Madam Maryla i pan Janek – czyli dobra zmiana w sztuce

Panów Pietrzaka i Makowskiego coś łączy: obaj zapomnieli, że kiedy satyryk zaczyna zajmować się bieżącą polityką pod dyktando władzy, staje się karykaturą samego siebie.

***

pietrzak

Od kilku dni internety aż kipią od zdjęć, komentarzy, filmików z Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Naród z zapałem komentuje majtki Maryli Rodowicz, dowcipasy i puste ławki na benefisie Jana Pietrzaka, a mało kto zauważył narodziny nowej gwiazdy – rzec można gwiazdy na miarę nowych czasów, na miarę dobrej zmiany. Czas nadrobić ten błąd, bo coś nas ominie. 

 Spuśćmy zasłonę litościwego miłosierdzia na kontrowersyjne okoliczności odwołania czerwcowego terminu święta polskiej piosenki – tym bardziej, że pisałem o tym w stosownym czasie. Lepiej prześledzić, jak piosenka i rozrywka znów stały się… polityczne, bo festiwal w końcu się odbył. Z przykrością muszę dopowiedzieć – niestety…

 Z rękawa mógłbym wymienić kilkunastu wielkich, genialnych artystów, którzy nawet po 70-tce nadal są megagwiazdami i nic nie stracili ze swojej klasy. Kto widział niedawny koncert Tiny Turner, Micka Jagera i Rolling Stonesów, Boba Dylana, Paula McCartney’a, Jimmi Page’a z Led Zeppellin czy choćby Scorpionsów z pewnością wie, co mam na myśli. Ja, niestety, też widziałem – ale zdjęcia Maryli Rodowicz z opolskiego koncertu. Widziałem i bardzo tego żałuję, bo tego nie da się odzobaczyć. Przykro było patrzeć, jak niegdysiejsza gwiazda polskiej estrady rozmienia się na drobne. No, może nie na takie drobne – ale to już inna sprawa. Nie chcę się już nawet pastwić nad „Rodowiczką”, ale cytując zespół Perfect: „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym”. Pani Rodowicz najwyraźniej coś przeoczyła. 

 O ile oglądając show Maryli Rodowicz było mi jej po prostu chwilami żal, to patrząc na kolejnego ulubieńca obecnej władzuni Jana Pietrzaka, byłem już tylko zażenowany. Peanów na cześć PiS w wykonaniu Jan Pietrzaka nie wytrzymała nawet „ideowa” publiczność festiwalu piosenki w Opolu. W trakcie koncertu amfiteatr pustoszał. Coś około 200 najwierniejszych dowiezionych zgotowało za to „panu Jankowi” owację na stojąco. 

Ale co tam wideo, furda z ujadaniem lewackich pismaków i opłacanej suto za komentarze opcji niemieckiej! Prawi(cowi) publicyści wiedzą, jak było! Tak oto pisze jeden z nich: „Nie powiodły się próby zastraszenia i zmuszenia piosenkarzy, by nie występowali w Opolu. Tradycja festiwalu została uratowana. (…) Środowisko gazetowyborcze, które stoi na straży wolności słowa, tolerancji i artystycznej niezależności, nie może patrzeć przez palce, gdy ktoś nie przestrzega jedynie słusznych nauk Adama Michnika. A Janek Pietrzak postępuje tak, jakby tego nie rozumiał”.

Któż jest autorem tych wiekopomnych słów i opinii? To Ryszard Makowski – niegdyś członek kabaretu O.T.T.O., dziś publicysta tygodnika „W Sieci”, z rozwianą siwą grzywą piętnujący lewactwo kulturowe. Panów Pietrzaka i Makowskiego coś łączy: obaj zapomnieli, że kiedy satyryk zaczyna zajmować się bieżącą polityką pod dyktando władzy, staje się karykaturą samego siebie.

               Pora na „la grande finale” – czyli zapowiadaną gwiazdę. Słowa i muzyka – Lech Makowiecki, wykonanie zespół Zayazd. Radzę zapamiętać te nazwy, bo stawiam dolary przeciwko orzechom, że to będą z nich nowe gwiazdy mediów dobrej zmiany. Niech więc przemówi „sztuka”, sama za siebie. Pieśń pod tytułem „Rok 966” to skrócony kurs historii Polski, od (wiadomo) daty chrztu naszego kraju, po dzień dzisiejszy.

Od wykonawców możemy się dowiedzieć na przykład, że…

Pod Legnicą Bóg nas chronił – i choć brakło szans

Książę Henryk II wstrzymał Czyngis-chana marsz

Na grunwaldzkim polu odprawiono kilka mszy

Tam Krzyżakom wyrwaliśmy kły”.

Kto by się tam czepiał takiego drobiazgu, że w 1241 roku pod Legnicą Czyngis-chana być nie mogło, bo zmarł w 1227 roku… 

 

Czas nas już goni i miejsca na felieton coraz mniej, więc pędzimy do finału piosenki, która wyraźnie pokazuje, jak słuszny kierunek ma nasza sztuka:

„Przetrwaliśmy czas rozbiorów, i brunatne zło

Komunistów i lewaków, Genderowe dno

Od dżihadu ocalimy świat kolejny raz

Tylko Panie miej w opiece nas!”.

 

 Zamiast puenty przypomniał mi się stary jak świat, dowcip: pewien malarz runął w modlitewnym zapale na kolana i jął błagać Pana, by dał mu więcej talentu. – Panie Boże, będę malował Twą wielkość, wspaniałość, tylko daj mi do tego talent – błagał malarz. Po chwili dał się słyszeć potężny grzmot i malarz padł rażony piorunem. A do tego głos wielki się rozległ: ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj DOBRZE!

Koniec, kurtyna. I co, jest Wam do śmiechu, drodzy Czytelnicy?

Jarosław Wardawy

 

Panów Pietrzaka i Makowskiego coś łączy: obaj zapomnieli, że kiedy satyryk zaczyna zajmować się bieżącą polityką pod dyktando władzy, staje się karykaturą samego siebie.

Przeczytaj również

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie