„Klauzula sumienia” w spożywczaku – felieton

Okazało się, że łebski sklepikarz nie miał wcale żadnych politycznych intencji. Chodziło mu o coś zupełnie innego, bo wykorzystując swoiste poczucie humoru chciał w ten sposób pokazać, że nie podoba mu się po prostu odgórny zakaz handlowania w niedzielę.

 @żabka PiS

***

No i masz babo placek: znowu o naszym Ostrówku kochanym zrobiło się głośno w całej Polsce. A wszystko za sprawą pewnego sprytnego sklepikarza, który rozgrzał do czerwoności internety swoim wpisem, że nie będzie w niedzielę obsługiwał członków i sympatyków Prawa i Sprawiedliwości, ponieważ nie pozwala mu na to jego… klauzula sumienia.

Reakcja była szybka. Internety zalała fala hejtu na gościa, który był mocno zaskoczony skalą i zajadłością krytyki, którą wywołał.  Jak nietrudno się domyśleć, najczęściej i najmocniej krytykowano ostrowskiego handlowca na łamach prawicowych portali i w mediach społecznościowych przez osoby nieskrywające swoich politycznych  sympatii w tym kierunku. Ot, kolejna światopoglądowa wojenka, jakich ostatnio pełno, zwłaszcza w gorącym okresie przedwyborczym. 

 Przyznam, że z początku i ja zgłupiałem, bo pomyślałem że facetowi z lekka odbiło. Co, jak co, ale klauzula sumienia w spożywczaku, to delikatnie mówiąc przegięcie. Nie wyobrażam sobie, żeby ekspedient odmówił sprzedania oranżady, czy innej margaryny, dlatego że nie odpowiadają mu poglądy polityczne klienta. Poszedłem jednak po rozum do głowy, a dokładniej poszedłem do sklepu, pogadać, jak chłop z chłopem.

No i wyszło szydło z worka, bo okazało się że temat którym w jakimś tam stopniu żyła Polska opinia publiczna na największych internetowych portalach i w mediach społecznościowych to jedno wielkie nieporozumienie. Okazało się bowiem, że łebski sklepikarz nie miał wcale żadnych politycznych intencji, bo należy do tej szczęśliwej większości społeczeństwa, która się polityką po prostu nie specjalnie interesuje.

W krótkiej rozmowie okazało się, że chodziło mu o coś zupełnie innego. Wykorzystując swoiste poczucie humoru chciał w ten sposób pokazać, że nie podoba mu się odgórny zakaz handlowania w niedzielę. W tak niekonwencjonalny i oryginalny sposób chciał bowiem zwrócić uwagę, że ci sami ludzie często którzy tak gorąco popierają zakaz handlu w niedzielę, sami w siódmy dzień tygodnia przychodzą do niego robić zakupy i wtedy już im zakaz specjalnie jakoś nie przeszkadza. Tym samym, ostrowski sklepikarz uderzył w pokłady obłudy i hipokryzji, która zawarta jest w ustawie o zakazie handlu w niedzielę. No bo też i jaka w tym sprawiedliwość, kiedy jednym zabrania się handlowania w niedzielę, podczas gdy inni i tak muszą w ten dzień pracować, jak w każdy inny?

Aby uwydatnić ten temat użył terminu z zupełnie innej bajki, czyli tytułowej klauzuli sumienia. Oczywiście, że piernik nie ma tu nic do wiatraka. Ale z drugiej strony ważne jest też to, dlaczego „wielcy” tego świata mogą się na nią powoływać odmawiając swoich świadczeń, jak np. lekarze i prawnicy, jeśli uważają to za stosowne, a drudzy, „malutcy”  – jak to ujął sklepikarz  – nie mogą tego uczynić? Gdzie to elementarna sprawiedliwość społeczna, tego chyba nawet nie wiedzą najtęższe sejmowe głowy…

W taki oto, barwny i niekonwencjonalny sposób, ostrowski sklepikarz pokazał więcej sprytu i inteligencji, niż sejmowe tuzy głosujące jak im matka partia przykazała.  

Jaki więc wypływa morał z tego „klauzolowego” zamieszania? Moim zdaniem taki, żeby nie wierzyć we wszystko co wypisują w internecie ludzie bez dokładnego sprawdzenia o co tak naprawdę chodzi.

Nie warto strzelać ze światopoglądowych armat, bo taka niesprawdzona „kula” może łatwo okazać się… ślepakiem. Jak to było w tym przypadku.

Jarosław Wardawy

 

 

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie