Brązowe i srebrne wspomnienia

Czego jeszcze brakuje, żeby najlepsza polska koszykówka na lata zagościła w Ostrowie? Mądrych decyzji i konsekwencji władz miasta w sprawie hali, bo zły rozwój wypadków może nawet sprawić, że wszystko skończy się tak szybko, jak się zaczęło.

 DSC_4940_Fotor

 

***

Miała być euforia, jest… wielka radość. Koszykarze „stalówki” zdobyli srebrny medal i zostali wicemistrzami Polski. Nie wiem, czy to początek złotej ery w historii ostrowskiej koszykówki, ale wiem na pewno, że to początek  wielkiej mody na ten sport w naszym mieście.

 Właściwie, słowo „początek” niedokładnie oddaje to, co się dzieje wokół kosza w Ostrowie. Wielki początek był przecież za czasów niezapomnianego „Kowala”. Pamiętam jak dziś, jak 15 lat temu, zdobywając pierwszy w historii brązowy medal, wydawało się nam wszystkim kibicom w Ostrowie, że złapaliśmy koszykarskiego pana Boga za nogi i teraz będzie już tylko lepiej. Było tylko gorzej, aż kilka lat później Ostrów  zniknął z ekstraklasowej koszykarskiej mapy Polski. Na szczęście nie na zawsze.

 15 lat temu ten medal smakował inaczej. Bo też i czasy i możliwości były inne. Pracowałem jeszcze w innej redakcji i choć czasy były już wprawdzie komórkowe, ale o transmisji danych nikt jeszcze nawet nie marzył. Ponieważ termin meczu we Włocławku wypadł w dniu wydania gazety, nie było żadnej szansy na obszerną relację z tego wielkiego wydarzenia. Wszystko, co byliśmy w stanie zrobić, to przygotować odpowiednio pierwszą stronę gazety na każdą okoliczność i wynik. Zrobiliśmy to jak, nie przymierzając, prezydent Beata Klimek składająca w poniedziałek gratulacje na video – czyli w dwóch przeciwnych wersjach. Wydrukowaliśmy więc, jeszcze na foliach – bo tak się wtedy przygotowywało gazetę do druku – dwie wersje pierwszej strony, z dwoma tytułami. Pierwszy tytuł, nazwijmy go pozytywny, to było coś w rodzaju „Hura mamy brązowy medal!” i drugi „Nie udało się tym razem”. Po ostatnim gwizdku sędziego trzeba było tylko wykonać błyskawicznie telefon do redakcji i wypuścić do druku odpowiednią stronę, bo maszyny w drukarni już czekały.

Tak też się stało, a potem była niezapomniana fiesta na K 1. Nigdy nie zapomnę, jak nagle, jak spod ziemi pojawiły się tłumy ludzi z flagami, bębnami, piszczałkami, żeby powitać „stalowych” bohaterów. A potem wspólne skandowanie „We Are The Champions” na wypełnionym po brzegi parkiecie K 1.

 Ta atmosfera przypomniała mi się w miniony poniedziałek, kiedy „stalówka” przegrała wprawdzie bitwę o złoto, ale wygrała uznanie i szacunek kibiców.  Te dwie oddalone o 15 lat daty łączy jeszcze przynajmniej jedno: koszykówka stała się na jakiś czas absolutnie najpopularniejszą dyscypliną sportu w Ostrowie, deklasując żużel, piłkę ręczną, że o piłce nożnej już nawet nie wspomnę. Na ulicach pojawiły się klubowe koszulki, a setki dzieciaków z zapałem odbijały piłkę i rzucały ją do prowizorycznych głównie koszy.

 Dziś  baza sportowa – oczywiście z wyjątkiem hali – wygląda w naszym mieście zupełnie inaczej. Mamy piękne hale sportowe przy szkołach, mnóstwo boisk do kosza na otwartym powietrzy – i tylko zapał w oczach dzieciaków widzę ten sam. Nie wolno nam tej szansy zmarnować, bo w czasach internetowego otumanienia i wirtualnych emocji prawdziwy zapał do sportu jest po prostu bezcenny. Nic tak nie buduje tego uczucia, jak sportowy sukces. Od lat mamy w Ostrowie mnóstwo uzdolnionej koszykarsko (i nie tylko) młodzieży, która jednak w miarę rozwoju kariery niknie gdzieś w pozasportowej rzeczywistości.

 Są talenty, jest baza dla młodzieży, jest sukces, więc czego jeszcze brakuje, żeby najlepsza polska koszykówka na lata zagościła w Ostrowie? Mądrych decyzji i konsekwencji władz miasta w sprawie hali, bo zły rozwój wypadków może nawet sprawić, że wszystko skończy się tak szybko, jak się zaczęło.

To oczywiście tylko czarny scenariusz, który oby się nigdy nie spełnił. Cieszmy się z historycznego sukcesu, ale pamiętajmy, że nie ma nic na zawsze. Za rok jeszcze trudniej będzie powtórzyć tegoroczny sukces, ale w sporcie wszystko jest możliwe. Pod warunkiem, że za rok będzie gdzie grać w Ostrowie, czego koszykarzom, czytelnikom i sobie życzę.

Jarosław Wardawy

 

Czego jeszcze brakuje, żeby najlepsza polska koszykówka na lata zagościła w Ostrowie? Mądrych decyzji i konsekwencji władz miasta w sprawie hali, bo zły rozwój wypadków może nawet sprawić, że wszystko skończy się tak szybko, jak się zaczęło.

Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie