Nasza „Stalówka” – wspólna sprawa!

 W Ostrowie nie ma lepszych i gorszych dyscyplin sportu, przynajmniej jeśli chodzi o te najpopularniejsze. Piłka, w tym wypadku koszykowa, jest teraz po stronie miasta, które musi stanąć na głowie, żeby stanąć na wysokości zadania, któremu na imię: sprostać finansowym i organizacyjnym wyzwaniom ekstraklasy.


DSC05014

***

Od niedzieli mamy w Ostrowie wielką radość, ale też i spory problem. Po fantastycznej, trzymającej w napięciu, pełnej dramaturgii grze koszykarze Stali Ostrów awansowali do polskiej koszykarskiej elity. „Stalówka” powróciła na należne jej miejsce. Wywalczenie na parkiecie prawa do gry w ekstraklasie wcale jeszcze nie oznacza automatycznego pojawienia się wśród najlepszych polskich zespołów koszykarskich.

Był czas na walkę, jest czas na radość, przyjdzie czas na refleksje. Patrząc na fantastyczne przyjęcie ostrowskich koszykarzy przez rozentuzjazmowanych kibiców jako żywo stanęły mi obrazki z 2002 roku, kiedy to co najmniej 2-3 tysiące kibiców świętowało jedyny jak dotąd w historii ostrowskiej koszykówki brązowy medal najwyższej klasy rozgrywkowej. Taka sama radość, choć i zawodnicy i w większości kibice już trochę inni.

Ostrowianie pod każdym względem zasłużyli w tym sezonie na awans. Mimo ogromnych kłopotów natury na niwie ekonomicznej i – nie zawaham się tego nazwać wprost – politycznej, klub wyszedł na prostą i w pięknej, sportowej walce zdobył upragniony awans. Przyczyniło się do niego wiele osób, z trenerem Mikołajem Czają i prezes Krystianą Drozd, na czele. Nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie absolutnie pozytywnie „zakręceni” na punkcie koszykówki sponsorzy z ZM Kobylin i firmy Slam. Nie byłoby wreszcie tego sukcesu, gdyby nie władze miasta, wspierające ostrowską koszykówkę. I tu paradoksalnie zaczynają się „kwasy”.

Jedną z najgorszych rzeczy, która przytrafiła się w ostrowskim sporcie, są próby politycznego uwikłania poszczególnych klubów i działaczy. Trudno było nie doszukać się nuty złośliwej satysfakcji u nowych władz miasta, grzmiących w propagandowe trąby o zadłużeniu sekcji koszykarskiej Stali. Nikt tego nie pochwala, bo długi trzeba płacić, zwłaszcza jak dostawało się pieniądze na ich regularne regulowanie. Jednak podobnego zaangażowania w piętnowanie negatywnych postaw jakby zabrakło, gdy okazało się, że długi wobec miasta ma nie tylko „Stalówka”, ale na przykład klub żużlowy – za korzystanie ze stadionu. Zupełnie niepotrzebnie zaczęło się wartościowanie najpopularniejszych ostrowskich dyscyplin sportu, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie głosił, że Stal jest „platformerska”, żużel „eseldowski”, a piłka nożna „chuligańska”. To bzdura, której należy się z całą mocą przeciwstawić.

Wzajemne złośliwości, zazdrość i animozje nikogo do niczego dobrego nie mogą doprowadzić. Powinni to zrozumieć niektórzy kibice, a także działacze, którzy po historycznym sukcesie koszykarzy wdali się w internetowe komentarze na portalu społecznościowym w żenującą pyskówkę z jednym z radnych – notabene prywatnie zagorzałym kibicem „Stalówki”. Nie przystoi dorosłym ludziom zazdrościć i umniejszać sukcesów innych, kiedy się ma i swoje. To niegodne i antysportowe. Pozostaje liczyć, że był to odosobniony przypadek, który się już nie powtórzy.

W Ostrowie nie ma lepszych i gorszych dyscyplin sportu, przynajmniej jeśli chodzi o te najpopularniejsze. Piłka, w tym wypadku koszykowa, jest teraz po stronie miasta, które musi stanąć na głowie, żeby stanąć na wysokości zadania, któremu na imię: sprostać finansowym i organizacyjnym wyzwaniom ekstraklasy.

piłką nożną

Sportowcy i działacze zrobili już swoje, teraz ruch należy do miasta. Jedno jest pewne, że trudnych wyzwań nie zabraknie; od spełnienia wymogów dotyczących hali, po zapewnienie budżetu na poziomie ekstraklasy. To się należy przede wszystkim kibicom, a także wszystkim innym, którzy nie żałują serca i portfela dla ostrowskiej koszykówki. Dlatego cieszy mnie obrazek, gdy prezydent Beata Klimek fetowała sukces koszykarzy na trybunie tuż obok byłego prezydenta Jarosława Urbaniaka, ale teraz pora będzie przejść od słów do czynów, bo nie samym żużlem kibic żyje. Skoro nowa władza tak hojnie – i bardzo dobrze  – obdarzyła miejskimi funduszami czekające nas żużlowe święto, to pozostaje mieć nadzieję, że podobnie  postąpi teraz z koszykarzami.

Jarosław Wardawy

 

piłką nożną

 

Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie