FELIETON: Polityka wychodzenia

 Źle się dzieje, jeśli zamiast rozmowy, debaty czy nawet sporu o rozwiązywanie problemów miasta mamy w ostrowskiej polityce samorządowej do czynienia z demonstracyjnym wychodzeniem z sali.  

***

sesja

Czy pamiętacie ze szkoły albo ze studiów, kim byli perypatetycy? Dla tych, którzy nie zaliczyli choćby przyspieszonego kursu filozofii, przypomnę, że tą dziwnie brzmiącą nazwą określano albo komentatorów filozofii Arystotelesa, albo po prostu ludzi lubiących przechodzić się podczas rozmowy. W Ostrowie mamy od jakiegoś czasu do czynienia ze swoistą mutacją perypatetyzmu. Już drugi raz z rzędu, podczas najważniejszego święta lokalnej demokracji, jakim jest lub powinna być sesja miejskiej rady, część jej uczestników zamiast rozważać nad rozwiązaniem miejskich problemów demonstracyjnie wychodzi.

Jak wiadomo, wychodzić można różnie. Jak Zabłocki na mydle wyszła radna Waliszewska na podkręcaniu sporu wokół ostrowskiej koszykówki. Używając sportowej gwary „nadziała się na kontrę” prezes Płóciennik i teraz sama ma kłopoty – ale z prawem. Wyszedł z siebie (i nie wiadomo, czy dotąd powrócił) radny Motylewski. Nieposkromiony poszukiwacz humusu poczuł się tak urażony jawnym lekceważeniem swojej wizji budowy nowej hali sportowej ze strony swojej dotychczasowej protektorki w osobie prezydent miasta, że zabrał zabawki i przesiadł się do pociągu z napisem: opozycja.

Swoją drogą, mimo że  - jak słusznie zauważył młody radny Paduch – lud w Ostrowie nie jest ciemny, to łatwo pogubić się, kto i kiedy jest opozycją, a kto koalicją. Klub radnych PO zaczynał tę kadencję jako opozycja (wobec prezydenta miasta), choć miał większość w radzie. Potem proporcje się zmieniły, za sprawą kilku radnych, którzy się pogniewali i przenieśli do pani prezydent. W ten sposób opozycja stała się na jakiś czas … jeszcze bardziej głęboką opozycją. Kilka tygodni temu undregroundowi opozycjoniści mogli już powiesić kartkę z napisem: tu zaszła zmiana, po przyjęciu na łono klubu trzech zbłąkanych owieczek w postaciach radnych: Matuszczaka, Motylewskiego i Herwicha. Teraz więc radni PO dalej są więc opozycją, ale w radzie mają ponownie większość.

Wracając do głównego wątku, źle się dzieje, jeśli zamiast rozmowy, debaty czy nawet sporu o rozwiązywanie problemów miasta mamy w ostrowskiej polityce samorządowej do czynienia z demonstracyjnym wychodzeniem z sali. Ten mało efektywny dla rozwiązywania sporów precedens zapoczątkowali radni popierający prezydent miasta, wraz z neofitami, którzy opuścili klub radnych PO. Na sesji specjalnej, podczas której głosowano wybór następcy odchodzącego ze stanowiska Jarosława Lisieckiego, odczytano oświadczenie grupy radnych, którzy swój udział w sesji ograniczyli do robienia mądrych min i demonstracyjnego opuszczenia sali obrad. No i jeszcze do podpisania się na liście diet za udział w sesji.

Podobny finał zafundowała ostrowianom Beata Klimek. Prezydent miasta chciała odpowiedzieć na zarzuty radnych opozycji (patrz wyżej) z klubu PO. Jednak zamiast zwołać w tym celu konferencję prasową, wystosować oświadczenie albo zrobić cokolwiek według zasad politycznej gry, wybrała PR-owskie wystąpienie podczas wolnych głosów i wniosków. Czegóż tam nie było! Były slajdy z wielkimi napisami PRAWDA i KŁAMSTWO, żeby odbiorca nie musiał się trudzić myśleniem i od razu wiedział, kto jest dobry, a kto zły. Były stosy dokumentów na mównicy, aktorskie pauzy do kamery transmitującej wszystko na żywo i inne takie. A na koniec było demonstracyjne wyjście z sali obrad.

Warto więc chyba przypomnieć, że zarówno radni, jak i prezydent miasta nie biorą swoich diet, pensji i innych uposażeń za trzaskanie drzwiami, tylko za realne rozwiązywanie problemów miasta, które zaszczyciło ich zaufaniem wyborców. To realne, prawdziwe i trudne zobowiązanie, ale nikt przecież nie obiecywał, że będzie łatwo, miło i przyjemnie.

Pani prezydent, państwo radni: ludzie na was patrzą! Nie uciekajcie od dyskusji, spierajcie się, przekonujcie, a nawet kłóćcie się – ale róbcie to tam, gdzie powinniście: na komisjach, sesjach, w kuluarach. Teatr zostawcie zaś aktorom, a sztukę politycznej perypatetyki antycznym filozofom…

Jarosław Wardawy

 

 

Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie