LUDZIE Z PASJĄ – Z miłości do rowerów

O pasji do zbierania, naprawiania, konstruowania i restaurowania starych rowerów oraz odtwarzania historii przedwojennej ostrowskiej fabryki rowerów opowiada LEON CHMIELNA.

 

Leon glowne

Czy pamiętasz swój pierwszy rower ?

Leon Chmielina – Moim pierwszym rowerem był tzw. składak Flaming. Trudno powiedzieć, ile lat temu to  było, ale już naprawdę dawno. To był rower kupiony za kieszonkowe, straszny grat który sam malowałem olejną farbą. Wyszło, jak wyszło, ale strasznie się z  niego cieszyłem i byłem z niego dumny.

W dużej mierze swoją rowerową pasję zawdzięczasz ojcu, który był kolarzem…

– Na przełomie lat 60 i 70 ubiegłego wieku mój tata jeździł w klubie kolarskim w Raszkowie, osiągał nawet całkiem niezłe wyniki w lokalnych wyścigach. Pamiętam opowieści ojca o wyścigach, w których startował i o nagrodach, które zdobywał. To nie było kolarstwo zawodowe, raczej na wpół amatorskie ściganie, w którym w nagrodę można było wygrać np. pralkę, czy tapczan.

To był czas, kiedy kolarstwo było sportem niezwykle popularnym, a już rekordową popularnością cieszył się Wyścig Pokoju.

– To prawda. Nigdy nie zapomnę oglądania transmisji na czarno białym telewizorze. To było wielkie święto. Do oglądania Wyścigu Pokoju zasiadały przed telewizorami całe rodziny, a bywało że finisz odbywający się na wielkim stadionie, oglądało na żywo nawet 100 tys. widzów. Najbardziej imponowały mi jednak rowery, na których jeździli kolarze. Interesowało mnie, jak to możliwe, że jeżdżą tak szybko.

Dlaczego nigdy sam nie zająłeś się na poważnie kolarstwem?

– Spróbowałem swoich sił w kolarstwie, bo ojciec zaprowadził mnie do trenera w Raszkowie, pana Janusza Janiaka i tak zacząłem się ścigać. Miałem już prawie 16 lat, ale dostałem swoją szansę i ścigałem się jakiś czas na zawodach kolarskich. Kolarstwo nie wciągnęło mnie jednak.  Zabrakło pewnie talentu, samozaparcia. Lubiłem rower, długie dystanse – zdarzało się że jednego dnia jechaliśmy do Poznania i z powrotem – jednak czułem że czegoś mi brakuje do osiągnięcia sukcesu w kolarstwie. Najważniejsze, że zdałem sobie wtedy sprawę, iż „kręci” mnie nie tyle ściganie, co rowery.

Jak to się przerodziło w pasję zbieracza, kolekcjonera rowerów?

– To było już w końcówce lat 80. Z kolegami podziwialiśmy sprzęt,  na którym jeździli kolarze zagraniczni, który był w Polsce absolutnie nieosiągalny. Bardzo chcieliśmy, żeby nasz sprzęt inny, niż te rowery, na których jeździli wszyscy. To był początek, później zaczęły mnie interesować różne dziwne rowery.

Jak je zdobywałeś?

– W tamtym czasie rowery i części rowerowe zdobywało się przede wszystkim szukając ich w gazetach z ogłoszeniami motoryzacyjnymi. Istniała już wtedy „Autogiełda Dolnośląska” i właśnie tam można było natrafić na ciekawe części rowerowe. W Kaliszu był wtedy pan Józef Krzemiński, osoba doskonale znana wszystkim kolarzom w regionie, u którego zawsze można było znaleźć i kupić niezwykłe części rowerowe. Pan Józef jeździł na powstające właśnie giełdy rowerowe po całej Polsce, a nawet za granicę, i przywoził stamtąd prawdziwe skarby. Nawet, jeśli nie mogliśmy kupić u niego tych pięknych rowerów, to zawsze mogliśmy się u niego nimi pozachwycać. W latach 90. zaczęły się już pojawiać kolorowe gazety specjalistyczne, coraz więcej było gazet z ogłoszeniami i było coraz łatwiej.

czytaj dalej…

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie