Czy podkablować sąsiada ? FELIETON

Zamiast kablować można… zawstydzić sąsiada wkładając mu anonimowo za płot ciekawie przygotowana ulotkę mniej więcej takiej treści: drogi sąsiedzie, czy wiesz,  że paląc w piecu plastik, czy gumę szkodzisz sobie i wszystkim dookoła? Gdyby tak puścić w miasto kilka tysięcy takich ulotek, to stawiam dolary przeciw orzechom, że jakiś pozytywny efekt z  tego będzie.

 

***

 Zdarzyło się wam kiedyś kogoś podkablować, ale tak na serio: do policji, czy prokuratury? No dobra, nie będę na początku zadawać trudnych pytań i zamiast tego przypomnijcie sobie, czy sami byliście kiedyś podkablowani? Bo ja tak.

 Umówmy się, że trudny dla mnie do dziś do zniesienia fakt podkablowania przez koleżankę Olę z przedszkola za niezjedzenie kisielu możemy pominąć. W szkole średniej zostałem już za to na serio podkablowany przez pewną, nieznaną mi do dziś mendę, która doniosła do dyra, że Wardawy roznosi po szkole antykomunistyczną bibułę. To akurat była prawda, więc wezwany zostałem „na dywanik”, ale dyro był porządny chłop i rozeszło się po kościach.

Parę lat później inna, tym razem zetesempowska menda, podkablowała mnie do organów, że skoro byłem w połowie lat 80. na wycieczce w Grecji, to na pewno ja zakosiłem jej paszport. To akurat była nieprawda, bo czerwona menda sama zgubiła po pijaku bezcenny wówczas dokument.

Już w Ostrowie, czyli jakieś 25 lat później, pewien zakompleksiony pseudo-dziennikarzyna podkablował mnie na policji, za rzekome złamanie ciszy wyborczej na łamach strony internetowej gazety. Była – a jakże  – regularna rozprawa, bo dzielna ostrowska policja umyła od tego ręce i przekazała temat dalej. Ale tu znowu było pudło i wyszedłem ze sprawy czyściutki, jak łza, a „mój” konfident oczywiście nigdy za swoje kablowanie nie przeprosił. Pies go drapał. 

 Piszę o tym dlatego, że jak zapewne większość rodaków mam głęboko zakodowane przekonanie, że „kablować nie wolno”. No i pojawił się problem, bo po raz pierwszy w życiu mam z tym problem – i to w dodatku na tle sąsiedzkim. Nie, nie chodzi na szczęście o przestępstwa karno-skarbowe, czy przemyt kałachów do Afryki, ale o… dymiące, śmierdzące i trujące mnie i wszystkich dookoła, kominy. A dokładnie o to, co się w nich spala.

Jak by tak dobrze popatrzeć, to każdy z nas w Ostrówku naszym kochanym mógłby znaleźć na swojej ulicy jakiegoś śmierdziucha-kopciucha, który pali w piecu stare opony, butelki plastykowe, czy inne podobne świństwo, które śmierdzi gorzej, niż stara syrenka z zapchaną rurą wydechową. No i tu – przynajmniej dla mnie  – pojawia się problem: zakablować delikwenta do straży miejskiej, czy odpuścić? Z jednej strony, smrodzi taki niemiłosiernie, truje wszystkich dookoła i trudno z nim wytrzymać. No, ale  – jak by na to nie patrzeć  – to w końcu sąsiad, czasem całkiem fajny gość, którego akurat może nie stać na gazowe ogrzewanie starego, nieocieplonego domu? Może takie szekspirowskie dylematy są dla niektórych wręcz śmieszne, ale chyba nie tylko ja je posiadam.

 Na całe szczęście w internetach znalazłem chyba lepszy pomysł. W jednym z  polskich miast, borykających się podobnie jak Ostrów, z problemem smogu,  zastosowano prosty i myślę, że dość skuteczny sposób, na sąsiedzkie kopciuchy. Zamiast kablować można… zawstydzić sąsiada wkładając mu anonimowo za płot ciekawie przygotowana ulotkę mniej więcej takiej treści: drogi sąsiedzie, czy wiesz,  że paląc w piecu plastik, czy gumę szkodzisz sobie i wszystkim dookoła? Uprzejmie proszę, dla własnego i nas wszystkich zdrowia, przestań ! Podpisano: twój sąsiad. Do tego kilka autoryzowanych cyfr, bo nie każdy ma obowiązek wiedzieć, że za ponad 80 % smogu odpowiada tzw. niska emisja – czyli złe spalanie w naszych kominach domowych kotłowni. Treść i forma ulotki oczywiście do dopracowania, ważna jest w tym wypadku forma.

 Swego czasu próbowałem wrzucić ten pomysł do magistrackiej machiny propagandowej, ale miejscy spece od PR-u uznali, że lepiej wydać kasę na chyba najgorszą kampanię promocyjna w historii miasta z hasłem „chcemy oddychać w Ostrowie”. Kaktus mi na dłoni wyrośnie, jak choć jeden komin przestał dzięki tej kampanii dymić. Nie wiem, jak wy,  ale moim zdaniem jedna dobrze skierowana i przygotowana ulotka podanej wyżej treści ma znacznie większe szanse na sukces, bo trafia dokładnie w punkt: do rak własnych osiedlowego śmierdziucha. Może nie zareaguje na nią 10, 100 kopciuchów, ale gdyby tak puścić w miasto kilka tysięcy takich ulotek i zachęcić ostrowian do umiejętnego z nich korzystania, to stawiam dolary przeciw orzechom, że jakiś pozytywny efekt z  tego będzie.

Praw autorskich sobie do tego pomysłu nie roszczę, więc gdyby ktoś chciał z niego skorzystać, to chętnie pomogę w przygotowaniu takiej porządnej ulotki.

Bo – jak śpiewa klasyk – „jak nie my, to kto ?”

Jarosław Wardawy

 

 

Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie