Felieton bez tytułu

Żyjemy w państwie, w środku wydawałoby się cywilizowanej Europy, w którym za skręta z marychą można pójść za kratki, ale to samo ”mocne” państwo nie potrafi sobie poradzić z bandą wyrafinowanych sukinsynów dilujących śmiercią  w woreczkach.

 dopalacze

***

Dwa zdarzenia, dwa różne światy – jeden smutek, żal, ale i złość też jedna…

 Był rok 1978 lub 1980, końcówka zdychającej już powoli komuny, brudnej, szarej, topornej i potwornie nudnej. Paradoksalnie, to był również czas eksplozji muzyki. Po całych dekadach zastoju i śpiewania o kwiatkach i autostopie zaczynały powstawać, jak grzyby po deszczu, nowe rockowe kapele. Ktoś wymyślił nazwę Muzyka Młodej Generacji i to się przyjęło.

Jako świeżo upieczony licealista poszedłem na swój pierwszy w życiu wielki koncert do poznańskiej Areny. Nikomu nie przeszkadzało, że do jednego wora wrzucono bluesową Kasę Chorych, symfoniczny Exodus, rockowy Porter Band i jeszcze inne kapele. Głód muzyki był tak wielki, że chodziło się na każdy koncert, obojętnie kto i co grał. Dokładnie odwrotnie, niż to jest dziś.

W pewnej chwili na scenie pojawiła się niezwykła dziewczyna. Bardzo krótko obcięta, „na zapałkę”, w obcisłym kombinezonie, wyglądała i zachowywała się jak jakaś pantera. Kiedy zaczęła z idealną dykcją i szybkością karabinu maszynowego śpiewać „Nogi, nogi, setki nóg, tupią tupią tup, tup, tup” i inne kawałki w zupełnie nieznanej mi wtedy stylistyce (na punk rocka i nową falę musiałem jeszcze poczekać kilka lat) czułem, że jestem świadkiem czegoś ważnego. Na koniec koncertu na scenę wyszedł konferansjer i powiedział słowa, które pamiętam do dziś: „To jest Kora, zapamiętajcie to imię”. I zapamiętałem.

Wiele można powiedzieć i napisać o tym, co się działo później z Korą i Maanamem. Ale jest poza wszelka dyskusją: to była prawdziwa Artystka: oryginalna, prowokująca, miała w sobie gen wolności twórczej i osobistej.

I właśnie dlatego z niesmakiem czytałem po Jej śmierci niektóre wypowiedzi, zwłaszcza polityków. Jak mało trzeba mieć w sobie empatii, żeby nie zrozumieć, że polskie polityczne piekiełko to jest dokładnie to, z czym Kora całe życie walczyła. Poprzez swoją artystyczną twórczość, jak również prywatnie, dając wielokrotnie temu wyraz w wypowiedziach i wywiadach. Krokodyle łzy wylewane przez prezydenta i jemu podobnych były, jak krople kwasu na skórze. Albo na kwiecie róży, o którym śpiewała Kora.

 Kilka dni temu w Ostrowie zmarł, niemal na pewno od zażycia dopalaczy, młody 24-letni chłopak. Dwie, jeszcze młodsze od niego, dziewczyny, które najprawdopodobniej brały razem z nim, ledwo uszły z życiem. Ta śmierć to wyraz naszej wielkiej, wspólnej bezsilności wobec tego świństwa. Nie umiemy, jako państwo, sobie z tym poradzić. W „walce” z dopalaczami poległy kolejne rządy; od Tuska, przez Szydło, po Morawieckiego. Pamiętacie słynne „idziemy po was” byłego ministra Sienkiewicza? I co tego zostało?

Trzy lata temu zawziąłem się i spróbowałem poruszyć kogo tylko się dało do walki z tym śmiertelnym badziewiem w Ostrowie. Wtedy w centrum miasta funkcjonowało sobie spokojnie z pięć melin sprzedających dopalacze. Spotkałem się z zaskakująco dobrym odzewem niemal wszystkich: od sanepidu, przez policję, nawet polityków. Temat stał się przyczynkiem do dwóch interpelacji  poselskich. Na krótko udało się, bo meliny zniknęły. I co z tego, skoro handel przeniósł się do internetu, gdzie każdy nagrzany dzieciak może sobie wystukać nazwę internetowego sklepu z dopalaczami, a  wytatuowany osiłek dostarczy mu dowolną ilość torebeczek z trucizną nawet na próg domu? 

Tę wojnę przegrywamy my wszyscy. Żyjemy w państwie, w środku wydawałoby się cywilizowanej Europy, w którym za skręta z marychą można pójść za kratki, ale to samo ”mocne” państwo nie potrafi sobie poradzić z bandą wyrafinowanych sukinsynów dilujących śmiercią  w woreczkach. Młodzi chłopcy w policyjnych mundurach przepychają się z tłumem z białymi różami pod Pałacem prezydenckim i w innych miejscach w całej Polsce, zamiast walczyć z bandami dilerów, tchórzliwie kryjących się pod internetowymi nickami. Ich szefowie, dbając o dobre statystyki, ścigają niepokornych demonstrantów, podczas gdy dopalaczowa bandyterka czuje się bezkarna. A politycznie szefowie policyjnych szefów dalej będą kłócić się do upadłego o wolne sądy, Trybunał Konstytucyjny i inne takie. 

Ktoś powie: jest popyt, to jest i podaż. Naród ma swoje 500+ oraz po trzy stówki na szkolnego łepka i nie bulwersują go takie tragedie. Ale mnie bulwersują, bo ten chłopak mógł żyć, gdyby ci, którzy biorą za to nasze pieniądze potrafili lepiej zorganizować nasz kraj. Dla nas, dla naszych dzieciaków – i dla siebie.

Jarosław Wardawy

 

Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie