, że byłem bardzo zmieszany tą decyzją Ojca Świętego, miałem dużo obaw, przede wszystkim nie byłem przygotowany na taką drogę w moim życiu. Muszę jednak powiedzieć, że dominowała we mnie świadomość, że jest w tym Boży zamysł, a poza tym zawsze są ważne słowa kierownika duchowego, do którego ma się zaufanie i w efekcie przyjąłem tę decyzję. W takich chwilach są też dwa dominujące uczucia: z jednej strony wewnętrzna bojaźń z drugiej natomiast jakaś głęboka radość. Wzorem jest tutaj Maryja w chwili Zwiastowania.

 

- Wróćmy do początków powołania. Dlaczego Ksiądz Biskup wybrał zakon paulinów?

- Urodziłem się w diecezji, gdzie nie było zasadniczo żadnych męskich zakonów, przynajmniej ja nie spotkałem się z żadnym, pomijając duży obraz przedstawiający św. Antoniego z Padwy, franciszkanina, to jest zasadniczo obraz zakonnika, jaki miałem w umyśle, no i jeszcze Zgromadzenie Księży Salezjanów, w którym miałem z rodziny dwóch kapłanów, jeden z nich jeszcze żyje, natomiast drugi już odszedł do Pana. Ponadto jeśli chodzi o stan kapłański, to jeszcze przed wojną mojej babci brat studiował w seminarium w Wilnie, gdyż to był teren diecezji wileńskiej, ale niestety, zmarł przed przyjęciem diakonatu na zapalenie płuc z powikłaniami. Drogi powołania są jednak różne, i nie zawsze klasyczne. W moim przypadku takim narzędziem w rękach Bożych był katecheta, który miał dobrą rękę do powołań i wysyłał do zakonu lub diecezji sporo młodych ludzi. Był narzędziem w ręku Boga, które dobrze działało w wynajdywaniu powołań, czy też ukierunkowywaniu młodych osób na drogę życia konsekrowanego. Osobiście, aż do samego prawie momentu nigdy nie myślałem ani o kapłaństwie, ani o życiu zakonnym. Jednak gdy powołanie drzemie w człowieku, jak przyszła mi taka myśl, to decyzja zapadła dość szybko. Pozostała kwestia wyboru, gdzie skierować swoje kroki i w tym czasie właśnie taka sugestia, że do zakonu i to do ojców paulinów wypłynęła od tego kapłana, to odczytałem jako Wolę Bożą w moim życiu i nie pomyliłem się.  Różne są sposoby odkrywania powołań. Czasami jest to kapłan, czasami są to ludzie świeccy, może jakieś wydarzenia. Każdy ma swoją drogę życia i moment powołania. Poza tym u mnie w domu było duże nabożeństwo Maryjne. Zawsze, od kiedy sięgam pamięcią, modliliśmy się do Matki Boskiej Częstochowskiej, której piękny i stary obraz był w naszym domu rodzinnym, teraz jest odrestaurowany i wisi na ścianie już nowego mieszkania mojego brata. Poza tym był kult związany z sanktuarium Matki Bożej Różanostockiej, gdzie posługują Księża Salezjanie, kiedyś było tam liceum salezjańskie, z którego wyszła duża ilość kapłanów i zakonników, a dzisiaj jest ośrodek resocjalizacji dla młodzieży.

 

- Droga do Kalisza prowadziła przez Jasną Górę, Wieruszów, Włodawę, Warszawę i znów Jasną Górę. Jak wspomina Ksiądz Biskup tamten okres kapłaństwa?

- Myślę, że koniec tej drogi jest nietypowy. Mało osób zakonnych przyjmuje sakrę biskupią. Jak sobie przypominam, to w zakonie paulinów na terenie Rzeczpospolitej, tylko jeden zakonnik na przestrzeni wieków został biskupem, a był nim o. Konstanty Moszyński, wieloletni prowincjał paulinów i przeor klasztoru na Jasnej Górze. Został prekanonizowany przez Papieża Klemensa XII, a przyjął sakrę biskupią w Warszawie w klasztorze paulińskim w 1733 roku jako biskup inflandzki. Jego postać wykuta w kamieniu stoi przed klasztorem w Leśnej Podlaskiej. W 2017 roku obchodzimy 300-lecie Koronacji Obrazu Jasnogórskiego – to właśnie jest Jego zasługa. Z perspektywy czasu przede wszystkim uświadamiam sobie, jak dużo zawdzięczam osobom, które Pan Bóg postawił na mojej drodze życia, tak zakonnym jak i świeckim. To od nich dużo się nauczyłem, ale najwięcej poprzez ich świadectwo życia wiarą, za to chcę podziękować szczególnie współbraciom. Jestem świadomy także popełnionych błędów, zresztą przypominają mi się słowa jednego z przełożonych, który może na pociechę powiedział mi, że tylko ci, którzy nic nie robią, nie popełniają także i błędów. Przez dłuższy czas byłem katechetą w Wieruszowie można powiedzieć, że tam „raczkowałem” jako zakonnik i kapłan, a później krótko we Włodawie. Miałem też roczny epizod pracy w neokatechumenacie w Warszawie, a potem posługiwałem w Jasnogórskim Radiu i byłem podprzeorem. Zajmowałem się też chorymi na Jasnej Górze i wreszcie zostałem na krótki okres przeorem. Przez dłuższy czas byłem także spowiednikiem sióstr zakonnych i pracowałem próbując swoich sił w poradni rodzinnej. To szło jednocześnie po linii moich zainteresowań naukowych, które kontynuowałem, począwszy od okresu krakowskiego. Z wdzięcznością wszystkie te miejsca wspominam, a szczególnie ludzi, z którymi się stykałem. Wydaje mi się, że z perspektywy czasu widzimy wszystko bardziej prawdziwie, możemy ustawić we właściwej optyce sytuacje i wydarzenia.

 

- Księże Biskupie, proszę wyjaśnić treść swojego zawołania biskupiego.

- Moje zawołanie to: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”. W herbie jest tylko ta druga część, ale one są integralne. To są słowa wyjęte z ust św. Piotra, który w ten sposób zwrócił się do Pana Jezusa. To zawołanie ukazuje, że Chrystus powinien być w centrum życia każdego chrześcijanina i że wszystkie inne poszukiwania na drodze ludzkiego życia, jeśli nas odprowadzają od istoty naszego życia, są błędne i powodują, że człowiek coraz bardziej jest zagubiony, ponieważ oddala się od tego, kim powinien być,  a jest obrazem Boga. W Chrystusie, który prowadzi nas do Ojca, powracamy do tego, kim powinniśmy być, do bycia obrazem Boga. To są też słowa, które powinny wyrażać zasadniczy zwrot w życiu człowieka.

 

- A co znajduje się w herbie Księdza Biskupa?

- Herb jest bardzo prosty. Został wykonany przez panią Izabelę Banaszewską z Jasnogórskiego Radia, która jest historykiem sztuki i grafikiem. Po lewej stronie jest Matka Boża Królowa Polski, a po prawej Święty Józef z lilią. Na dole znajduje się zielona łączka, która przywołuje moją rodzinną parafię Korycin z piękną przestrzenią Podlasia. Z łączki wyrasta palma z krukiem i to jest symbol zakonu paulińskiego. Na tej łączce chrzcielnej wyrosło powołanie zakonne. U samego szczytu jest symbol Chrystusa, który rozświetla wszystko.

 

- 2016 rok obfitował w wielkie wydarzenia: Jubileuszowy Rok Miłosierdzia, Jubileusz 1050-lecia Chrztu Polski i Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Jak Ksiądz Biskup ocenia z perspektywy czasu te jubileusze i czy przyniosły one spodziewane owoce?

- Myślę, że to można będzie ocenić po dłuższym okresie. To wszystko jest jeszcze dla mnie bardzo świeże. Jubileusze mają to do siebie, że są podsumowaniem pewnego okresu, są dziękczynieniem za przeżyty czas, za to, co Bóg uczynił w tym czasie. Myślę, że w przypadku jubileuszu 1050. rocznicy Chrztu Polski owocem zasadniczym było dotknięcie Bożej obecności i działania w historii naszego narodu – tak w czasach rodzenia się państwowości, jej rozwoju i wielkości, ale może jeszcze bardziej w okresie trudnym, gdzie ważne było przetrwanie i zachowanie tego, co nas konstytuuje, czyli okresie zaborów i wreszcie cud odzyskania niepodległości, aż do czasów obecnych. Jeśli chodzi o ŚDM w Krakowie, to było wielkie święto wiary ludzi młodych, ukazało ono nam, jaki może być piękny świat, świat, który jest kształtowany i budowany we wspólnocie ludzi wierzących, młodych serc i umysłów. Należy podkreślić, że ci młodzi ludzie przyjechali często z krajów o dużym zagrożeniu terrorystycznym i nie dali się zastraszyć tym wszystkim „straszakom”, jakie były ciągle eksponowane przez media. Szkoda, że teraz nie ma nad tym żadnej refleksji. Wszyscy ci co tak krzyczeli teraz przeszli do porządku dnia i nie chcą już wyciągać na antenie żadnych wniosków z własnego postępowania. Myślę, że kto chciał, to skorzystał z tego czasu jubileuszy. Te osoby, które zaangażowały się przynajmniej w jedno z tych wydarzeń, to bardzo dużo skorzystały w perspektywie wiary i poznania, a byli też i tacy, którzy przeszli drogą wszystkich tegorocznych wielkich wydarzeń mających swój wymiar liturgiczny w naszej Ojczyźnie.

 

- Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Jak katolik powinien przygotować się do dobrego przeżycia tych świąt?

- To jest bardzo ważne pytanie skierowane do każdego z nas. Dwa największe wydarzenia w roku liturgicznym to uroczystość Bożego Narodzenia, czyli wcielenie Chrystusa i tajemnica odkupienia, męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa, czyli Wielkanoc. Te dwie zasadnicze tajemnice, które są w centrum chrześcijaństwa: wcielenie i odkupienie są poprzedzone okresem przygotowania. Jeśli chcemy coś przeżyć dogłębnie i wynieść z tego czasu nowe światła, to musimy się do tego przygotować. Myślę, że przede wszystkim trzeba skorzystać z sakramentu pokuty. To jest zawsze pierwszy moment potraktowania poważnie tego okresu. Nie można czekać na ostatnią godzinę przed samym Bożym Narodzeniem, wtedy można drugi raz przystąpić do sakramentu pokuty, ale ważne jest, aby Adwent rozpocząć od sakramentalnego spotkania z Panem Jezusem. Od tego rozpoczyna się praca nad sobą. Codziennie spożywamy pokarm, idziemy do pracy i wykonujemy inne czynności, ale to jest nasze życie zewnętrzne, jeśli tylko ta płaszczyzna nas pochłania, to jakie znaczenie ma nasze życie? Niejednokrotnie ktoś mówi, że żyje jak w kieracie. To jest trafna intuicja, ona wyraża poczucie zniewolenia, brak wolności. Jednak należy postawić pytanie, czy chcę być wolny, czy tez wolę żyć w takich schematach, gdyż za wolność trzeba płacić. Tu chodzi o takie przeorganizowanie naszego życia, żeby nie było ono przeładowane tylko sprawami i związanymi z nimi nadmiernymi troskami, ale żeby miało w sobie zwrot ku Bogu w Kościele. Potrzebny jest czas na Mszę Świętą, adorację Najświętszego Sakramentu, refleksję, a możliwości jest dużo, nigdy tyle chyba nie było. Są audycje radiowe, gdzie jest rozważane Słowo Boże. Czas musi być uświęcony. Czas nie może być przeżywany byle jak, bo on nam szybko przecieknie przez palce i nic nie pozostanie w nas, a czas jest zawsze deficytowy w tym świecie. Jest „najdroższym produktem”, bo czasu się nie kupi ani nie zdobędzie, można go tylko właściwie przeżyć. Kardynał Stefan Wyszyński mówił, że czas to miłość. Chciejmy w ten sposób myśleć. Czas musi nas uświęcać i my musimy uświęcać się w czasie przez liturgię oraz modlitwę. Żeby życie miało sens, nie można działać chaotycznie, musi być pewien rytuał w naszym codziennym funkcjonowaniu.

 

- Co Księdzu Biskupowi utkwiło w pamięci z przeżywania świąt Bożego Narodzenia w dzieciństwie?

- Każde dziecko z przeżywania świąt Bożego Narodzenia ma z reguły dobre wspomnienia. To, co najbardziej zostało w moim sercu, to udział w pasterce, kiedy w kościele było bardzo dużo ludzi, panowała podniosła atmosfera, śpiewanie kolęd. Święta Bożego Narodzenia to czas, kiedy było więcej czasu wolnego, a więc można było spotkać się z przyjaciółmi, przeczytać coś dobrego. To były momenty, które bardzo głęboko utkwiły w moim życiu i dotąd do nich wracam.

 

- Jaką potrawę wigilijną Ksiądz Biskup lubi najbardziej?

 - W naszym regionie popularna była kapusta z grzybami, albo tzw. makowce – ciasto z makiem. Na stole wigilijnym zawsze była jakaś ryba, jeśli nie śledzie to karpie. Nie zawsze tych potraw było dwanaście, ale dom to nie jest bogactwo, dom to są relacje, to jest bliskość, to są osoby, które kochamy, to są rodzice, dziadkowie, wujostwo, kuzynowie. Często myli się dom z obfitością dóbr materialnych, a jednak dom to jest coś więcej, to jest miejsce, gdzie z chęcią się wraca.

 

- Jak Ksiądz Biskup spędzi tegoroczne święta Bożego Narodzenia?

 

- Myślę, że na wspólnej kolacji wigilijnej z Księdzem Biskupem Ordynariuszem i współpracownikami. Później Msza Święta tak zwana pasterka i później już,  może po świętach, pojadę do domu, do rodziców na chwilę.

 

- Czy z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia chciałby Ksiądz Biskup skierować specjalne słowo do czytelników „Gazety Ostrowskiej”?

- Przede wszystkim życzę, aby jeszcze ten okres adwentowy był czasem, w którym dobrze przygotujemy się do Bożego Narodzenia. Na pewno nie wszystko ogarniemy, ale nie musimy tym się martwić, raczej miejmy na względzie, żeby atmosfera przy stole wigilijnym była podniosła, żeby serca były nastrojone, żeby była zgoda, pojednanie. Do tego wszystkiego jest potrzebny Pan Bóg. Potrzebna jest łaska Boża, która oczyszcza człowieka i tu myślimy o sakramentalnym oczyszczeniu, ale też o dobrych słowach, umiejętności nawiązania relacji, które są zerwane, o zdolności dorastania do tego, żeby kogoś przeprosić za to, co było nie w porządku, co było złe z naszej strony. Boże Narodzenie wzywa nas do tego, abyśmy przerastali siebie w swoich różnych małościach i egoizmach, byśmy poszerzali swoje serca i robili w nich miejsce dla innych, nie wykluczając nikogo, gdyż jeśli wyrzucimy z nich jedną osobę, to łatwo przyjdzie nam zdystansować się do innych, a to jest ogromna strata. Boże Narodzenie jest świadectwem, jak Bóg umiłował człowieka. Życzę, aby to doświadczenie bliskości Bożego Ojcostwa stawało się osobistym przeżyciem, budząc ufność i wiarę. Tego wszystkiego życzę na czas Adwentu i Bożego Narodzenia. Niech Maryja będzie bliska naszym sercom. Wszystkim pracownikom „Gazety Ostrowskiej” i czytelnikom z serca błogosławię.

Rozmawiała Ewa Kotowska-Rasiak

 

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie