Wspomnienia

2015

 

Zdzisław Marcinkowski  – człowiek, który uratował Lewków

Dziesiątki przyjaciół, znajomych, byłych współpracowników i członków rodziny pożegnało w miniony piątek zmarłego 17 stycznia 2015 r. Zdzisława Marcinkowskiego, długoletniego kierownika Zespołu Pałacowo – Parkowego w Lewkowie. W powszechnej opinii, to właśnie jemu zawdzięczamy uratowanie przed kompletnym zniszczeniem pałacu Lipskich w Lewkowie, który dewastowano w latach PRL-u. Zmarły był również aktywnym działaczem demokratycznym i pod koniec lat 90. odegrał ważną rolę w tworzeniu zrębów ostrowskiej samorządności. Specjalnie dla „Gazety Ostrowskiej” jego sylwetkę wspominają byli współpracownicy.

Marciniak

W pamięci ostrowian i mieszkańców powiatu ostrowskiego Zdzisław Marcinkowski zapisał się przede wszystkim jako człowiek, dzięki któremu udało się uratować przed kompletną ruiną pałac rodziny Lipskich w Lewkowie.

 

Na ratunek pałacowi

Zespół pałacowy powstał wraz z parkiem jako siedziba rodowa Wojciecha Lipskiego herbu Grabie, generała adiutanta króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz jego żony Salomei z Objezierskich Lipskiej. Został wzniesiony w latach 1788-1791, prawdopodobnie wg rysunków Jana Christiana Kamsetzera, jednego z najlepszych architektów końca XVIII w.

Pałac pozostawał w posiadaniu wielce zasłużonej dla Ostrowa rodziny Lipskich aż do wybuchu II wojny światowej. W czasie II wojny światowej pałac zajęli Niemcy, którzy ograbili go, skuwając nawet częściowo sztukaterie oraz ozdobne polichromie. Po wojnie pałac niemal kompletnie zdewastowano. Udało się go gruntownie odrestaurować w latach 1973- 1985, właśnie dzięki staraniom Zdzisława Marcinkowskiego, który później przez wiele lat był jego kustoszem i opiekunem. W 1989 roku cały zespół pałacowo-parkowy w Lewkowie stał się oddziałem Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej. Utworzono tu muzeum wnętrz pałacowych XVIII i XIX w. z kolekcją m.in. mebli gdańskich, portretów szlacheckich.

 

Działalność społeczno- polityczna

Zdzisław Marcinkowski prowadził również intensywną działalność społeczno–polityczną, zwłaszcza w latach budzącej się w Polsce demokracji w II połowie lat 80. I na początku lat 90. Ubiegłego wieku. Był ostatnim przewodniczącym Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” w Ostrowie Wielkopolskim i przewodniczącym Rady Koordynacyjnej Komitetów Obywatelskich w Województwie Kaliskim.

W 1990 r. był kandydatem Komitetu Obywatelskiego w Ostrowie na pierwszego kierownika (starostę) rejonu ostrowskiego. Wcześniej konsultowano jego kandydaturę na prezydenta miasta Ostrowa, a nawet na wojewodę kaliskiego. Miał 72 lata.

Zmarł nagle, po krótkiej i ciężkiej chorobie, w wielu 72 lat. Pogrzeb odbył się w środę, 21 stycznia, na cmentarzu przy ulicy Limanowskiego.

Osobę Zmarłego z żalem wspominają jego byli współpracownicy i działacze demokratycznej opozycji na terenie byłego województwa kaliskiego: Aleksandra Kierstein – wieloletnia radna miejska i powiatowa, była wiceprezydent miasta i przewodnicząca Rady Miejskiej oraz Cezary Nowakowski – adwokat i były konsul honorowy konsul Polski w Niemczech.

 

Cezary Nowakowski –

Państwa Marcinkowskich poznałem przed około trzydziestu laty, gdyż byli moimi klientami w sprawach cywilnych. Niebawem spotkałem się ze śp. Zdzisławem w Komitecie Obywatelskim „Solidarność”. Zebrał nas i zorganizował profesor Jerzy Pietrzak, który został wybrany na przewodniczącego Komitetu. Nastał dla nas wszystkich czas nowej, mało znanej dotąd wytężonej pracy. Po zwycięskich wyborach czerwcowych urządziliśmy wraz z Kolegą Zdzisławem w Lewkowie najpierw ognisko dla młodzieży, a wieczorem starszyzna świętowała w pałacowych podziemiach.

Nie poddaliśmy się odgórnym wytycznym i Komitet nasz nie uległ po wyborach rozwiązaniu. Przystąpiliśmy z jeszcze większym zapałem do pracy, mając w perspektywie reformę samorządową. Komitet miał na ten temat informacje z pierwszej ręki. Nasz senator Jerzy Pietrzak był członkiem Komisji, która reformy te przygotowywała. Z uwagi właśnie na liczne obowiązki w Warszawie nasz przewodniczący zrezygnował wraz z posłem Jerzym Koralewskim z bieżącego kierowania Komitetem. W grudniu 1989 roku odbyły się wybory i mnie wówczas powierzono kierowanie Komitetem. Wybrano bardzo zacne prezydium, w którym znaleźli się: Aleksandra Kierstein, Zdzisław Marcinkowski, Feliks Orzeł, Andrzej Pawłowski, Jerzy Sówka, Antoni Sukiennicki i Andrzej Szeląg. Zbieraliśmy się raz w tygodniu. Tak więc moje kontakty z całym prezydium, w tym z Kolegą Zdzisławem, byłe nieomal nieustanne.

W mojej pamięci pozostanie także wspaniały bal karnawałowy Komitetu zorganizowany właśnie przez Państwa Marcinkowskich w Lewkowie. Takie chwile nie tylko głęboko zapadają w pamięć, ale także i w serce. Pozwalają po latach, nawet gdy zmieniają się „opcje”, pozostawać w życzliwej przyjaźni.

Po wyborach samorządowych i utworzeniu rejonów administracji rządowej powstał problem powołania kierownika takiego Rejonu w Ostrowie Wielkopolskim. Prezydium Komitetu oraz  zdecydowana większość jego członków rekomendowała wojewodzie na to stanowisko Zdzisława Marcinkowskiego. Trwająca jednak „wojna na górze” dotarła i do nas. Kwestia właśnie powołania Kolegi Zdzisława stała się pierwszą próbą sił między Związkiem i powstającym Porozumieniem Centrum a Komitetem Obywatelskim. Mimo iż w głosowaniu w Sejmiku Samorządowym kaliskim zdecydowanie więcej głosów uzyskał Kolega Zdzisław i osobistych zapewnień wojewody, podjął on w ostateczności zupełnie inną decyzję personalną. Wielka szkoda, bowiem nasz kandydat był między innymi osobą bardzo koncyliacyjną, potrafiącą trafnie i taktownie podejmować decyzje, w tym personalne i naszym zdaniem idealnie odpowiadał wszelkim kryteriom niezbędnym do sprawowania tego urzędu.

Wiosną 1991 roku „szykowałem się” do wyjazdu na placówkę dyplomatyczną. Nie dysponowałem więc czasem do sprawnego kierowania Komitetem. Wówczas to, po mojej rezygnacji, doszło do wyborów i na przewodniczącego Komitetu Obywatelskiego został wybrany Zdzisław Marcinkowski. Był to już nasz ostatni szef.

Niestety, nie ma Go już wśród nas. Pozostanie w mojej wdzięcznej pamięci jako osoba obdarzona wysoką kultura osobistą, miły, uprzejmy i niezwykle serdeczny.

 

Aleksandra Kierstein –

Pana Zdzisława Marcinkowskiego poznałam w czasie, kiedy powstawał Komitet Obywatelski Solidarność w Ostrowie. Pan Marcinkowski zgłosił się sam, chętny do pomocy. Znaliśmy się więc od 1989 roku, 26 lat. Był człowiekiem wielkiej pracowitości, niezwykle sumiennym i uczynnym. Był przez członków Komitetu Obywatelskiego ceniony i jego osoba była brana pod uwagę przy obsadzie różnych funkcji w nowo tworzącym się samorządzie.

Swoje losy związał z Lewkowem. To dzięki jego zabiegom pałac Lipskich w Lewkowie nie uległ dewastacji i został obiektem muzealnym. U Zdzisia Marcinkowskiego w podziemiach pałacu, gdzie była w latach 90. niewielka restauracja, spotykali się członkowie Komitetu Obywatelskiego przy różnych okazjach.

Jego śmierć jest dla nas, jego znajomych, wielką stratą. Będzie brakowało jego obecności podczas okolicznościowych spotkań w Lewkowie. Odszedł człowiek wielkiego serca i szlachetnego charakteru. Zdzisiu, cześć twojej pamięci!

Zebrał: Jarosław Wardawy

 

 

2014
Wspomnienie o Jerzym Koralewskim

Jeden z twórców polskiej demokracji, zasłużony działacz związkowy i społeczny, miłośnik muzyki Chopina. A przy tym człowiek bardzo pogodny i wesoły, chętnie służący pomocą. Tak go wspominają znajomi i przyjaciele. Na tydzień przed swoimi 75. urodzinami zmarł były ostrowski poseł Jerzy Koralewski.

koralewski1

 

Był rodowitym ostrowianinem. W tym mieście przyszedł na świat 16 grudnia 1939 roku. W 1966 roku ukończył studia na Politechnice Poznańskiej. Już wcześniej pracował jako technik w Telewizyjnym Ośrodku Nadawczym w Poznaniu oraz jako konstruktor w Zakładach Automatyki Przemysłowej (następnie Mera-ZAP) w Ostrowie. Po studiach był starszym konstruktorem, a następnie kierownikiem działu produkcyjnego w ZAP oraz głównym energetykiem w Ostrowskich Zakładach Betoniarskich i Żelbetowych. Pracę inżyniera przez 35 lat łączył z karierą nauczyciela w Zespole Szkół Technicznych. Pod koniec swojej kariery zawodowej był zatrudniony w Mera-ZAP m.in. jako starszy projektant, kierownik pracowni i doradca zarządu.

 

W kuźni ostrowskiej opozycji

Przez większą część swojej aktywności zawodowej był działaczem związkowym. W październiku 1980 roku wstąpił do ,,Solidarności”.

- Tam nasze drogi skrzyżowały się pierwszy raz. Szczególnym okresem naszej znajomości był czas, kiedy powstawała Solidarność w ZAP. Razem byliśmy w radzie pracowniczej. Ja byłem technikiem, on inżynierem i miał większe doświadczenie, ale to nas zbliżyło – mówi inny z działaczy związkowych, Jerzy Sówka.

Jak wspominał Jerzy Koralewski, ZAP był wtedy kuźnią opozycji w Ostrowie. Jeszcze przed stanem wojennym w zakładzie powstał samorząd pracowniczy, będący namiastką władzy załogi. Samorząd ten liczył około 100 osób przy 2,5-tysięcznej załodze. Co ciekawe, w 15-osobowym prezydium nie było ani jednego członka reżimowych związków zawodowych. Był to ewenement na skalę ogólnopolską. Tuż przed stanem wojennym Koralewski został wiceprzewodniczącym zakładowego samorządu pracowniczego. Jako członek Prezydium Zarządu Regionu Wielkopolska Południowa uczestniczył w pamiętnym Krajowym Zjeździe Delegatów ,,Solidarności”, jaki jesienią 1981 roku odbył się w gdańskiej hali ,,Olivia”. W latach stanu wojennego był represjonowany za swoją działalność. Przeżył wielokrotne rewizje, a w kwietniu 1982 roku został zatrzymany na 48 godzin.

- Wspierał środowisko opozycyjne w czasie stanu wojennego. Kontaktował się z moją rodziną, gdy zostałem zatrzymany. Potem spotkaliśmy się ponownie w Komitecie Budowy Pomnika Kardynała Ledóchowskiego – wspomina Jerzy Sówka.

 

Wielki entuzjazm i wielkie nadzieje

W 1989 roku Jerzy Koralewski był współzałożycielem Komitetu Obywatelskiego „S” w Ostrowie. Został członkiem Tymczasowej Komisji Zakładowej „S” w Mera-ZAP i Tymczasowej Miejskiej Komisji Koordynacyjnej w Ostrowie. Wszedł ponownie w skład Zarządu Regionu. W dniu 4 czerwca 1989 roku został wybrany posłem na Sejm X kadencji z ramienia Komitetu Obywatelskiego. Poparło go wówczas ponad 76 tysięcy osób. Po latach, opowiadając o tamtych wydarzeniach podkreślał ogromny entuzjazm społeczeństwa, który przyniósł skalę poparcia, jakiej nie spodziewał się absolutnie nikt.

- W czasie kampanii największą pomoc mieliśmy ze strony Kościoła, zarówno z ambony, jak i jeśli chodzi o udostępnienie sal. Po desygnowaniu nas na kandydatów wszystkie spotkania były całkowicie bezkonfliktowe. Nie było złośliwości, paszkwili. Nawet prasa reżimowa informowała o nas w miarę obiektywnie. Po 25 latach wszystko to wydaje się nieprawdopodobne, zwłaszcza gdy ogląda się relacje z obecnych spotkań wyborczych – mówił kilka miesięcy temu Jerzy Koralewski w rozmowie z naszą gazetą z okazji ćwierćwiecza wolności.

 

Trzy kadencje na Wiejskiej

kor

Przez prezydium Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego został ,,z marszu’’ przydzielony do komisji gospodarczej i finansowej. W ciągu kilku miesięcy Sejm zmienił około 100 ustaw. Jak mówił, praca trwała wtedy na okrągło, od rana do wieczora. Sesje zwoływano co dwa tygodnie. Dzięki temu przed Bożym Narodzeniem 1989 roku udało się stworzyć plan Balcerowicza, który odmienił Polskę. Z perspektywy czasu podkreślał, że parlament wybrany 4 czerwca zrobił tyle, ile w tamtych warunkach było do zrobienia. W sejmowych ławach zasiadał jeszcze w dwóch kadencjach z listy Unii Demokratycznej (1993 – 1997) i Unii Wolności (1997- 2001). W tej ostatniej kadencji pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

- Jurek poszedł w politykę, ja pozostałem działaczem związkowym, ale łączyły nas nadal wspólne wspomnienia, a także wspólne zainteresowania. Co jakiś czas spotykaliśmy się na koncertach chopinowskich , ale też odwiedzaliśmy się prywatnie w naszych domach – mówi Jerzy Sówka.

 

Właściwy człowiek na właściwym miejscu

koralewski3

W 2001 roku Jerzy Koralewski przeszedł na emeryturę. Brak mandatu poselskiego na kolejną kadencję sprawił, że była to również emerytura polityczna.

Miał więcej czasu na swoje hobby i działalność społeczną. Interesował się fotografią i szybownictwem. Miał uprawnienia pilota szybowcowego II klasy. Udzielał się w Stowarzyszeniu Wychowanków i Absolwentów Alma Mater Ostroviensis. Nade wszystko jednak zaangażował się w Towarzystwie im. Fryderyka Chopina, którego członkiem był już od 1990 roku. 9 marca 2003 roku został wybrany na prezesa zarządu koła w Ostrowie, kontynuując dzieło trzech swoich znakomitych poprzedników – Franciszka Kowalskiego, Kazimierza Pussaka i Marii Gniazdowskiej.

- Był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Po pięciu latach został wybrany na drugą kadencję, dodatkowo był także członkiem zarządu krajowego – mówi Barbara Kowalska, współzałożycielka ostrowskiego koła Towarzystwa im. Fryderyka Chopina.

 

Ostatnie spotkanie

Pod jego kierunkiem działalność Towarzystwa wyraźnie ożywiła się. Każdy rok zawsze rozpoczynał się od spotkania opłatkowego. Potem były koncerty, majówki, pikniki, wycieczki, wyjazdy do opery. Tradycją stały się comiesięczne wtorkowe spotkania.

- Był bardzo skrupulatny w prowadzeniu całej administracji naszego Towarzystwa. Wszystko miał w komputerze, starannie poukładane i uporządkowane. Dopiero teraz, czytając pisma i sprawozdania finansowe, widzę, ile serca i ile pracy wkładał w to wszystko – mówi Elżbieta Mikołajczyk, skarbnik ostrowskiego koła Towarzystwa.

Wiosną tego roku Jerzy Koralewski przyczynił się do tego, że portret Franciszka Kowalskiego w 30-lecie jego śmierci został zawieszony w Galerii Wybitnych Profesorów i Absolwentów I LO. 4 listopada pojawił się po raz ostatni na comiesięcznym spotkaniu chopinowskim. Już wtedy zmagał się z poważną chorobą.

- Był pełen nadziei, że z tego wyjdzie i wszystko się ułoży jak najlepiej. Miał pogodne podejście do życia, był bardzo wesoły i dowcipny. Nawet gdyby obcy człowiek poprosił go o pomoc, na pewno nie zostawiłby go bez niczego – mówi Elżbieta Mikołajczyk.

Jerzy Koralewski zmarł 8 grudnia.

koralewski04

Renata Weiss
2013 

Obywatel świata – wspomnienie o Jerzym Mazurku

Nad Ołobokiem spędził dzieciństwo i ostatnich kilkanaście lat swojego życia. Resztę wypełniła praca naukowa w stolicy oraz w odległych częściach globu. Jednak nawet mieszkając na drugiej półkuli, zawsze czuł się ostrowianinem.

 

mazurek

Jerzy Mazurek urodził się 26 maja 1936 roku w Warszawie. Naukę rozpoczął w szkole podstawowej mieszczącej się w budynku dzisiejszego Młodzieżowego Domu Kultury. Maturę uzyskał w 1952 roku w Państwowej Szkole Ogólnokształcącej im. Tadeusza Reytana w Warszawie. Następnie podjął studia na Wydziale Mechaniczno – Technologicznym Politechniki Warszawskiej. W latach 1952-56 ukończył studia I stopnia w zakresie technologii budowy maszyn, a potem kontynuował je, uzyskując dyplom studiów II stopnia.

 

Ponad 300 ekspertyz

Na początku lat 60. Jerzy Mazurek został pracownikiem naukowym Instytutu Kolejnictwa w Warszawie. Prowadził pierwsze w Polsce tzw. badania nieniszczące taboru kolejowego i nawierzchni. Badania te wymagają większych umiejętności niż przy standardowych metodach. Stan obiektu jest bowiem sprawdzany bez wpływu na jego właściwości. Jako rzeczoznawca Stowarzyszenia Inżynierów i Mechaników Polskich wykonał ponad 300 specjalistycznych ekspertyz konstrukcji stalowych, instalacji petrochemicznych, samolotów i reaktora jądrowego. W roku 1980 został przez PLL LOT powołany w trybie pilnym do komisji badającej nieniszczącą metodą ultradźwiękową niektóre podzespoły samolotu IŁ 62, który uległ katastrofie w Warszawie. Zginęło wówczas 87 osób, w tym m.in. Anna Jantar.

W 1983 roku Jerzy Mazurek obronił pracę doktorską i uzyskał tytuł doktora nauk technicznych, nadany uchwałą Rady Naukowej Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN w Warszawie. Uczestniczył w stażach naukowych w Hiszpanii, Meksyku, Włoszech, Niemczech, Francji i Belgii.

 

Przez Algierię do Kanady

Do roku 1984 mieszkał w Warszawie. Następne cztery lata spędził w Algierii, gdzie pracował jako wykładowca uniwersytecki. Z kolei w latach 1988-2002 przebywał w Kanadzie. Jego praca doktorska została ewaluowana i uznana przez University of Toronto. Był aktywnym działaczem organizacji polonijnych w Kanadzie, członkiem komitetu budowy Polskiego Centrum Kultury im. Jana Pawła II w Mississauga. Współpracował ze Związkiem Polaków w Kanadzie i Kongresem Polonii Kanadyjskiej. W ciągu swojej długiej kariery naukowej dr inż. Jerzy Mazurek prowadził wykłady na uczelniach w Algierii, Kanadzie, Włoszech, Francji, Hiszpanii, Meksyku i na Kubie. Ponadto jako ekspert reprezentował takie instytucje, jak ONZ, Canadian International Development Agency, Bank Światowy i UNESCO. Był rzeczoznawcą wielu instytucji krajowych i międzynarodowych. Należał do Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Komunikacji.

 

Edukacja przez całe życie

W roku 2002 Jerzy Mazurek powrócił na stałe do rodzinnego Ostrowa i zamieszkał w domu wybudowanym przez jego dziadka Marcina Mazurka przy ulicy Mickiewicza 10. Już rok później jego staraniem powstało w mieście Polsko-Kanadyjskie Liceum Ogólnokształcące, a w latach następnych także Gimnazjum i Szkoła Podstawowa. Dbał o własną edukację. W roku 2004, mając 68 lat, ukończył studia podyplomowe z pedagogiki. Dokształcał się przez całe życie i równocześnie zachęcał do tego innych. Był prezesem Fundacji Edukacji i Nauki w Ostrowie. Zainicjował obchody Dni Kanady w Ostrowie (odbywały się w latach 2005-2012), Festiwal Filmów Kanadyjskich w Polsce oraz spotkania z okazji Światowego Dnia Telekomunikacji i Społeczeństwa Informacyjnego, na których zakończenie był zapraszany do Sejmu RP. Udzielał się w Ostrowskim Towarzystwie Naukowym. Zapoczątkował kontakty partnerskie pomiędzy Ostrowem Wielkopolskim i Brantford w Kanadzie – położonym w południowej części stanu Ontario miastem liczącym około 90 tysięcy mieszkańców.

 

Partnerstwo przez Atlantyk

Oficjalnie partnerstwo na linii Ostrów – Brantford rozpoczęło się 29 maja 2009 r., kiedy to deklarację o współpracy podpisali podczas wizyty za oceanem ówczesny prezydent Radosław Torzyński i wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Jarosław Lisiecki. Niespełna trzy tygodnie po tym wydarzeniu do Ostrowa z rewizytą przyjechali Kanadyjczycy i burmistrz miasta Brantford. Goście podkreślali wtedy rolę, jaką w nawiązaniu kontaktów odegrał Jerzy Mazurek.

– Chciałbym podziękować za ciepłe przyjęcie nas w Ostrowie. Miło nam tu być. Jednak gdyby kiedyś nie skontaktował się ze mną Jerzy Mazurek, nie byłoby nas tutaj, nie byłoby wcześniej ,,Gwiazdy” w Kanadzie – mówił szef Polsko-Kanadyjskiego Towarzystwa Wzajemnej Pomocy, jeden z liderów tamtejszej Polonii John Stys (dla Polaków Jan Staś).

Wspomniana ,,Gwiazda” to oczywiście ostrowski zespół taneczny, który na rok przed podpisaniem partnerstwa, w drodze na festiwal Dance World Cup w Vancouver, występował właśnie w Brantford. Nieocenionej pomocy organizacyjnej przy wyjeździe na drugą półkulę udzielił grupie właśnie Jerzy Mazurek.

 

Pasjonat sportu, brydża i kina

Jerzy Mazurek był pomysłodawcą wykonania planszy o Republice Ostrowskiej, znajdującej się w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Angażował się w lokalne sprawy społeczne. Aktywnie uczestniczył w proteście mieszkańców przeciwko projektowi przeznaczenia koszar garnizonu ostrowskiego przy ulicy Kościuszki na więzienie. Był inicjatorem i członkiem zespołu ds. likwidacji barier architektonicznych przy Urzędzie Miejskim w Ostrowie. Należał do Polskiego Forum Osób Niepełnosprawnych. Biegle znał języki angielski i francuski.

- Mąż przykładał dużą wagę do kultury fizycznej. Sam był człowiekiem wysportowanym. Uprawiał łyżwiarstwo, tenis, narciarstwo biegowe. Całą rodzinę wręcz zachęcał do aktywności. Grał także w brydża i był wielkim kinomanem. Lubił muzykę, zwłaszcza filmową. Chętnie grał na pianinie. Miał jeszcze bardzo dużo planów – wspomina żona, Elżbieta Mazurek.

Zmarł 24 września 2013 roku, w wieku 77 lat. Jego pogrzeb odbył się cztery dni później w Warszawie.

 

Zaangażowany społecznik

- Był ,,inną” osobowością dla Ostrowa, która z wielkiego świata przybyła do naszego miasta. Podziwiałem go za innowacyjność i za to, że na naszą społeczność spoglądał jako mieszkaniec, ale z perspektywy obywatela świata. Potrafił na wiele spraw społecznych zwracać uwagę władzom miasta, był autorem cennych inicjatyw. Zaangażowany społecznik z bardzo dużą kulturą osobistą, który prowadził ,,otwarty” dom i potrafił na ulicy Mickiewicza stworzyć wraz z małżonką prywatną galerię oraz pracownię plastyczną. Był aktywny na wielu polach, gdyż podejmował działania oświatowe, kulturalne i społeczne – wspomina zmarłego przewodniczący Rady Powiatu Andrzej Leraczyk.

- Przy okazji remontu ostrowskiego dworca podejmował starania, aby dostosować go do potrzeb osób niepełnosprawnych. Aby mogli oni bez problemu jeździć pociągami. Nie do końca to się udało, ale stało się to przyczynkiem do powstania zespołu ds. likwidacji barier architektonicznych, aby w przyszłości w porę dostrzegać to, co powinno się w Ostrowie robić na tym polu. Wzorował się na innych miastach i zgłaszał podobne propozycje u nas. Proponował, aby ostrowskim firmom, urzędom i instytucjom wręczać certyfikaty dostępności dla niepełnosprawnych. Ten pomysł jest w trakcie przygotowań – mówi niepełnosprawny mieszkaniec Ostrowa, członek zespołu ds. likwidacji barier Dariusz Peśla.

Jerzy Mazurek otrzymał wiele nagród, wyróżnień i odznaczeń. Do najważniejszych należą:

Złota Odznaka Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Mechaników Polskich

Złota Odznaka Naczelnej Organizacji Technicznej

Dyplom honorowy Mississauga Arts Council

Dyplom honorowy Mississauga Board of Trade

Dyplom honorowy Peel Board of Education

Srebrna Odznaka honorowa Kongresu Polonii Kanadyjskiej

Medal of merit Polish Alliance of Canada

Dyplom za wieloletnią pracę Instytutu Podstawowych Problemów Techniki, PAN

 

 

***

Przeżył piekło na nieludzkiej ziemi – wspomnienie o Czesławie Karczewskim

Miał 19 lat, gdy wybuchła wojna, która zabrała mu najpiękniejszy okres w życiu. Przeszedł długie i bolesne koleje losu, na które złożyły się ruch oporu, walka z Wehrmachtem, sowieckie więzienie i zesłanie na Syberię. Przetrwał dzięki silnej woli życia i szczęściu.

 

Karczewski__skan 2

Urodził się 3 marca 1920 roku w Mirowszczyźnie, w województwie nowogródzkim. Był jednym z czworga dzieci swoich rodziców – Stanisława i Magdaleny. W latach 1927-35 uczęszczał do szkoły powszechnej w Dzięciole. Po jej ukończeniu rozpoczął naukę zawodu w warsztacie ślusarsko – mechanicznym prowadzonym przez ojca.

 

Świadek deportacji

Po wybuchu II wojny światowej w jego życiu, tak jak w życiu wszystkich mieszkańców tych ziem, zaszły spore zmiany. Obszar został zajęty przez Armię Radziecką. Zaczęły się zsyłki.

- Pracowałem wtedy jako ogrodnik – sadownik. Byłem świadkiem transportowania polskich żołnierzy, rodzin policjantów i wojskowych, inteligencji. Trudne to były chwile dla ludności cywilnej, która nie wiedziała, gdzie się schronić. W dzień Niemcy zabierali żywność, a w nocy przychodzili następni. Mieszkańcy byli prześladowani politycznie i wykorzystywani – wspominał po latach Czesław Karczewski.

Aby nie być biernym, w październiku 1942 roku razem z bratem wstąpił w szeregi Armii Krajowej. Zaprzysiężony przez porucznika Józefa Zwinogrodzkiego ,,Turkucia” obrał pseudonim ,,Kordian”. Brał udział w szkoleniach, zdobywaniu i magazynowaniu wszelkiej broni i amunicji, a także przenoszeniu rozkazów i pism konspiracyjnych.

 

Skazany przez NKWD

Z kolejnym nadejściem frontu, w lutym 1944 roku, jego oddział wyszedł z konspiracji i podjął otwartą walkę z Niemcami. Czesław Karczewski był żołnierzem VIII Batalionu ,,Bohdanka” 77. Pułku Piechoty Armii Krajowej. Pułk przyporządkowany był do Zgrupowania Nadniemieńskiego dowodzonego przez podpułkownika Macieja Kalenkiewicza ,,Kotwicza”. Karczewski brał czynny udział w bitwach i potyczkach z Wehrmachtem, m.in. w rejonie Wsielubia, Dobudowa i Huty nad Niemnem. Wielu jego kolegów zginęło. On został ranny w prawą nogę. W lipcu 1944 roku jego oddział został otoczony i rozbrojony przez wojska sowieckie. Było to bolesne przeżycie. Jemu z trzema kolegami udało się zbiec. Resztę wywieziono do Kaługi. Wkrótce i jego ujęto. Zdołał ukrywać się tylko przez miesiąc. W sierpniu 1944 roku został aresztowany i osadzony w więzieniu w Lidzie. Podczas śledztwa przechodził liczne przesłuchania. Metody były bardzo brutalne. W grudniu, po trwającej zaledwie parę minut rozprawie, został za przynależność do Armii Krajowej skazany przez Wojenny Trybunał Wojskowy NKWD Okręgu Białoruskiego na 8 lat ciężkich robót i 3 lata pozbawienia praw obywatelskich.

 

Bydlęcymi wagonami na Syberię

Zaraz po wyroku, pobitego i chorego, wsadzono do zimnych, przepełnionych bydlęcych wagonów, zamkniętych kolczastym drutem. Blisko miesiąc trwała koszmarna podróż na wschód, o głodzie i chłodzie, bez możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych. Droga wiodła przez Mińsk,  Moskwę, Jarosław, Wołogdę, Kołtas, Uchtę do Pieczory i Workuty położonych na dalekiej i mroźnej Syberii.

- Warunki życia, jakie nam tam zgotowano, urągały człowieczeństwu. Pod nadzorem uzbrojonych strażników wykonywaliśmy katorżniczą pracę. Wokół nas czaiła się śmierć z głodu, z wyczerpania i chorób. Chorowałem na tyfus, szkorbut i nerki. Przeżyłem piekło na ziemi. Przetrwałem dzięki silnej woli życia, łutowi szczęścia i silnemu organizmowi – mówił Czesław Karczewski.

Po odbyciu wyroku został skierowany w rejon żełudocki, na Grodzieńszczyźnie. Pozbawiony praw obywatelskich tułał się po ludziach i pracował dorywczo. W 1954 roku został zatrudniony w tamtejszej spółdzielni jako fotograf. Rok później ożenił się z wdową z dwiema córkami. W 1957 roku rodzina, powiększona już o dwóch synów przyjechała w ramach akcji repatriacyjnej do Polski. Trafili do Ostrowa Wielkopolskiego i tu mogli zacząć życie na nowo.

 

Nowe życie w Ostrowie

W 1958 roku Czesław Karczewski podjął pracę w Przedsiębiorstwie Transportu Samochodowego ,,Łączność” jako ślusarz – monter. W tym samym roku urodziło mu się kolejne dziecko – córka. Od 1963 roku do emerytury pracował  w Powiatowej Spółdzielni Usług Wielobranżowych w zawodzie foto – chemigrafa. Dokształcał się na wielu kursach, a przez pewien czas sprawował funkcję kierownika zakładu. Żona zajmowała się domem i wychowywaniem dzieci. Pan Czesław chętnie spędzał z rodziną czas wolny na ogródkach działkowych. Uprawiał warzywa i owoce, zajmował się zwierzętami hodowlanymi. Udzielał się społecznie w życiu ogrodu, za co został wyróżniony srebrną odznaką ,,Zasłużonego Działkowca”. Od 1990 roku należał do Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej – Okręg Wielkopolska. Awansowano go do stopnia porucznika. Wśród wielu jego odznaczeń są: Krzyż Partyzancki, Krzyż Armii Krajowej, Krzyż Zesłańca Sybiru, odznaka Weterana Walk o Niepodległość.

- Przez lata nie mogłem mówić o swoich przeżyciach wojennych, o Armii Krajowej, Syberii. Miałem obawy ze względu na moją rodzinę. Taki był system. Tamte przeżycia powracały jednak do mnie w koszmarach sennych. Po wielu latach szczegóły umknęły, swoje też zrobił wiek – mówił Czesław Karczewski.

Zmarł w wieku 93 lat, w sobotę, 15 czerwca 2013 roku. Pogrzeb odbył się pięć dni później w kościele Najświętszego Zbawiciela. Zasłużony ostrowski kombatant spoczął na cmentarzu przy ulicy Bema.

 

***

Żołnierz i patriota – wspomnienie o Edwardzie Idziorze (1915-2013)

Był nestorem ostrowskich harcerzy, kombatantów i spółdzielców. Był też jednym z ostatnich w regionie ostrowskim uczestników kampanii wrześniowej. Wraz z nim odeszła w przeszłość pewna epoka. Dokładnie dzisiaj Edward Idzior świętowałby swoje 98. urodziny.

 

IDZIOR

Urodził się 7 sierpnia 1915 roku w Ostrowie. Był dziewiątym dzieckiem swoich rodziców – Józefa i Marii Idziorów. Jako uczeń Szkoły Powszechnej im. Tadeusza Kościuszki wstąpił do prężnie rozwijającego się harcerstwa. Jego bliskim kolegą z drużyny był  mieszkający po sąsiedzku przy ówczesnej ulicy Zdunowskiej 26 b (dzisiejsza Partyzancka) Mirosław Ferić, późniejszy pilot Dywizjonu 303. Mając 16 lat wstąpił w szeregi Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej i został wybrany do jego zarządu. Na jednym z zebrań poznał Helenę Rybicką – swoją przyszłą żonę.

 

Praktyka u stryja

Edward Idzior wspominał, że mało wyniósł ze szkoły powszechnej, gdzie w tym okresie nauczyciele umieli tylko czytać i pisać, natomiast nie mieli żadnego przeszkolenia pedagogicznego. W 1932 roku podjął edukację w szkole handlowej, w ślad za swoim starszym bratem Alfonsem. To ona dała mu solidne podstawy wiedzy. Do końca życia pamiętał nazwiska swoich nauczycieli.

- Dyrektor Józef Gniazdowski doskonale uczył języka polskiego, choć  książek nie było żadnych. Wszystko dyktował, a my zapisywaliśmy i potem z tego się uczyliśmy. Był surowy, ale sprawiedliwy w ocenie. Matematyki i scenografii uczyła pani Lotowa. Miała bardzo dobre metody. Przy niej matematykę nie tylko pojąłem, ale i dobrze opanowałem. Potem sam uczyłem moje dzieci jej metodami, również z bardzo dobrymi efektami – wspominał pan Edward na kilka miesięcy przed śmiercią.
Podczas nauki praktykę odbywał u swojego stryja Michała Idziora, w sklepie mieszczącym się na parterze kamienicy przy Rynku 13. Po ukończeniu szkoły podjął u niego pracę.

 

Wiara w zwycięstwo

W 1938 roku Edward Idzior został skierowany do Szkoły Podoficerskiej VII Batalionu Telegraficznego w Poznaniu i uczestniczył w operacji zajęcia Zaolzia. Rok później został ponownie zmobilizowany i otrzymał przydział do kompanii łączności 25. Dywizji Piechoty. Przesyłkę z kartą mobilizacyjną otrzymał w dniu 24 sierpnia, kiedy przebywał w domu swojej narzeczonej przy ulicy Raszkowskiej 25.

- W tym momencie jeszcze nie wiedziałem, że to moje ostatnie szczęśliwe chwile w wolnej Polsce przed długimi, mrocznymi czasami wojny. Że właśnie następuje zakończenie beztroskiego wieku młodzieńczego i przyspieszone przejście w życie dojrzałe. Tak jak tysiące moich rówieśników, rozpocząłem służbę z wiarą w zwycięstwo w słusznej sprawie – mówił po latach.

 

Z łączności do piechoty

Był dowódcą drużyny stacyjnej. W pierwszych dniach wojny wraz ze swoją kompanią w okolicach Koła przeżył duży nalot bombowy wykonany przez lotnictwo Luftwaffe.

- To było piekło na ziemi. Wybuchy bomb zrzucanych przez wroga wzmagane były wybuchami pocisków transportowanych przez nasze wojsko. Przejeżdżając tą drogą po nalocie widziałem porozrywane  szczątki ciał poległych żołnierzy. Widok był przerażający, wywołujący ekstremalne uczucia ograniczające nawet zdolność niesienia pomocy – wspominał.

W czasie wycofywania się wojsk zadaniem łącznościowców było rozwijanie i zwijanie kabli między wyznaczonymi punktami. Szybkość odwrotu uniemożliwiła jednak należyte wykonanie połączeń telefonicznych. Kompania nie była w stanie nadążyć za bardzo szybko przemieszczającymi się oddziałami bojowymi. Ostatni zorganizowany przez Edwarda Idziora ośrodek łączności w czasie kampanii wrześniowej był zlokalizowany w Łęczycy. Potem wraz z kolegami został włączony w szeregi piechoty by prowadzić walki nad Bzurą.

 

Najtrudniejsza chwila

Podczas ostatniej mszy kapelan, ks. Henryk Kornacki udzielił wszystkim żołnierzom rozgrzeszenia w ramach spowiedzi powszechnej. Potem zaczęła się bitwa, w której po stronie nieprzyjaciela była znaczna przewaga sił pancernych, dobrze funkcjonująca artyleria i lotnictwo. Po stronie polskiej była odwaga i chęć obrony niedawno odzyskanej niepodległości. Mimo początkowych drobnych zwycięstw przyszedł  odwrót w kierunku Puszczy Kampinoskiej. Po okrążeniu przez jednostki wroga, wobec braku broni przeciwpancernej i kontaktu z naczelnym dowództwem podjęto decyzję o poddaniu się. To była jedna z najtrudniejszych chwil w jego życiu.

- Przed pójściem do niewoli zdekompletowałem swój karabin. Zamek zakopałem w kretowisku, a rozbrojony karabin wrzuciłem do przydrożnego zbiornika wodnego. Idąc do niewoli, jako młody mężczyzna, żołnierz, patriota wychowany w młodej, niespełna 20-letniej Polsce przeżywałem wielką tragedię. Poddając się, miałem przed oczami wspaniałe lata dzieciństwa i młodości przeżywanej w okresie powszechnego entuzjazmu i radości z odzyskanej wolności narodowej. Słyszałem słowa ojca i dziadka o tym, jak ich pokolenia wyczekiwały upragnionej niepodległości – mówił.

 

Nie dla volkslisty

Od razu odrzucił propozycję wyjścia do cywila w zamian za podpisanie volkslisty. To było dla niego nie do przyjęcia. Trafił do obozu jenieckiego w Skierniewicach, skąd został wysłany do Stalagu w głąb Rzeszy. Spędził tam prawie dwa lata. Ze względu na stan zdrowia uzyskał zgodę na powrót do Ostrowa w połowie 1941 roku. Zaangażował się w działalność konspiracyjną w szeregach Armii Krajowej. W dniu oswobodzenia miasta, 23 stycznia 1945 roku w godzinach popołudniowych, wraz z kolegami ze swojej dawnej kompanii uruchomił łączność z miastem, naprawiając zniszczoną centralę w ratuszu.

 

W handlu i gastronomii

Po wojnie początkowo pracował w handlu. Prowadził wspólnie z żoną własny sklep spożywczo – nabiałowy, cieszący się ogromną popularnością wśród ostrowian. Pracy w nim było bardzo dużo, ale przydała się wiedza zdobyta w szkole handlowej. Wykorzystywał ją na co dzień w praktyce. Kiedy odebrano mu sklep, zatrudnił się w Społem, gdzie został kierownikiem działu gastronomii. W 1981 roku przeszedł na zasłużoną emeryturę, ale nie pozostał bezczynny. Aż do 80. roku życia wspierał swoją szeroką wiedzą i doświadczeniem prywatne zakłady gastronomiczne i prywatne punkty handlowe. Za swoją aktywną działalność na wielu polach był wyróżniony wieloma odznaczeniami. Bywał gościem w Szkole Podstawowej nr 11 noszącej imię Mirosława Fericia. Spotykał się z uczniami i opowiadał im o swojej młodości i o przyjaźni z patronem placówki. Pan Edward przy każdej okazji chętnie wspominał dawne czasy. Potrafił w sposób niezwykle interesujący opowiadać o swoim długim życiu. Edward Idzior zmarł 18 lipca.

 

 

***

Wspomnienie o Edmundzie Jakubku (1925-2013)

 Należał do niezwykle aktywnych osób. Był jednym z najbardziej zaangażowanych działaczy środowiska kombatanckiego, a wcześniej animatorem życia oświatowego i kulturalnego. Choć był w Ostrowie człowiekiem – instytucją, zawsze cechowała go skromność.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Edmund Jakubek urodził się 16 listopada 1925 roku w Ligocie, jako jedno z dziewięciorga dzieci Józefa i Marianny z domu Kozal. Tam w 1939 roku ukończył siedmioklasową szkołę podstawową. Ciekawostką jest, że jego dom rodzinny był jednocześnie gniazdem rodu Kozalów, którego przedstawicielem jest błogosławiony ks. biskup Michał Kozal. Był on kuzynem matki Edmunda.

 

Na służbie u ,,Spirytusa”

Tuż przed wybuchem wojny, jako stypendysta gminy, został skierowany do gimnazjum. Przyznano mu 50 złotych miesięcznie, z czego połowa miała pokrywać czesne, a połowa utrzymanie. Dalszą edukację miał podjąć 1 września 1939 roku. Do szkoły jednak w tym dniu nie poszedł. W czasie okupacji podjął pracę w Korytach, w gospodarstwie swojego brata Jana. To on załatwił Edmundowi zaświadczenie, dzięki któremu uniknął zesłania na roboty przymusowe w głąb Rzeszy. Do Armii Krajowej został zaprzysiężony w maju 1942 roku. Wstąpił do oddziału partyzanckiego porucznika Czesława Mocka pseudonim ,,Spirytus”, przedwojennego nauczyciela. Sam przyjął pseudonim ,,Profesor”.

 

W tajnym lazarecie

W konspiracji Edmund zajmował się pracami łącznikowymi, ukrywaniem i przeprowadzaniem ludzi zbiegłych przed represjami w nowe, bezpieczniejsze miejsca, skąd byli przerzucani do Generalnej Guberni. Brał także udział we współredagowaniu tajnej gazetki ,,Armia Krajowa” i działaniach Kedywu. W 1943 roku podczas akcji dywersyjnej na stacji kolejowej Taczanów złamał prawą nogę. Był leczony najpierw w tajnym lazarecie u doktora Walentego Brodziaka w Raszkowie, a potem w małym szpitaliku w Koźminie. Noga nie zrosła się jednak odpowiednio, bo złamanie było skomplikowane, a opieka medyczna dla Polaków bardzo ograniczona. Mimo rekonwalescencji został wysłany na roboty przymusowe w okolice Działoszyna. Budowano tam fortyfikacje, które miały zatrzymać ofensywę Armii Czerwonej. Po zarządzeniu ewakuacji wracał stamtąd do Ostrowa pieszo, wraz z kolegami. Droga w samym środku zimy trwała cztery dni. Musiał korzystać z pomocy przyjaciół, bo chora noga nie pozwalała na szybki marsz. W rodzinne strony dotarł tuż przed wkroczeniem Rosjan i od razu został skierowany do walk o wyzwolenie Ostrowa na placówce ,,Lech”. Brał też udział w działaniach Straży Obywatelskiej w Ligocie.

 

Urzędnik, nauczyciel i inspektor

Po wojnie podjął pracę w Urzędzie Gminy w Ligocie. Założył i prowadził pierwszą w powiecie publiczną Bibliotekę Gminną. Przyspieszoną szkołę średnią ukończył w Poznaniu, a następnie podjął studia na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie ukończył filologię polską. Pierwszą pracę podjął w Technikum Weterynaryjnym w Kluczborku. Był tam zastępcą dyrektora, a następnie dyrektorem. Gdy w ramach reorganizacji szkołę zlikwidowano, wrócił w rodzinne strony. Ucząc języka polskiego i historii, został zatrudniony w Technikum Gastronomicznym i Liceum Ekonomicznym w Ostrowie. Następnie powołany został przez Ministerstwo Oświaty na stanowisko inspektora szkolnego dla miasta i powiatu Ostrów.

- W Kluczborku obserwowałem budowę w czynie społecznym Domu Nauczyciela na 15 mieszkań. Po przybyciu do Ostrowa pomyślałem, że skoro tam się udało, to dlaczego tu miałoby się nie udać – wspominał po latach Edmund Jakubek.

Ostatecznie budowę liczącego czterdzieści dwa mieszkania Domu Nauczycielskiego i Klubu Nauczyciela przy ulicy Królowej Jadwigi rozpoczęto w 1965 roku. Cały kompleks oddano do użytku dwa lata później.

 

Z szacunkiem do ucznia

W tamtym czasie to inspektor, a nie władze miasta czy powiatu sprawowały kierownictwo nad szkolnictwem, od przedszkoli aż do szkół średnich. Pełniąc tę funkcję, Edmund Jakubek podjął się unowocześnienia szkolnictwa, zarówno w zakresie wychowania, jak i nauczania.

- Wdrożyliśmy nowe metody pracy dydaktycznej i system oparty na szacunku i uznaniu dla ucznia. Zasady te obejmowały wszystkie poziomy szkolnictwa na terenie całego powiatu. Przeprowadziliśmy wiele szkoleń dla rodziców. Przez długi czas byliśmy wzorcem dla innych miast – mówił pan Edmund.

 

Animator kultury

Jako inspektor dbał też o kulturę. W połowie lat 60. powołał do życia działający z powodzeniem do dziś Chór Nauczycielski im. Stanisława Wiechowicza. Założył Ostrowskie Towarzystwo Kulturalne i był członkiem zarządu Wojewódzkiego Towarzystwa Kulturalnego. Pod koniec lat 60. podjął na nowo pracę w ,,Gastronomiku”. Oprócz języka polskiego i historii uczył tam dodatkowo… dekoracji potraw i stołów. Kierował tą placówką w czasie, gdy była największą szkołą w Ostrowie. Liczyła 80 nauczycieli i 1500 uczniów. Po 1980 roku przeniósł się do Kuratorium Oświaty i Wychowania w Kaliszu. Przez kilka lat był przewodniczącym Sądu Koleżeńskiego Kaliskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Należał do oddziału kaliskiego Polskiego Towarzystwa Historycznego. Współtworzył trzy kolejne  tomy „Słownika biograficznego Wielkopolski południowo – wschodniej”.

 

Tablice pamięci o bohaterach

Po wojnie, podobnie jak wielu jego konspiracyjnych towarzyszy broni, ukrywał swoją AK-owską przeszłość. Czasy nie sprzyjały przypominaniu tego fragmentu w życiorysie. Warunki ku temu, aby o tym mówić, nastały dopiero pod koniec lat 80., gdy powstał Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. Od 1999 roku Edmund Jakubek był prezesem jego ostrowskiego oddziału. Postawił sobie za cel dokumentację okresu okupacji. Spod jego ręki wyszło wiele publikacji i artykułów związanych z Armią Krajową. Z jego inicjatywy w 2005 roku w naszym mieście powstał pomnik poświęcony żołnierzom AK. Środowisko kombatanckie postawiło go własnym sumptem na terenie przylegającym do Konkatedry. W dalszej kolejności przy pomniku pojawiły się także tablice imienne, mające utrwalić pamięć o zmarłych żołnierzach podziemia, którzy walczyli z okupantem hitlerowskim. Zamiarem środowiska było, aby w przyszłości tablice były systematycznie uzupełniane o odchodzące osoby. Z pewnością niebawem pojawi się tam również nazwisko Edmunda Jakubka, który po długiej chorobie zmarł w sobotę, 19 stycznia 2013 roku, w wieku 87 lat.

 

Reprezentant swojego pokolenia

- Pan Edmund reprezentował pokolenie Kolumbów. Przejdzie ono do historii jako to, które narodziło się w wolnej ojczyźnie, później utraciło tę wolność w 1939 roku i żyło w zapomnieniu aż do roku 1989. Był przykładem młodego chłopca, który nie bał się podjąć  działalności w ruchu oporu. Potem dał się poznać jako dobry nauczyciel i dyrektor szkoły. Nade wszystko pamiętam go jako inspektora oświaty dla miasta i powiatu, a także inicjatora wielu tablic pamięci w naszym mieście. Był założycielem Ostrowskiego Towarzystwa Kulturalnego, które wspaniale wpisało się w życie kulturalne miasta. Regionalista, autor wspaniałych publikacji, a przy tym skromny człowiek. Czasami, niestety trochę zapomniany – wspomina zmarłego Edmunda Jakubka naczelnik Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Miejskiego Andrzej Leraczyk.

 

 

 

 

 

Jerzy Ofierski  11 stycznia 1926 – 24 listopada 2007 

Jerzy Ofierski

Odszedł ostrowski artysta

 „Trzeba pochodzić skądś, żeby być kimś” zwykł mawiać zmarły w sobotę Jerzy Ofierski. Do historii polskiej rozrywki przeszedł jako sołtys Kierdziołek z Chlapkowic, ale sam zawsze podkreślał, że pochodzi z Ostrowa Wielkopolskiego – miasta w którym się urodził i do którego zawsze chętnie wracał.

 

Jerzy Ofierski po raz ostatni odwiedził Ostrów  podczas benefisu zorganizowanego z okazji 55 – lecia pracy artystycznej, który obchodził dwa lata temu. Za jego miłość do Ostrowa wyróżniono go w 1997 roku tytułem Honorowego Obywatela Miasta.

Jerzy Ofierski był nie tylko satyrykiem, ale również aktorem, pisarzem i dziennikarzem. Przez ponad pół wieku wielokrotnie występował w kraju i zagranicą, głównie w USA, gdzie dał ponad 1000 koncertów. Pracował w teatrach SYRENA, KOMEDIA, BUFFO i ESTRADA NA SKARPIE. Prowadził własny kabaret „U Kierdziołka” w Domu Chłopa.

Ofierski napisał też 10 powieści, między innymi trzytomową sagę chłopską „W imię ojca”, powieść i scenariusz filmowy „Nie było słońca tej wiosny”, i powieść political fiction „Masakra w Holland tunelu”.

Z okazji jubileuszu 55-lecia twórczości tak pisał o swoim życiu:
„Parę lat temu, Dobrotliwy Stwórca uznał, że życie w Polsce się poprawiło i krytyczne uwagi sołtysa są zbędne. Postanowił więc wezwać mnie na niebieskie łąki. Wszelako wśród chórów anielskich jest sporo aniołów pochodzenia ostrowskiego i ci przekonali Najwyższego Prawodawcę, że w kraju jest jeszcze sporo do zrobienia dla satyryka”…

 

 

 

Obejrzyj nasze stałe galerie