Obwodnica (nie) bez zgrzytów

Niezaproszenie byłego starosty na zakończenie całej inwestycji było sporym nietaktem ze strony organizatorów uroczystości.

oObwodnica_1

 ***

Od niespełna tygodnia żyjemy w Ostrowie w zupełnie innej rzeczywistości komunikacyjnej. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że potwierdzi to każdy, kto od ostatniej środy pojawił się na Wrocławskiej, Wojska Polskiego czy Dworcowej. Konia z rzędem jednak dla tego, kto spodziewał się, że zmiana będzie aż tak radykalna! Wspomniane ulice dotąd były niemiłosiernie zatłoczone niekończącym się sznurem ciężarówek i aut osobowych. Od momentu otwarcia II odcinka obwodnicy Ostrowa ciężarówki zniknęły, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To naprawdę działa – i to praktycznie natychmiast! Po tylu latach, wreszcie możemy poczuć, jak wygląda normalność. Hip-hip hura – niech żyje obwodnica!

 Zakończenie najważniejszej od kilku dekad inwestycji to nie tylko wydarzenie komunikacyjne – czy społeczne, jak kto woli. To także bardzo ważne wydarzenie polityczne. W historii budowy ostrowskiej obwodnicy, jak w krzywym zwierciadle, odbija się historia politycznych zmian III RP. Dlatego ułożenie scenariusza i listy zaproszonych gości na taką imprezę to nie lada łamigłówka, dziejąca się na kilku poziomach.

Oficjalnie wszystko jest cacy, wszyscy politycy są ponad podziałami, cieszą się, gratulują, podają dłonie, przecinają wstęgi i gładzą dzieci po główkach. Podskórnie trwa polityczna „walka” o dobre ustawienie się do zdjęcia, trzeba uważać, żeby dobrze wypaść w obiektywie kamery. „Spontaniczne” wystąpienia już dawno ułożone w głowie, ale rasowy polityk musi uważać, co powie jego oponent, żeby błysnąć jakąś dobrze dobraną puentą, skomentować błyskotliwą maksymą czy choćby odpowiedzieć sensownie na pytanie. A wszystko oczywiście niby od niechcenia, lekko, nienachalnie – ot, jakby to było naturalne. Wiadomo, wyborca patrzy, słucha, ogląda i tylko czeka na wpadkę polityka, za którym nie przepada, żeby potraktować go internetowym memem albo złośliwym komentarzem.

Nie inaczej było na otwarciu obwodnicy. Niemal każdy polityk podkreślał, że to okazja ponad podziałami, ale jednocześnie odwoływał się do swojego środowiska politycznego, przywoływał swoich mentorów. Andrzej Dera przypominał, że budowa I odcinka zaczynała się w czasie rządów PiS-u i kończy się w takiej samej politycznej rzeczywistości. Jarosław Urbaniak przywoływał rolę kolejnych ministrów komunikacji z PO, Jarmuzińskiego i Nowaka, Andżelika Możdżanowska z PSL dziękowała Józefowi Rackiemu, a Beata Klimek słała podziękowania związanemu z SLD byłemu staroście Włodzimierzowi Jędrzejakowi.

I tu warto się na chwilę zatrzymać, bo właśnie wobec Jędrzejaka organizatorzy zaliczyli pierwszą wpadkę. Można lubić lewicę albo nie, doceniać byłego starostę z tego ugrupowania albo i nie, ale bardzo słabo jest, jak ktoś w ogóle zapomina o jego roli w przygotowaniach i realizacji I etapu obwodnicy Ostrowa Wielkopolskiego. Niezaproszenie byłego starosty na zakończenie całej inwestycji było sporym nietaktem ze strony organizatorów uroczystości. Nie najlepiej to świadczy o intencjach organizatorów, a przypomnijmy, że gdy otwierano I etap, kiedy Włodzimierz Jędrzejak już nie był starostą, to ówczesny rząd PO nie miał problemów z zaproszeniem go na uroczystość. Albo ma się klasę, albo kilku klas brakuje… 

Kto wie, czy jeszcze większym nietaktem było potraktowanie lokalnych posłów. Pal licho, że oficjalna informacja (zaproszenie) na otwarcie dotarło do lokalnych dziennikarzy na niespełna dobę przed terminem. Gorzej, że można było odnieść wrażenie, że ktoś tak ustala termin uroczystości, żeby nie zaprosić niewygodnych dla obecnie rządzącej ekipy posłów z obecnej opozycji. Jak inaczej nazwać ustalenie terminu otwarcia obwodnicy w czasie posiedzenia Sejmu – o czym organizatorzy dobrze przecież wiedzieli? Ktoś powie, że to drobiazgi, może i tak, ale dużo mówią o intencjach. Za kilka tygodni nikt nie będzie o tym pamiętać, a obwodnica zostanie. I to tylko się liczy.

 A ja tylko żałuję, że nie otwarto obwodnicy kilka tygodni wcześniej. Wtedy zapewne 85-letnia kobieta, która zginęła tragicznie pod kołami TiR-a na Wrocławskiej, by teraz żyła, bo ciężarówka po prostu nie wjechałaby do miasta…

Tak oto polityczne decyzje bezpośrednio wpływają na życie ludzi. Może któryś z posłów pomyśli o tym, kiedy będzie miał następny raz nacisnąć guzik do głosowania?

Jarosław Wardawy

 

Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie