Kolęda dla podzielonych

 Ileż trzeba było w sobotę na ostrowskim rynku, żeby stało się coś naprawdę złego? Kilka metrów bliżej ludzi dla petardy, jeden rzut kamieniem? Te wyrostki same tego nie wymyśliły, ktoś w nich wytworzył przeświadczenie, że tak można, należy się – ba, tak chwali się robić.

 

Jezus

 

Bóg się rodzi, moc truchleje,

Pan niebiosów obnażony!

Ogień krzepnie, blask ciemnieje,

Ma granice Nieskończony.

 

W Polsce granic już nie ma. Nie, nie tych granic państwa, tylko granic chamstwa i brutalności w polityce. Myśleliśmy, że wszystko już było. A to nieprawda. Nowe wypiera stare, gorsze wypiera złe i spełnia się złośliwa przepowiednia, że jeszcze zatęsknimy w Sejmie za poziomem Samoobrony.

 

Wzgardzony, okryty chwałą,

Śmiertelny Król nad wiekami!

A Słowo Ciałem się stało

I mieszkało między nami.

 

Słowa w polityce nic nie znaczą. Powiedział – nie powiedział, zrobił –  nie zrobił? Kogo to w sumie obchodzi, jak każdy myśli, że to on ma rację?

 

Cóż masz niebo nad ziemiany?

Bóg porzucił szczęście swoje,

Wszedł między lud ukochany,

 

Jeszcze nigdy za mojego życia, nawet w czasie stanu wojennego, Polacy nie byli tak podzieleni, jak dziś. Komuna na swój ponury sposób utylizowała podziały, bo dotykała niemal każdego. Jedni z nią walczyli, inni się jej bali, a jeszcze inni w nią wierzyli i budowali.

Dziś podziały są ostrzejsze, bo odwaga staniała. Przekonali się o tym ostrowianie, którzy w sobotę, późnym wieczorem, protestowali na rynku. Nikt im nie kazał, poza nakazem sumienia, wyłazić z ciepłego domu na mróz wieczorem i ganiać z flagami po rynku. Ale jednak przyszli. Czekała już na nich grupka kilku dresiarzy, zakapturzonych, nabuzowanych agresją. Aż kipieli, żeby komuś przywalić – drąc się przy tym „Bóg, honor i Ojczyzna”.

Jaki Bóg nakazał im po chamsku wrzeszczeć i obrażać innych ludzi? Jaka Ojczyzna wymagała od nich rzucania petardami? O honorze nawet nie wspomnę, bo nie zauważyłem…

 

W nędznej szopie urodzony,

Żłób Mu za kolebkę dano!

Cóż jest czym był otoczony?

Bydło, pasterze i siano.

 

Polska jest dziś, jak sucha ściółka leśna w lecie: wystarczy jedna iskra i jak zacznie się palić, to nikt tego już nie ugasi bez strat.

Ileż trzeba było w sobotę na ostrowskim rynku, żeby stało się coś naprawdę złego? Kilka metrów bliżej ludzi dla petardy, jeden rzut kamieniem? Te wyrostki same tego nie wymyśliły, ktoś w nich wytworzył przeświadczenie, że tak można, należy się – ba, tak chwali się robić.

A gdzie była wtedy nasza dzielna policja? Nie wiedzieli, co się w mieście dzieje? Przecież to nie było tajne spotkanie, a wręcz przeciwnie, trąbiono o tym w internetach przez cały dzień.  No to dlaczego nie było widać ani jednego umundurowanego funkcjonariusza albo strażnika miejskiego? Wypisywali mandaty za złe parkowanie?

Jak nikt nic z tym nie zrobi, to wcześniej czy później dojdzie w Polsce do tragedii. Nie wielkiej, narodowej, tylko małej, głupiej, ale strasznej. Nie wiem, co się stanie. Może ktoś czymś rzuci w rządową limuzynę, a może jakaś brygada bogoojczyźniana skatuje jakiegoś KOD-owca. I znowu nie będzie winnych.

Jeden Duda (prezydent), późno, bo późno, ale wziął się za mediację, ale drugi Duda (podobno związkowiec) mówi: policzymy się, na ulicy. Jak ORMO i robotniczy aktyw ze studentami w Warszawie w 1968 roku?

Ale to na szczęście nie koniec. Zamiast wymyślać samemu jakąś marną puentę, niech zabrzmi kolęda, która wszyscy znamy.

 

Podnieś rękę, Boże Dziecię,

Błogosław Ojczyznę miłą!

W dobrych radach, w dobrym bycie

Wspieraj jej siłę swą siłą.

Dom nasz i majętność całą,

I wszystkie wioski z miastami.

 

A Słowo Ciałem się stało

I mieszkało między nami…

 

Jarosław Wardawy

Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie