HaLOVE (nie)konsekwencje

 

Pogodzenie interesów ekstraligowej koszykówki, koszykarek, szczypiornistów i koncertów w hali będącej własnością spółki jest tak samo możliwe, jak współpraca prezydent Klimek z opozycyjna częścią rady miejskiej. Czytaj: nie ma na to szans.

 Klimek oświadczenia oswiata@

***

 

Konia z rzędem temu, kto dziś powie, że spodziewał się takiego rozwoju wypadków wokół ostrowskiego neverendingstory – czyli kolejnych podchodów do budowy hali. Przez lata całe głównie kibice – ale nie tylko  – upominali się u kolejnych ekip sprawujących również w ich imieniu władzę samorządową w mieście o halę z prawdziwego zdarzenia i pokazowo odbijali się od muru obojętności, niczym przysłowiowy groch  od ściany. Od kilkunastu dni sytuacja zmieniła się zasadniczo, bo jest możliwe, że niemal równocześnie budowane będą dwie hale. Warto jednak zastanowić się po co i czy aby na pewno ?

 Chyba nikt nie potrafi z taką łatwością zmieniać poglądów na temat hali, jak miłościwie nam panująca prezydent miasta Beata Klimek. Na początku kadencji ten temat w ogóle jej nie interesował. Wszelkie halowe nagabywanie zbywała zręcznym argumentem, że hali nie było w jej programie wyborczym i dlatego nie zamierza jej budować.

Tak było do czasu, kiedy nie dało już się dłużej udawać, że nie słyszy coraz głośniejszych halowych żądań. Od początku były w zasadzie tylko dwie opcje: rozbudowa K1 – za którą głośno opowiadali się kibice i spółka zawiadująca koszykówka na najwyższym poziomie, albo budowa nowej hali, na miejskiej działce przy Wojska Polskiego, za którą było początkowo kilku, ale za to wpływowych radnych. Pani prezydent zapytała więc o zdanie radnych, ale ci odbili piłeczkę i zdali wybór na jej barki.

Beata Klimek, jak mało kto, potrafi wyczuć skąd wieje polityczny wiatr zmian, więc od początku opowiedziała się za K 1, bo przecież glosy kibiców piechota nie chodzą i nie można lekceważyć takiego kapryśnego elektoratu. Ustami geniusza Karpat z Sanoka przekonywała, że liczy się tylko K 1, bo na Wojska Polskiego nie ma miejsca na halę i jest tylko przestrzeń na centrum przesiadkowe.

Mając jednak na uwadze znaną w całym mieście „sympatię” między klubem i spółką postawiła trzy konkretne, najzupełniej logiczne warunki. Najprościej mówiąc, klub ze spółką miały się dogadać w sprawach rozliczeń finansowych i własnościowych, a miasto już stało w blokach startowych do rozbudowy K 1. Jak wiadomo, z dogadywania klubu i spółki wyszła spektakularna klapa, więc pani prezydent mogła z pełnym przekonaniem ogłosić, że to koniec pomysłu z K 1.

 I wtedy, pani prezydent z właściwą sobie swobodą i gracją wykonała piękną, halową  woltę. Nagle okazało się, że na Wojska Polskiego, w miejscu gdzie miało się zmieścić tylko centrum przesiadkowe, zmieści i centrum i hala. Z równym przekonaniem pani prezydent przekonywała więc, że jak już ma być ta hala, to tylko przy Wojska Polskiego. Choć niektórzy radni niemal dorównali jej w przekonywaniu że są „za , a nawet przeciw”, to w końcu wszyscy zgodzili się na WP 1.

 Kiedy już wszyscy (?) myśleli, że temat hali jest pozamiatany, wybuchła bomba z opóźnionym zapłonem. Spółka ogłosiła ni mniej ni więcej, tylko że nie będzie się już na nikogo ogladać, tylko sama wybuduje sobie halę. Kibic, jak to kibic, przyjął to entuzjastycznie, ale prezydent Klimek już mniej.

 Nie brak w radzie opinii, że to było zagranie va banque spółki, żeby przyprzeć miasto do muru i zapędzić do takiej, czy innej współpracy, ale prezydent miasta powiedziała: basta, my robimy swoją halę. Nie można jednak nie zapytać, po co miastu hala bez jej głównego użytkownika, czyli koszykarskiej spółki? Kto miałby na niej grać? Tylko koszykarki  i piłkarze ręczni ? Plus tych kilka koncertów rocznie ?

Z drugiej jednak strony, ostrowski sport to nie tylko koszykówka. Pogodzenie interesów ekstraligowej koszykówki, koszykarek, szczypiornistów i koncertów w hali będącej własnością spółki jest tak samo możliwe, jak zgodna współpraca prezydent Klimek z opozycyjna częścią rady miejskiej. Czytaj: nie ma na to szans.

 W taki oto sposób prezydent Beata Klimek padła ofiarą własnego braku zdecydowania, który gdy mleko się rozlało próbowała nadrobić własną stanowczością po czasie. Z tego powodu znalazła się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Na chwilę obecną każda podjęta decyzja będzie mocno oprotestowana. Budowanie własnej hali bez koszykarzy BM Slam traci sens, a ulegnięcie presji spółki i powrót do K 1 byłby gigantyczną porażką wizerunkową władz miasta.

Nic więc dziwnego, że opozycyjna cześć rady zaciera ręce i znowu wystawia prezydent miasta na strzał, nie chcąc zając zdecydowanego stanowiska. Radni czekają na ruch prezydent miasta. I jeśli cokolwiek jest w sprawie hali pewnego, to fakt, że Beata Klimek będzie musiała go w końcu wykonać.

Jarosław Wardawy

 

 

 

Przeczytaj również

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie