Gdzie jest prezydent, czyli co pomyśli głowa?

Klimek oświadczenia oswiata@

Ameryki pewnie nie odkryję, jak powiem że w naszych czasach wiele dobrze znanych słów traci swoje znaczenie. Najczęściej dlatego, że są zbyt często i nieodpowiednich kontekstach używane.

Jednym z najbardziej irytujących słów – przynajmniej dla mnie – jest słowo: kultowy/kultowa. Jak tylko ktoś chce przypomnieć jakąś zapomnianą kapelkę, krzyczy o „kultowym” zespole. Jak ktoś próbuje wylansować stary model jakiegoś ciucha, pisze o „kultowej” bluzeczce. I tak dalej.
Zadziwiająca i zupełnie niezasłużoną karierę robi obecnie, zwłaszcza wśród młodzieży, słowo: dokładnie. „Dokładnie” to inaczej potwierdzenie, zgadzanie się, akceptowanie czegoś pojawia się w nieomal każdym zdaniu wypowiadanym przez przedstawicieli młodego pokolenia. „Dokładnie” wciska się do naszego języka i próbuje nad nim zapanować. Najczęściej, ludzie używają go, gdy nie mają nic mądrego do powiedzenia – wtedy mówią „dokładnie”. Ot tak, żeby cokolwiek powiedzieć i nie wypaść z dyskusji.
Dziennikarze też nie są wolni od językowych i znaczeniowych łamańców. Nie znoszę „warsiawskiej” maniery kolegów po słowie, którzy dla podkreślenia wagi, rangi znaczenia jakiegoś wydarzenia, zjawiska, ochoczo dodają słowo „właśnie” – ale na końcu zdania. Ileż to razy słyszałem wstawki typu: „nasz reporter jest na miejscu zdarzenia właśnie”, czy „dotarliśmy do naocznego świadka właśnie”?

Na nieformalnego lidera sprzeciwu wobec kaliskich planów wyrasta ostrowski starosta, Paweł Rajski.  Nachwalić się go nie mogą koledzy samorządowcy nawet z dość odległych od ostrowa gmin powiatu kaliskiego. Czemu nie mówią nic o postawie prezydent Ostrowa? 

Politycy tak bardzo nadużywają słowa: „skandal”, że zamiast stanowić jedną z czerwonych latarni naszego systemu pojęciowego „łykamy” je bez zmróżenia okiem. „Skandaliczny” jest nieudany mecz ulubionej drużyny, zachowanie sąsiada przy koszeniu trawnika, „skandalem” nazywamy powoli wszystko to nas choć trochę irytuje, rozdrażnia, czego po prostu nie lubimy.

Nie inaczej jest w samorządzie, również naszym, ostrowskim. Prezydent Beata Klimek płakała niedawno w rękaw, że ci wstrętni opozycyjni radni „zdemolowali” jej budżet, nota bene zmieniając coś około 1 % całości wydatków budżetowych. Jeszcze dalej idzie prezydent Kalisza, który w dyskusji o planach powiększenia obszaru swojego miasta mówi o „szaleństwie” wobec tych, którzy się na to nie zgadzają.
Stary, chiński mędrzec Konfucjusz powiedział pewnie przed tysiącem lat z okładem „Kiedy słowa tracą swoje znaczenie, ludzie tracą wolność”. Może więc tak zastanowić się dwa razy, zanim powiemy o „szaleństwie”, „skandalu”, „demolce”, czy powtórzymy „dokładnie” lub „właśnie”?

Taki sam – a czasem i większy – problem w polityce jest, gdy nie padają słowa, które paść powinny. Jak pisałem już tydzień temu, mamy właśnie w regionie poważny spór o rozszerzenie granic Kalisza kosztem ościennych gmin. Spór, owszem, jest – i to ostry – ale gdzie w tym wszystkim jest prezydent Ostrowa Wielkopolskiego? Przejrzałem dokładnie zapis dwóch niezwykle emocjonalnych konferencji prasowych z udziałem szefów kilkunastu samorządów, którym Kalisz chce odebrać terytorium. Z wielkim zdziwieniem nie znalazłem ani jednej zdecydowanej wypowiedzi prezydent Beaty Klimek broniącej twardo interesów naszego miasta ! Zajrzałem na miejską stronę internetową, ale również tam nie natrafiłem na żadne oświadczenie w tej sprawie. Czyżby więc groźba rozpadu Aglomeracji – nomen omen Kalisko – Ostrowskiej – i wizja utraty setek milionów złotych na inwestycje z ZIT-ów to zbyt błachy dla prezydent Ostrowa powód, by głośno i wyraźnie zaprotestować przeciwko bezprecedensowym kaliskim poczynaniom w tej sprawie?

Dobrze choć, że inni potrafią i nie boją się powiedzieć, co myślą. Burmistrz Bożena Budzik może i rzeczywiście nie ma już nic do stracenia , bo – jak sama zapowiedziała – nie będzie już kolejny raz ubiegać się o ten urząd, ale przynajmniej mieszkańcy gminy Nowe Skalmierzyce wiedzą, że ktoś za nimi stoi.

Na nieformalnego lidera sprzeciwu wobec kaliskich planów wyrasta ostrowski starosta, Paweł Rajski, który niemal natychmiast ostro i zdecydowanie zaprotestował, i był współinicjatorem wniosku o odejście Kalisza od wyjątkowo niekorzystnej dla zainteresowanych gmin i powiatów procedury formalnej. Nachwalić się go nie mogą koledzy samorządowcy nawet z dość odległych od ostrowa gmin powiatu kaliskiego. Czemu nie mówią nic o postawie prezydent Ostrowa?
Ten kryzys w Aglomeracji to nie jest tylko sprawa Nowych Skalmierzyc, które grożą wystąpieniem z szeregów Aglomeracji. To także sprawa Ostrowa Wielkopolskiego, bo to moje miasto może stracić bardzo duże pieniądze na już rozdysponowane inwestycje z ZIT-ów. Nawet, jeśli to tylko teoretyczne zagrożenie, to stawka jest zbyt duża i oczekiwałbym od prezydenta mojego miasta bardziej zdecydowanej postawy w obronie interesów Ostrowa Wielkopolskiego.

Jarosław Wardawy

 

Przeczytaj również

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie