Muzyka zamknięta w klatce

Publikujemy kolejny (i na razie niestety ostatni) odcinek wyjątkowych wspomnień i refleksji Andrzeja Idona Wojciechowskiego, znakomitego jazzmana, przyjaciela Krzysztofa Komedy i jurora festiwalu jego imienia w Ostrowie Wielkopolskim. Z właściwą sobie charyzma i poczuciem humoru autor komentuje, przypomina i przestrzega, nie stroniąc przy tym od zacnych anegdot, które z wielką przyjemnością zamieszczamy. Licząc jednocześnie na więcej. 

 trzaska_wojciechowski

 

Festiwal filmowy imienia Krzysztofa Komedy w Ostrowie Wielkopolskim skończył sześć lat. Pora odstawić butelkę ze smokiem i zacząć rozbierać problem na poważnie.

Zanim zaczniemy, trochę statystyki. Przez sześć lat jury oceniło 60 wybranych polskich filmów. Sześć zostało nagrodzonych za najlepszą muzykę. Z sześciu nagród aż trzy, dostało dwóch kompozytorów, z czego jeden dostał dwie. Ponadto, nagrodę dostały dwie młode kobiety. Statystyka jest wiedzą skomplikowaną, ale nie w przypadku Festiwalu Filmowego, któremu patronuje Komeda .W liczbach można to ująć tak: 6-3-2-1- 2 + kobiety.

Festiwal Filmowy im. Krzysztofa Komedy nie jest imprezą tuzinkową. Powszechnie uważa się, że jury ocenia muzykę do filmu. Trzeba jednak podkreślić, że nie każdą muzykę i nie do każdego filmu. Zasada jest taka. Polski kompozytor pisze oryginalną kompozycję do polskiego filmu. Sprawa niby prosta i zrozumiała, ale tylko na pozór. W Gdyni na Festiwalu filmowym „Ekscentrycy” Janusza Majewskiego otrzymali nagrodę za muzykę, którą przyznano Wojciechowi Karolakowi, standardy jazzowe wykorzystane w filmie napisali kompozytorzy amerykańscy. W Gdyni i wszędzie indziej muzyka może być każda, w Ostrowie tylko polska, jedyna i najlepsza. Nagroda 30 000 zł. Dla najlepszego polskiego kompozytora. Wnioski, jakie można wyciągnąć po sześciu latach istnienia Festiwalu im. Komedy, są następujące: mało mamy polskich filmów z dobrą oprawą muzyczną.

Co więcej, jeśli kompozytor nawet stworzy dzieło ciekawe, a reżyser tego dzieła nie docenia? Tak było w doskonałym filmie Smarzowskiego „Wołyń”, do którego Mikołaj Trzaska napisał dziesięć wspaniałych fragmentów muzycznych. Niestety, w filmie wykorzystanych dopiero pod końcowe napisy. Trwają siedem minut i cała doskonałość kompozytorska Trzaski wybrzmiewa, kiedy widzowie z sali kinowej zbierają się do wyjścia.

Czasy dobrej muzyki filmowej w polskim filmie dawno minęły. Jeszcze resztki tu i tam można zobaczyć, ale są to czasy Komedy, Kilara, Kazaneckiego, Kurylewicza, Koniecznego, Matuszkiewicza, z muzyką do filmów Wajdy, Polańskiego, Skolimowskiego, Zanussiego, Munka, Barei, Gruzy itd.

            Były to czasy, kiedy o muzykę filmową dbano. Oto kilka kartek z pamiętnika entuzjasty. Film Hofmana i Skórzewskiego „Prawo i pięść”. Godzina druga w nocy. Przy fortepianie Krzysztof  Komeda i Agnieszka Osiecka. Próbują napisać balladę dla Fettinga. Niestety, wypity alkohol skrępował intelekt twórców i nic im nie wychodziło. Prowadzony chyba przez anioła stróża Fetting nadszedł w odpowiedniej chwili. Usiadł do fortepianu, odsuwając na bok Krzysia i Agnisię, by dokończyć rozmemłane dzieło. Rano na planie wszyscy byli zadowoleni. Niektórzy tylko podkreślali łatwość zapamiętania melodii przez aktora. Śpiewał, jakby urodził się z piosenką na ustach. 

Zygmunt Konieczny pisze muzykę dla Henryka Kluby „Słońce wschodzi raz na dzień”. Może nie tyle Konieczny pisze, co myśli. W pewnym momencie Kluba rzuca: a może chóry? Dymny tylko na to czeka. Znika z planu na kilka godzin i kiedy wraca, ma napisane słowa do ballady. Kompozytor Zygmunt Konieczny tekst złapał w locie, by napisać partyturę, która brzmiała, jak Penderecki na Warszawskiej Jesieni. Miał to wykonać duży wieloosobowy chór góralski, który specjalnie w tym celu fatygował się z Beskidu Niskiego do Łodzi. Niestety, ani jeden wokalista nie potrafił czytać nut. Wobec tego Konieczny nagrywał z nimi po dwa takty z przerwami na naukę. Kiedy montażystka to wszystko pokleiła do kupy, okazało się tworem genialnym. Montażystka też była genialna  - Hania Irzykowska. Muzyk-montażysta filmowy, jakich, niestety, wśród żywych już dziś nie ma.

Teraz Festiwal Komedy, który jest polski i nabiera wagi. Jarosław Kaczyński ogłosił, że wszystko ma być polskie. A zwłaszcza kultura. Teatry narodowe, polskie, opera polska, literatura polska, filmy polskie. Koniec z prasą mającą korzenie poza granicami. Usłyszeliśmy to w oficjalnym przemówieniu prezesa Jarosława, który wyniósł problem kultury polskiej na trzeci, najwyższy szczebel na drabince spraw najważniejszych. Ponieważ prezesa popiera w Polsce 6 milionów suwerenów, znaczy większość jest za disco polo. Polski wynalazek ma dominować. Proste teksty w najbardziej zrozumiałym rytmie i melodii.

Oczywiście, nie ma mowy o czymś takim jak rewolucja kulturalna. Polska jest zbył mało licznym suwerenem. Mogłoby w pewnym momencie brakować parę osób do zapełnienia widowni.

Problem jednak z ekspertami w sprawach. Przecież juror jest ekspertem. Opiniuje, klasyfikuje, ocenia zjawisko, przedmiot. Zawsze może okazać się, że minister uzna, że juror wydał werdykt pod wpływem lub w wyniku korzyści. Można wydawać werdykty niebyt oczywiste lub tak skomplikowanie uzasadnione, że nie będzie wiadomo, kto ma rację. Już tak w Polsce było. Wygrywał zawsze ten, kogo lubił monarcha. A kogo nie lubił? Lepiej nie mówić. Z reguły otwierała się klapa i niesłuszny lądował w dole kilkadziesiąt metrów pod podłogą.

   Wracając do Festiwalu w Ostrowie. Nastały takie czasy, w których każdy ma w ministerstwie człowieka bliskiego. Nasz minister ma brata. Brat ma dobre papiery na twórczość filmową i podpowie przy niedzielnym obiedzie, co trzeba. Historia jak zwykle jest matką sposobów. Poucza, że żadna władza nie dała sobie rady z jazzem. No to będziemy mieli filmy z doskonałą muzyką jazzową, a o to przecież w Festiwalu Komedy chodzi.

No i co? Ano to, że festiwalowi jurorzy będą mieli klawe życie. I wyżywienie klawe – jak śpiewał pieśniarz nad pieśniarzami. Przy okazji podniesie swoje notowania kaczka na miękko w otoczce z buraków, serwowana w hotelu „Komeda”. I to by było na tyle.

Andrzej Idon Wojciechowski

 

 

Przeczytaj również

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie