Ksiądz Malecha – ostrowski prawnik w sutannie

Zanim ukończył prawo kanoniczne na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie i rozpoczął pracę w Watykanie był absolwentem ostrowskiego Technikum Kolejowego. Znał osobiście zarówno papieża Jana Pawła II, Benedykta XVI, jak i Franciszka. Rozpatruje sprawy z całego świata wydając w imieniu Kościoła wyroki, od których nie ma odwołania. Nie przeszkadza mu to jednak regularnie interesować się wynikami Ostrovii oraz wszystkim tym, co się dzieje w mieście, o którym wiadomości czerpie głównie z internetowego wydania „Gazety Ostrowskiej”. Z nowym Honorowym Obywatelem Miasta Ostrowa Wielkopolskiego ks. PAWEŁM MALECHĄ rozmawia JAROSŁAW WARDAWY

 

MALECHA_1_KAWA

 Które określenie najbardziej do księdza pasuje: duchowny, prawnik, czy może dyplomata?

P.M. – Zdecydowanie jestem przede wszystkim duchownym, księdzem. To moje najważniejsze powołanie, które wybrałem, żeby służyć Bogu i ludziom w kapłaństwie. Prawnikiem stałem się za sprawą moich przełożonych, którzy w odpowiednim momencie skierowali mnie na studia prawa kanonicznego. A że jakoś tam sobie na nich radziłem, to zaproponowali mi kolejne etapy kształcenia i odpowiednią do wykształcenia pracę.

Czym właściwie zajmuje się prawnik w sutannie?

P.M. – To zależy na jakim szczeblu pracuje, dlatego może najlepiej będzie, jak powiem o sobie.  Jestem prawnikiem w Najwyższym Sądzie Kościoła, czyli w Sygnaturze Apostolskiej w Watykanie. Jej pierwszym i podstawowym zadaniem jest troska o właściwe funkcjonowanie kościelnego wymiaru sprawiedliwości na całym świecie. Sądzi ona m. in. na drodze administracyjnej zaskarżone decyzje wszystkich watykańskich Kongregacji, które są w Kościele odpowiednikami świeckich ministerstw. Wydajemy decyzje w imieniu Stolicy Świętej, od których nie ma odwołania, w związku z czym odpowiedzialność jest naprawdę bardzo duża. Ponieważ życie jest znacznie bogatsze i bardziej złożone niż najdoskonalsze nawet prawo, więc często sami musimy proponować Ojcu Świętemu nowe prawo do zatwierdzenia. Żeby wydać sprawiedliwy wyrok często nie wystarcza, żeby przestudiować dokładnie prawo, trzeba je także przestudiować na klęczkach, bo za papierami zawsze stoi człowiek. W Kościele każdy z nas prawników stara się poprzez prawo służyć Bogu i człowiekowi, szukając obiektywnej prawdy, stąd modlitwa jest bardzo ważna.

 

Kościelne sądownictwo

Jak zorganizowane jest prawodawstwo kościelne? Jakie są jego szczeble ?

P.M. – W Kościele funkcjonują dwa systemy prawne. Własny system prawny ma Watykan, jako osobne państwo i miasto. Kościół, jako Stolica Święta, ma również własny, osobny system prawny. Dla przykładu, pracując w Najwyższym Trybunale Sygnatury Apostolskiej pracuję dla Stolicy Świętej, a nie dla państwa-miasta Watykanu, który ma własne trybunały różnych instancji.

Załóżmy, że w Bazylice Św. Piotra dochodzi do jakiegoś przestępstwa. Kto zajmie się osądzeniem złapanych sprawców?

P.M. – Na pewno nie będą zajmować się tym trybunały Kościoła, tylko trybunały państwa watykańskiego. Ponieważ jednak istnieją specjalne umowy między Watykanem i Włochami, sprawa może być przekazana włoskiemu wymiarowi sprawiedliwości.

Trybunały kościelne są zorganizowane inaczej niż świeckie, ale czy można znaleźć pewne analogie i odpowiedniki?

P.M. – Do pewnego stopnia tak. W każdej diecezji powinien być osobny trybunał, czyli sąd. Te sądy rozpatrują w ogromnej większości sprawy o stwierdzenie nieważności sakramentalnych związków małżeńskich. Aby stwierdzić nieważność małżeństwa potrzebne są dwa zgodne wyroki sądów dwóch instancji. Przykładowo, unieważnienie małżeństwa stwierdzone przez sąd diecezjalny w Kaliszu musi być zatwierdzone przez niezależny sąd apelacyjny w Poznaniu. Jeśli sąd poznański nie zatwierdzi wyroku wydanego w pierwszej instancji, sprawa trafia do Rzymu, gdzie jest sądzona przez tzw. Rotę Rzymską – najwyższy sąd apelacyjny Kościoła.

Sygnatura Apostolska dzieli się na trzy sekcje, które różnią się między sobą rozpatrywaną materią. Pierwsza zajmuje się sprawami sądowymi i można ją porównać do instytucji sądu kasacyjnego w państwie świeckim, czyli w Polsce do Sądu Najwyższego. Cechą charakterystyczną tych sądów jest to, że nie są one trybunałami apelacyjnymi, ale kasacyjnymi, to znaczy rozpoznają one kasacje wnoszone od prawomocnych orzeczeń sądów odwoławczych kończących postępowanie sądowe, czyli innymi słowy uchylają (kasują) wyroki sądów apelacyjnych. Do tej sekcji napływają więc skargi na wyroki Roty Rzymskiej, czyli najwyższego sądu apelacyjnego w Kościele. Sygnatura Apostolska może wyrok Roty Rzymskiej zatwierdzić lub go unieważnić i skierować sprawę do ponownego rozpatrzenia. Sama jednak nie rozpatruje meritum sprawy.

Czy można powiedzieć, odnosząc do polskiego systemu sądowego, że ta sekcja Sygnatury Apostolskiej to taki watykański Sąd Najwyższy?

P.M. – Tak, jak najbardziej można tak powiedzieć. Ale w Sygnaturze Apostolskiej mamy, jak powiedziałem, jeszcze dwie inne sekcje. Druga upodabnia się do najwyższych sądów administracyjnych w cywilnym porządku prawnym. Na gruncie polskim działalność tej sekcji można porównać do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Jakiego rodzaju sprawy trafiają do drugiej sekcji?

P.M. – Odpowiem najlepiej na przykładzie. Gdy z jakiejś parafii zostaje usunięty proboszcz, to może on od tej decyzji się odwołać. To odwołanie musi przejść odpowiednie szczeble, zanim trafi do nas. Trzeba się odwołać najpierw do biskupa. Jeśli biskup podtrzyma decyzję, można odwołać się do odpowiedniej watykańskiej kongregacji – w tym wypadku do Kongregacji do Spraw Duchowieństwa – a jeśli ta podtrzyma decyzję biskupa, dopiero wtedy można odwołać się do nas. Nasza decyzja jest już ostateczna. Trzeba pamiętać, że trafiają do nas sprawy z całego świata.

Tak samo oceniane są sprawy proboszcza powiedzmy spod Ostrowa, jak z Buenos Aires czy Sydney?

P.M. – Tak, ale nie jest to takie proste w osądzie, bo każdy kraj, narodowość ma swoją specyfikę i mentalność. Poza tym dostajemy dokumenty w różnych językach, które później – jeśli jest taka potrzeba – trzeba przetłumaczyć na jeden z siedmiu oficjalnych języków Stolicy Świętej. Natomiast wszystkie wyroki wydajemy w języku łacińskim, który jest naszym językiem urzędowym i posługujemy się nim także wewnątrz trybunału. Łacina, która jest językiem martwym, gwarantuje jednakową interpretację prawną wszystkich dokumentów i decyzji Stolicy Świętej na całym świecie.

Czym zajmuje się trzecia sekcja Sygnatury Apostolskiej?

P.M. – W trzeciej sekcji Sygnatura Apostolska nie jest trybunałem, ale organem administracyjnym, który czuwa nad prawidłowym funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości w Kościele. W konsekwencji Sygnatura upodabnia się do ministerstwa sprawiedliwości w cywilnym porządku prawnym. W związku z tym można ją śmiało nazwać Ministerstwem Sprawiedliwości. Zresztą jej prefekt, czyli przewodniczący, nazywany jest potocznie kościelnym ministrem sprawiedliwości. Zakres działalności Sygnatury w tej sekcji jest bardzo szeroki i nie sposób go teraz omówić. Powiem tylko krótko, że kontroluje ona działalność wszystkich sądów kościelnych, których jest na całym świecie, jeśli mnie pamięć nie myli, blisko 1500.

Dziś już przecież nie zsyła się ludzi na stos, nie kieruje do więzień. Jakie wyroki wydaje Sygnatura Apostolska?

P.M. – Sygnatura Apostolska wydaje wyroki w swojej pierwszej i drugiej sekcji. W pierwszej dotyczą one spraw osądzonych przez Rotę Rzymską i zaskarżonych przed Sygnaturą, w drugiej natomiast odnoszą się one do decyzji wydanych przez poszczególne kongregacje. Decyzje Sygnatury w drugiej sekcji wydawane są na drodze administracyjnej i ograniczają się do stwierdzenia, czy kongregacja nie naruszyła prawa przy rozpatrywaniu konkretnej sprawy. Innymi słowy Sygnatura bada czy wszystkie formalności prawne dotyczące tak procedury jak i interpretacji prawa przy osądzie danej sprawy zostały zachowane. Nie osądza więc sprawy co do jej meritum. Ponieważ Sygnatura sądzi wszystkie watykańskie kongregacje, wachlarz spraw które się przez nią przewijają jest bardzo szeroki. Dotyczą one m. in. proboszczów pozbawionych urzędu, zakonników wydalonych ze wspólnoty zakonnej, utraty stanu duchownego przez kapłanów, naruszenia dobrego imienia, zniesienia parafii lub zmiany jej granic, pozbawienia kapłana możliwości głoszenia kazań lub słuchania spowiedzi, prawa własności w stosunku do dóbr ruchomych i nieruchomych, itp.

Czy sądy kościelne sądzą również osoby świeckie?

P.M. – Tak, w określonych przypadkach. Może to dotyczyć na przykład osoby świeckiej uczącej religii w szkole. Do nauczania religii potrzebna jest tzw. misja kanoniczna, czyli pozwolenie od biskupa, który może z jakichś uzasadnionych powodów tę misję cofnąć. Wtedy osoba świecka może się od tej decyzji odwołać, również z zachowaniem hierarchii: do biskupa, kongregacji – czyli w tym wypadku do ministerstwa wychowania katolickiego – i dopiero jeśli kongregacja nie zmieni decyzji do nas, czyli do Sygnatury Apostolskiej.

Czy do Sygnatury Apostolskiej trafia dużo spraw sporno – administracyjnych z Polski?

P.M. – Stosunkowo niewiele, w drugiej sekcji dwie, trzy rocznie. Trzeba jednak zaznaczyć, że wszystkich trafiających do nas spraw w tej sekcji jest dość mało: ok. 40-50 spraw rocznie z całego świata.

Z całego świata? To wydaje się rzeczywiście bardzo mało…

P.M. – Tak, ale proszę pamiętać, że do nas trafiają tylko sprawy, które nie zostają rozstrzygnięte definitywnie w innych, niższych instancjach. Bardzo wiele spraw jest jednak rozstrzyganych już na etapie diecezjalnym czy na poziomie kongregacji.

 

O problemach dzisiejszego Kościoła

Jakimi sprawami ksiądz się osobiście zajmował, a z jakich krajów?

P.M. – Trudno byłoby mi wymienić wszystkie kraje, lepiej jak powiem, że zajmowałem się sprawami z wszystkich kontynentów. Były to sprawy o usunięcie proboszcza, przeniesienie go na inną placówkę, wydalenie zakonnika ze wspólnoty religijnej (zakonu), itp. Zajmowałem się też sprawami dotyczącymi skarg na postępowanie sędziów czy adwokatów. Były też sprawy majątkowe dotyczące praw własności w stosunku do jakieś nieruchomości (budynku) czy rzeczy ruchomych z mienia kościelnego. Rozpatrywałem też sprawy dotyczące stowarzyszeń kościelnych. Ostatnio, najczęściej w Stanach Zjednoczonych Ameryki, zdarzają się przypadki sprzedaży budynków sakralnych czyli kościołow, które później nie zawsze są przeznaczane do właściwego użytku.

Nie tylko w Ameryce, o takich przypadkach słyszy się coraz częściej również w Europie. Może nie u nas, ale w Holandii, Niemczech, czy Francji to już tak.

P.M. – Zgadza się. Pozostaje jednak problem prawny. Kościołowi bowiem trudno zgodzić się z faktem, że budynki, które kiedyś były przeznaczone do kultu, miałyby być teraz łatwo sprzedane i być może używane do niemoralnych celów.

A gdzie trafiają sprawy dotyczące nadużyć na tle seksualnym w Kościele?

P.M. – Tymi sprawami zajmuje się specjalny Sąd Kościoła przy Kongregacji Nauki Wiary, w której ja nie pracuję.

Mimo to, muszę zapytać o arcybiskupa Wesołowskiego, na którym ciążą poważne zarzuty za czyny na Dominikanie. Jakie będą jego dalsze losy, kto i jak go będzie sądził?

P.M. – Nie wiem, bo jak mówiłem, ja się tymi akurat sprawami nie zajmuję.

W Polsce mówi się tylko, że będzie sądzony w Watykanie i w zasadzie na tym nasze informacje się kończą. Czy tak rzeczywiście będzie?

P.M. – Ja też nic więcej nie wiem. Mogę tylko potwierdzić, że w Kościele kompetentnym trybunałem do rozpatrzenia tego rodzaju spraw jest właściwy sąd Stolicy Świętej.

Zatrzymajmy się na chwilę na bardzo głośnym ostatnio problemie pedofilii w Kościele. Na ile, zdaniem księdza, jest to rzeczywisty problem, a na ile po prostu teraz zaczęło się o tym mówić?

P.M. – To jest na pewno bardzo poważny problem, o czym najlepiej świadczą oficjalne dokumenty i deklaracje wydawane przez Stolicę Apostolską i Kościoły lokalne. Nie ma żadnej wątpliwości, że Kościołowi bardzo zależy, aby każdy z księży nie tylko nauczał o moralności, ale także był w tej dziedzinie dobrym przykładem.

Same deklaracje nie wystarczą jednak, żeby problem zlikwidować.

P.M. – Tak, ale widać wyraźnie, że Kościół z pedofilią walczy.

Czy skutecznie?

P.M. – Robi wszystko, by ta walka była skuteczna i ten problem przezwyciężyć.

 

Z Ostrowa do Watykanu via Rzym

Jak się trafia z ostrowskiego Technikum Kolejowego do najwyższej instancji sądowej Stolicy Świętej?

P.M. – To nie moja zasługa. Kończyłem seminarium w Poznaniu, potem pracowałem w różnych parafiach w Wielkopolsce i wtedy arcybiskup poznański skierował mnie na studia do Rzymu. Tak trafiłem na Uniwersytet Gregoriański, najstarszy i chyba największy uniwersytet kościelny. Kiedy na piątym roku kończyłem doktorat zaproponowano mi trzyletnie studium rotalne , czyli studia prowadzone przy Rocie Rzymskiej. To miejsce wyróżnia się tym, że wszystkie zajęcia i egzaminy są przeprowadzane w języku łacińskim.

Wygląda na to, że ksiądz musiał na własnym przykładzie wcielić zasadę „Per aspera ad astra” (Przez trudy do gwiazd)…

P.M. – Faktycznie, nie było na początku łatwo, ale jakoś dałem sobie radę. Najtrudniej było z łaciną, ponieważ musieliśmy nie tylko mówić, słuchać, ale także pisać w tym języku. Na szczęście łacina współczesna jest znacznie łatwiejsza niż ta sprzed 300-400 lat.

 

Ostrów na zawsze w sercu

Utrzymuje ksiądz stały kontakt z Ostrowem?

P.M. – Tak, jak najbardziej! Mam tu cały czas moją Mamę i bardzo wielu kolegów i przyjaciół. Staram się na bieżąco śledzić, co się tutaj dzieje. Między innymi dzięki „Gazecie Ostrowskiej”, którą regularnie czytam w wydaniu internetowym. Cieszę się małymi i dużymi sukcesami tego miasta, bo widzę, że staje się ono coraz piękniejsze.

A co ostatnio księdza najbardziej ucieszyło w Ostrowie?

P.M. – Cieszę się, że będzie dokończona obwodnica, że Ostrovia awansowała do II ligi, że wygrywają piłkarze ręczni, koszykarze, żużlowcy – choć im akurat może specjalnie dobrze ostatnio nie idzie, ale wierzę, że będzie lepiej. Cieszę się, jak czytam że pięknieją inne miejsca w mieście, a potem mogę to sam zobaczyć na własne oczy.

Jak zmienia się Ostrów widziany z watykańskiej perspektywy?

P.M. – Bardzo pozytywnie. To przede wszystkim bardzo czyste miasto, w przeciwieństwie do miast włoskich, w których jest bałagan. Ostrów jest ładny, kolorowy, dzieje się tu mnóstwo ciekawych wydarzeń kulturalnych, sportowych, pięknieją Piaski, jest piękna synagoga. Wydaje mi się, że włodarze bardzo starają się, by żyło się tu lepiej i widać efekty ich starań. Nie wiem, jak to odbierają sami mieszkańcy, ale może z daleka niektóre sprawy lepiej widać…

 

Trzech papieży księdza Malechy

Ile lat przebywa już ksiądz w Watykanie?

P.M. – W Watykanie jestem od 2002 roku, czyli już 11 lat, natomiast w Rzymie już od 1995 roku, czyli lat 18.

W tym czasie było już trzech papieży. Czy ksiądz kontaktuje się w swojej pracy bezpośrednio z papieżem?

P.M. – Tak, mam takie możliwości. Z każdym z trzech ostatnich papieży miałem możliwość rozmawiania.

Uważa się powszechnie, że Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek był, czy jest, zupełnie innym człowiekiem. Czy ksiądz też tak uważa?

P.M. – Każdy z nich to na pewno wielka postać. Jan Paweł II był przede wszystkim człowiekiem wiedzy i modlitwy. Cechowało go również wspaniałe poczucie humoru i bezpośredniość w kontaktach z drugim człowiekiem. Umiał docenić i wysłuchać każdego i bardzo dużo się modlił. Nie zapomnę, jak na początku mojego pobytu w Rzymie uczestniczyłem niekiedy w porannych Mszach Świętych w kaplicy papieskiej. Gdy się tam wchodziło, Jan Paweł II już tam klęczał i modlił się, mając wokół siebie mnóstwo zdjęć. Dopiero jakiś czas później mi powiedziano, że te zdjęcia przysyłali ludzie z całego świata, a Jan Paweł II się za nich modlił, bardzo często mając te zdjęcia przed sobą. Benedykt XVI to człowiek bardzo wielkiej wiedzy i modlitwy, który zostawił Kościołowi wielki dar w postaci wspaniałych książek, kazań, dokumentów. Wbrew niektórym opiniom, w osobistych kontaktach jest człowiekiem bardzo kontaktowym i życzliwym. Natomiast Franciszek, podobnie jak Jan Paweł II, umie wspaniale kontaktować się z ludźmi, potrafi pociągnąć za sobą tłumy. Papież Franciszek jest przede wszystkim sobą. Z taką samą życzliwością i szacunkiem traktuje kardynała i sprzątaczkę. Wspomniani papieże, chociaż różnią się między sobą, to jednak wzajemnie wspaniale się uzupełniają. I to jest piękne.

Kiedy ostatnio miał ksiądz możliwość rozmowy z papieżem Franciszkiem ?

P.M. – Ostatnio na dzień przed wyjazdem do Ostrowa.

O czym rozmawialiście, jeśli można wiedzieć?

P.M. – Mogę tylko powiedzieć, że to było spotkanie służbowe, dotyczące problemów prawnych Kościoła.

Nieco ponad dobę później stał ksiądz na scenie w OCK odbierając tytuł Honorowego Obywatela Ostrowa Wielkopolskiego. Jak ksiądz czuł się odbierając tytuł, który kilka lat wcześniej przyznano Janowi Pawłowi II?

P.M. – Czułem się bardzo wyróżniony. Tak, jak podkreśliłem w tamtej chwili, odbieram ten tytuł jako wyróżnienie dla całego duchowieństwa ostrowskiego. Byłem i jestem bardzo zaszczycony, że dostrzeżono wkład księdza z Ostrowa Wielkopolskiego w budowanie Kościoła na szczeblu powszechnym. To dla mnie wielka radość, że w dzisiejszym świecie, w którym jest przecież dużo problemów, dostrzega się i docenia pracę kapłana, który chce budować dobro wspólne i służyć ludziom.

Dziękuję za rozmowę.

 

 

Obejrzyj galerię zdjęć:

 

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie