Idą święta, idą święta. FELIETON ŚWIĄTECZNY

Nie jestem specjalnym fanem tego grubego, brodatego gościa o imieniu Mikołaj, z niewiadomych dla mnie powodów nazywanego „świętym”. Mnie raczej ów Mikołaj kojarzy się z podstarzałym lowelasem i prędzej spodziewałbym się u niego tabunu zgrabnych śnieżynek na kolanach, niż dobrych uczynków.

 

 

 

Gdy Polacy się rozkręcą

Piją wódkę jedzą mięso

Rzeźnia duże ma obroty

Idą święta, idą święta

 

Wiem, że zapewne zdziwię większość tych, którzy zaczynają lekturę gazety od ostatniej strony, ale będę przynajmniej szczery. Nie jestem specjalnym fanem tego grubego, brodatego gościa o imieniu Mikołaj, z niewiadomych dla mnie powodów nazywanego „świętym”. Tak on „święty”,  jak ze mnie tybetański mnich. Mnie raczej ów Mikołaj kojarzy się z podstarzałym lowelasem i prędzej spodziewałbym się u niego tabunu zgrabnych śnieżynek na kolanach, niż dobrych uczynków.

Nie zamierzam jednak uprawiać tu mikołajowej psychoanalizy, więc zostawmy typa w czerwonym mundurku na boku. Znacznie bardziej niż sam Mikołaj,  wkurza mnie pseudoświąteczna otoczka uprawiana przez jego wyznawców 

 

Jest cudownie i rodzinnie

W telewizji serial płynie

Są kolędy na kompakcie

Pieką ciasta wszystkie babcie

 

Z roku na rok, świąteczny amok rozpoczyna się coraz  wcześniej. Już z początkiem listopada marketingowi spece wciskają ludziom do głów, że to już pora zacząć myśleć o świątecznych prezentach, a ludziska – jak te barany – łykają to. 

A potem im bliżej magicznej daty, tym gorzej. Wszystkie stacje radiowe grają zestaw tych samych od 25 lat 20-30 piosenek, brak miejsca na parkingach, chodnikach, a na koniec pyski karpi rozpaczliwie próbujących złapać powietrze w małych wannach, czy zgoła już w foliowych woreczkach.

 

Idą święta idą święta

W rzeźni kwiczą już zwierzęta

Bombki wiszą na choince

Wszyscy w domu zjemy szynkę

 

Nie jestem również fanem „świątecznych” spędów grupowych: w pracy, na zaproszenie itp. Tak, jak jedni mają uczulenie na łupież, tak ja mam na obłudę, której czasem uczestnicy takich spotkań nie próbują nawet ukrywać. Sztucznie przyklejonym na twarz uśmiechem starają się zamaskować, że najchętniej utopili by sąsiada z biurka obok w łyżce czerwonego barszczu i jeszcze pierogiem poprawili, żeby nie wypłynął. A na zewnątrz oczywiście „Merry Christmas”.

 

Nastrój wszędzie jest świąteczny

Dziś rodzinka kaca leczy

U sąsiadów brak nastroju

Bo ich syn się zabił w woju

 

Kiedyś święta kojarzyły mi się przynajmniej z dłuższą chwilą słodkiego lenistwa i odrabianiem zaległości filmowych. Teraz i to stało się nieaktualne. Od kiedy bowiem zarabiam na chleb stukaniem w klawisze, niemal każde święta to dla mnie i całej załogi normalny czas pracy. Od oglądania po raz 47. „Kevina samego w domu” dostaję już nerwowych tików, więc co zostaje?

 Jeżeli już szukać sensu tych świąt, to w rodzinie i tradycji. Będzie znowu opłatek, potem kapusta z grzybami na wigilijnym stole,  przy którym zasiądzie cała rodzina, a w nocy pasterka i „Bóg się rodzi, moc truchleje”.

Może więc nie będzie tak „źle” i jak się już  człowiek tyle nadenerwował, to może wreszcie kiedyś zrozumie, na czym polega ta „magia świąt”?

Jarosław Wardawy

  1. Cytowane słowa pochodzą z piosenki Big Cyca

 

 

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie