Jimiway dla amerykańskiego showmana

Amerykański showman Lucky Peterson i gitarzysta Coco Montoya byli najjaśniejszymi gwiazdami tegorocznej edycji Jimiway Blues Festivalu. Fani bluesa z całej Polski zapewne na długo zapamiętają rewelacyjny kontakt z publicznością Petersona i namiętne gitarowe solówki Montoi. Nie zawiodła również polska supergrupa – Kasa Chorych, która na swój jubileusz zaprosiła znakomitych gości.

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Nie od dziś wiadomo, że Jimiway to tyleż święto muzyki, co znakomita okazja do towarzyskiego spotkania miłośników bluesa z całej Polski. Nie inaczej było i w tym roku. Benek Kunicki i jego współpracownicy z Towarzystwa Adoracji Bluesa i Rocka zadbali o obydwa aspekty składające się na tę, pod wieloma względami wyjątkową, imprezę.

Towarzyska część Jimiwaya kwitła na dwóch poziomach: przy małej scenie w podziemiach OCK oraz w części cateringowej zlokalizowanej w holu. Na dole można było skorzystać z baru, jednocześnie słuchając transmisji koncertu. Na obu poziomach fani bluesa z całej Polski wymieniali się wrażeniami, czy po prostu miło razem spędzali czas.

 

Coco Montoya – mistrz nastroju

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Muzyka również brzmiała na dwóch poziomach. Festiwal rozpoczął się w piątek na małej scenie koncertem promującym nową płytę zespołu Tandeta Blues Band. Tuż po nich, w tym samym miejscu, zagrała polska Breakmaszyna.

Pozostałe piątkowe koncerty odbywały się już w głównej sali widowiskowej OCK. Jak zwykle, śledził je nadkomplet publiczności, bo bilety na Jimiwaya rozeszły się błyskawicznie.

Na rozgrzewkę zagrali Jerry’s Fingers, a po nich na scenie pojawił się pierwszy zagraniczny wykonawca – The Rusty Right Band. Fani gitarowego, chicagowskiego grania bluesa z pewnością  się na nim nie zawiedli. Wyglądający niczym ostatni przedstawiciel flower power gitarzysta wkładał w swoje granie wszystkie swoje siły i uczucia. Dało się to zauważyć nawet na… jego gitarze, która już w połowie koncertu dosłownie ociekała potem z rąk Rasty’ego. Jego przeciwstawieniem była wyglądająca i ubrana niczym skromna urzędniczka basistka, która ze stoickim spokojem robiła swoje na scenie.

Temperatura na scenie i pod sceną wzrosła, gdy pojawił się na niej Coco Montoya. Leworęki gitarzysta zaprezentował się w Ostrowie jako mistrz nastroju. Jego gitara na zmianę łkała i płaczliwie zawodziła, zwłaszcza w długich solówkach przy nastrojowych bluesach, by po chwili zaatakować mocnym, rytmicznym brzmieniem podczas soulowych utworów Montoi. To był kawał bardzo solidnego, amerykańskiego grania, które znakomicie brzmi pod każdą szerokością geograficzną. Doceniła to wyrobiona publiczność ostrowskiego festiwalu, która podziękowała artyście długą owacją.

 

Nostalgiczna Kasa Chorych

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sobotni wykonawcy nie tylko podtrzymali wysoki poziom, ale także dodali nowe muzyczne klimaty do festiwalowych wrażeń. Drugi dzień Jimiwaya również zaczął się na małej scenie, gdzie redaktor Jan Chojnacki świętował razem ze słuchaczami 40-lecie swojej kultowej audycji „Bielszy odcień bluesa”  .

W muzyczny klimat wprowadziła publiczność Niebieska Sowa – bardzo obiecująca formacja bluesowa z Leszna.

Muzyczne wspomnienia ożyły, gdy na dużej scenie pojawiła się legendarna Kasa Chorych. To jeden z pierwszych polskich zespołów tego gatunku, i jednocześnie jeden z nielicznych działających non stop prekursorów gatunku w Polsce. Skład, który zagrał w Ostrowie, można śmiało nazwać supergrupą, bo oprócz Jarosława Tioskowa i …. Dudka zagrali tacy wybitni instrumentaliści, jak harmonijkarz Sławek Kielak, skrzypek Janek Gałach, czy Bartek Szopiński. Zestaw starych i nowych przebojów Kasy Chorych, z obowiązkowym przypomnieniem sylwetki legendarnego harmonijkarza i pierwszego lidera zespołu, tragicznie zmarłego Ryśka „Skiby” Skibińskiego, odgrzał wspomnienia i bardzo spodobał się publiczności.

 

Lucky Peterson – showman, jakich mało

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Najlepsze było jednak dopiero przed nami. To, co zrobił z ostrowską publicznością Lucky Peterson, powinno zostać zapisane złotymi zgłoskami w historii festiwalu. Amerykański showman pokazał, jak się robi prawdziwe koncertowe widowisko. Rozpoczął w umiarkowanym rytmie grając na pięknym, starym Hammondzie, śpiewając na soulowa rozgrzewkę. Apogeum koncertu i całego festiwalu nastąpiło, gdy zamienił organy na gitarę i zaczął grać; najpierw na scenie, a potem wśród publiczności. Chyba nikt przed nam na Jimiwayu nie zagrał ¼ swojego koncertu poza sceną OCK.  Lucky najpierw spokojnie zszedł ze sceny, potem podążył schodami w górę, by wreszcie wejść między rzędy – cały czas grając znakomite riffy i solówki kolejnych utworów !

Publiczność zwariowała, a ochrona na chwilę straciła kontrolę, gdy dziesiątki  osób zaczęło robić sobie z Petersonem selfie, ściskać i poklepywać go po plecach. Na szczęście wszystko oddało się w bardzo przyjacielskiej atmosferze, więc i publiczność była szczęśliwa z kontaktu z artystą, a i Lucky był zapewne zadowolony z atmosfery na widowni.

Festiwalową wisienką na torcie był improwizowany występ Benka Kunickiego z Lucky, którzy zaśpiewali utwór zmarłego niedawno króla bluesa, BB Kinga. Tak oto blues połączył po raz kolejny dwie kultury, dwa kontynenty i setki ludzi na widowni ostrowskiego festiwalu. Dobrze, że tak się stało.

 

Tekst i foto: Jarosław Wardawy

 

2 Odpowiedz to "Jimiway dla amerykańskiego showmana"

  1. Jan pisze:

    Krótko !!!
    było (y)
    :)
    Pozdrawiam ..

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie