FELIETON: Hipokryzja informacyjna

 Beata Klimek świadomie i z rozmysłem dolała oliwy do ognia. Jak się sugeruje torpedowanie inwestycji, działania nie w interesie miasta, tylko prywatnego inwestora, wywieranie nacisku na prezydenta miasta o wstrzymanie trwającego przetargu, to trzeba mieć mocne, bardzo mocne dowody. A ja na poniedziałkowej sesji niczego takiego nie usłyszałem, poza własną oceną pani prezydent.

 

***

Myślałem już, że mistrza nikt nie przebije i tylko Lech Wałęsa na zawsze będzie kojarzony z nieśmiertelnym hasłem „za, a nawet przeciw”. Jednak uczestnicy lokalnej sceny politycznej, jak zwykle potrafili mnie przekonać, że granice nie istnieją, bo zawsze znajdą się tacy, którzy będą potrafili je przekroczyć.

 Nie zgodzę się zupełnie z panią prezydent, która na poniedziałkowej sesji powiedziała, że jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko wybudowania hali sportowo-widowiskowej. Moim zdaniem, jesteśmy dalej, niż bliżej, bo w rzeczonym temacie mamy ewidentny klincz i pat. Z wielu powodów atmosfera wokół budowy wymarzonej przez ostrowian hali stała się ciężka i dwuznaczna. Wcale nie uważam, że tylko z winy prezydenta miasta.

Za, a nawet przeciw, są ostatnio ostrowscy radni. Ostatnio głośno o ocierającym się o skandal nieformalnym spotkaniu radnych z szefami koszykarskiej spółki. I to wcale nie dlatego, że do niego doszło – bo niby czemu nie miało by się tak stać? Rada w całej okazałości zademonstrowała, że nie potrafi sobie poradzić nawet z tak prostą sytuacją, jak porządne zorganizowanie spotkania, na które nie wleźli by „na bezczelnego” nieproszeni „goście”. Rajcy dali się wodzić za nos, jak dzieci we mgle, aroganckiemu typowi „podającemu się za dziennikarza” – jak później sami napisali – a potem dziwili się, że dostali za to po nosie. Efektem jest pozew sądowy, do którego by nie doszło, gdyby umieli sytuacja przed spotkaniem ich nie przerosła.

Zadziwiać może w tym wszystkim ponadto zachowanie „niezależnych z nazwy” – jak celnie nazwała grupę wspierającą obecną władzę młoda radna. „Niezależni” zademonstrowali, że są za spotkaniem, a nawet przeciw. Najpierw wcale nie zaprotestowali, gdy dowiedzieli się o spotkaniu, potem spokojnie na nie przyszli i uczestniczyli w dyskusji (przynajmniej niektórzy), a gdy zaszła polityczna potrzeba ustroili się w piórka obrońców demokracji, potępiając w czambuł pomysł nieformalnych rozmów i wysłuchania „alternatywnej propozycji” spółki.

Może warto zadać radnym, którzy podpisali się pod kuriozalnym oświadczeniem, gdzie byli, kiedy w zeszłym roku prezydent Klimek spotykała się z koszykarską spółką? Czemu wtedy nie bili w dzwony obrony powszechnego dostępu na przykład do zeszłorocznej umowy przedwstępnej z BM Slam o zakupie hali? Czemu wtedy nie domagali się wglądu do niej, a teraz rwą włosy z głowy, że ktoś coś ponoć „utajnia”?  Dla mnie to hipokryzja w najczystszej postaci. 

 Swoje „za uszami” ma też opozycja, która najpierw w całości poparła pomysł budowania nowej hali przez miasto, a potem nagle zmieniła front i zaczęła rzucać w publiczną przestrzeń informacyjną w mediach społecznościowych opinie wychwalające powrót do koncepcji K1. W tej sprawie już „poszły konie po betonie” i zmienianie własnych decyzji sprzed dwóch miesięcy jest bardzo słabe i budzi niepotrzebne emocje i podejrzenia.   

Trudno więc się dziwić, że po tym wszystkim na opozycyjne głowy wylała się fala krytyki. Szkoda tylko, że była to krytyka w tak agresywnej formie, jak to miało miejsce ze strony prezydent Klimek na poniedziałkowej sesji. Beata Klimek świadomie i z rozmysłem dolała oliwy do ognia. Jak się sugeruje torpedowanie inwestycji, działania nie w interesie miasta, tylko prywatnego inwestora, wywieranie nacisku na prezydenta miasta o wstrzymanie trwającego przetargu, to trzeba mieć mocne, bardzo mocne dowody. A ja na poniedziałkowej sesji niczego takiego nie usłyszałem, poza własną oceną pani prezydent.

 To wszystko, i jeszcze znacznie więcej, skłania mnie do powtórzenia, że do hali mamy znowu dalej, niż bliżej, co w żaden sposób mnie nie cieszy. Wręcz przeciwnie, martwi mnie przerzucanie tematu, jak gorącego kartofla, beztroskie zmienianie zdania o 180 stopni, rosnąca agresja i wplątywanie polityki do tego zadania.

Obym się mylił, ale następny prezydent miasta, obojętnie kto nim zostanie, otrzyma „w prezencie” niezły bajzel. I będzie musiał sobie z nim poradzić.

Jarosław Wardawy

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie