Ekokompromitacja – czyli jak stracić 10 baniek ?

 

Mając takich urzędników i taką nad nimi kontrolę „strach się bać” co może się stać z jeszcze grubszymi milionami z ZIT-ów, które właśnie teraz są zagrożone z powodu mocarstwowego bajdurzenia płynącego z Kalisza.

 Szczurek

***

 

No i co tu można mądrego powiedzieć, kiedy na usta cisną się wyrazy, których pisać nie przystoi ? Jak skomentować to, co komentarza już nawet nie wymaga, bo jest aż tak oczywiste?

Można przynajmniej przypomnieć, co tak właściwie się stało, bo inaczej odrzucenie ostrowskiego wniosku o fotowoltanike będzie kolejnym przykładem tematu zagłaskanego, przykrytego kolejnymi miłymi zdjątkami z uśmiechniętymi dziećmi i rozbawionymi seniorami. Dlatego w krótkich, żołnierskich słowach postaram się opisać dlaczego największy projekt ekologiczny w historii Ostrowa legł w gruzach urzędniczej niekompetencji, co z tego wynika i dlaczego to jest w ogóle ważne dla nas wszystkich.

 Najpierw, o co właściwie poszło. Oczywiście o pieniądze, duże pieniądze, których w miejskim budżecie nie ma i pewnie nigdy na ten cel nie będzie w takiej wysokości. Najprościej mówiąc, niemal 600 osób miało dostać za 15 % wartości olbrzymie dofinansowanie na fotowoltanikę – czyli panele słoneczne na dachu. Po ich założeniu cały dom mógłby praktycznie korzystać za darmo z wytwarzanego na własnym dachu prądu. Program zakładał również wymianę pieców i źródła ciepła na bardziej ekologiczne, ale fotokwoltanika była najpopularniejsza.

Mało kogo w naszym mieście stać jednak na taką inwestycję za ok. 25 tys. Jednak gdy pokazała się okazja zrobienia tego za ok. 3 tys. plus VAT – to już co innego. Chętnych było mnóstwo, a dokładniej ok. 600.  

 No i co w tym ciekawego, zapytacie? Z powodu urzędniczej niekompetencji, braku wyobraźni i być może lenistwa te 600 osób zostało odprawionych z kwitkiem, bo ostrowski wniosek o dofinansowanie dla nich został odrzucony na etapie formalnej weryfikacji. Mówiąc po ludzku, jeden z drugim magistracki niedouk pozbawił miasto największej w historii dotacji o przeznaczeniu ekologicznym. 10 mln zł na zastosowanie czystszych źródeł energii poszło się grzać, bo jakiś urzędas nie dopełnił swoich obowiązków !

Dla porównania, największy ostrowski program wymiany dymiących i śmierdzących tradycyjnych pieców węglowych na bardziej ekologiczne to ok. 900 tys zł w tym roku – i to wszystko z własnego budżetu, czyli z naszych podatków  – akurat w tym przypadku bardzo dobrze wydanych. Teraz miało być 11 razy tyle – i to jako dotacja ! I nie będzie, bo znowu ktoś, czegoś, gdzieś nie dopatrzył.

Nie wiem, ile węgla trzeba spalić w elektrowni, żeby wyprodukować prąd dla 600 domów jednorodzinnych, ale zapewne dużo, bardzo dużo. Wiem za to, że mogliśmy mieć o 600 dymiących kominów – śmierdzieli mniej – i nie będziemy mieli tego „szczęścia”.

Mało mnie naprawdę interesuje, czy zaniedbał to Szczurek, czy inny niekompetentny urzędnik. To pani prezydent tego miasta odpowiada za sprawna pracę Urzędu Miejskiego. To Beata Klimek dobierała sobie sama zastępców, by dobrze działali dla miasta.

 A co mieliśmy w praktyce? Najpierw Ziemowit Borowczak po nieco ponad roku pracy w Ostrowie pozbierał ołówki z biurka i tyle go było widać w grodzie nad Ołobokiem. Swoją drogą, nikt tu nie płakał po facecie, który chciał stawiać szlabany przy wjazdach na rynek. Po Borowczaku prezydent powołała wiceSzczurka, który miał zgrabnie „wskoczyć do rozpędzonego pociągu ostrowskiej gospodarki”. Jak wyszło, już wiecie. 

 Mieszkańcy mają prawo wymagać od swoich wybieralnych i mianowanych przedstawicieli, liderów, przede wszystkim kompetencji i uczciwości. Utrata 10 milionów dofinansowania na cele ekologiczne to olbrzymia strata nie dla tych 600 zawiedzionych mieszkańców, ale dla całej  ostrowskiej społeczności. Tego nie nadrobimy w ciągu roku, czy nawet 5 lat, bo naszego budżetu po prostu na to nie stać.

 Mając takich urzędników i taką nad nimi kontrolę „strach się bać” co może się stać z jeszcze grubszymi milionami z ZIT-ów, które właśnie teraz są zagrożone z powodu mocarstwowego bajdurzenia płynącego z Kalisza. W tym kontekście rodzi się pytanie, czy ostrowska władza samorządowa jest na tyle silna, kompetentna, żeby ponad wszelką wątpliwość zapewnić miastu skorzystanie z przyznanych już olbrzymich pieniędzy na inwestycje z ZIT-ów?

Chciałbym wierzyć, że tak, bo dobrze życzę mojemu/ naszemu miastu. Chciałbym bardzo, ale po ostatniej wpadce pewności nie mam. A Wy, szanowni państwo?

Jarosław Wardawy

 

Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie