Piekarczyka zwierzenia kontestatora

Buntownik i zadeklarowany pacyfista, prekursor heavy metalu w Polsce i miłośnik poezji, wulkan energii na scenie i znakomity gawędziarz w towarzystwie. Tego wszystkiego i znacznie więcej można się było dowiedzieć o Marku Piekarczyku, który był gościem spotkania autorskiego z okazji wydania książki biograficznej  nim. Wokalista TSA był również jednym z jurorów przeglądu Wszyscy Śpiewamy na Rockowo, a także dał znakomity koncert akustyczny. Zapraszam na najciekawsze fragmenty spotkania z autorem książki Leszkiem Gnoińskim i Markiem Piekarczykiem. Spotkanie prowadził dziennikarz muzyczny Andrzej Dąbrowski.

 

piek

Kto kogo namówił na tę książkę?

Leszek Gnoiński – To ja zadzwoniłem do Marka i powiedziałem, że mam taki pomysł. Marek odpowiedział, że parę osób już się do niego zgłosiło z czymś podobnym i muszę wymyśleć coś ciekawego. Napisałem, jak ja to widzę, spodobało się i zaczęliśmy się umawiać na spotkania. Nie było łatwo, bo z jednej strony była działalność koncertowa Marka, a z drugiej zaczęły się programy „The Voice of Poland”, gdzie Marek jest jurorem. Tak więc książka była w planach, zanim zaczął się program. Ta książka jest dla mnie bardzo ważna, bo kiedyś byłem jednym z fanów Marka, a teraz spisałem jego fascynującą historię.

Marek Piekarczyk – Tylko Leszkowi udało się ze mną wytrwać. Przed nim chyba trzech próbowało, ale zrezygnowali. Leszek jedyny mnie upilnował. Jak to wszystko było już spisane, to prawie pół roku zajęło mi przeczytanie i zatwierdzenie książki. Czasu było mało, więc skończyło się na tym, że Leszek przyjeżdżał i czytał mi gotowe rozdziały. Sporo tekstów i anegdot wypadło z książki, bo na mej drodze było wielu takich, którzy nie zasłużyli na to, żeby w niej być. Jak już to wszystko zatwierdziłem, to nie mogłem spać przez dwa tygodnie, gdy zdałem sobie sprawę, że każdy może teraz kupić sobie i przeczytać o mnie rzeczy, o których wcześniej nigdy nikomu nie mówiłem.

Marek, trochę teraz uciekłeś na wieś, prawda?

MP – Jestem wieśniakiem w środku miasta. Mieszkam w Bochni, ale mam tam stary dom z lat 30., 25 arów ziemi, kozę i dużo drzew owocowych, które sam posadziłem. Wbrew pozorom, wielu muzyków tak robiło. Joe Cocker był miłośnikiem pomidorów, które sam sadził, uprawiał, pielęgnował. Ja uwielbiam dynie. Kupiłem kiedyś siedem ziarenek u babci na targu, posadziłem, a potem te moje dynie były wszędzie, nawet przelazły do sąsiada. Dynie są wariatki, trzeba na nie uważać.

Jesteś człowiekiem o ukształtowanych poglądach na życie…

- „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie” – to najlepszy komentarz. Jak coś jest, siedzi w człowieku głęboko i jest prawdzie, to czemu miałoby się to zmienić? Niektórzy to czują, inni nie, jedni to „coś” mają, a inni nigdy nie będą mieli. Mnie nikt nie mówił, że mężczyzna musi być honorowy, ale ja to wiem. Ojciec mi nigdy tego nie mówił, ale taki był. Mój ojciec był oficerem, ale nie donosił na nikogo, nie był komunistą i nie chlał wódy, i dlatego dosłużył się „tylko” stopnia kapitana.

pieka książka

Bieżącą polityką jednak się nie interesujesz?

- A czemu miałbym się interesować? Ja niedawno dowiedziałem się dopiero, kto jest premierem po Tusku, który chyba poszedł gdzieś do Unii, bo tam dostał lepszą kasiorę. Mnie to kompletnie nie interesuje, żyję zupełnie innymi sprawami. Mam swoją rodzinę, muzykę, koncerty, mam was – ludzi, którzy przyszli dziś w Ostrowie posłuchać Piekarczyka. Wy jesteście dla mnie ważniejsi niż PiS i PO. Jeśli wierzysz w takie rzeczy, jak honor, miłość, piękno ziemi, człowieka, że największym majątkiem tego kraju są ludzie, to co cię może obchodzić polityka…

Przez wiele lat uciekałeś od służby wojskowej – i to skutecznie.

- Udało się mnie, a ponadto udało się wyciągnąć z wojska kilka innych osób. Ja uciekałem od sadyzmu ówczesnego prawa, stosując to prawo dosłownie. Generalnie polegało to na tym, że w odpowiednim czasie, jak już miał przyjść do mnie bilet do wojska, znikałem skutecznie na kilka miesięcy i nie odbierałem powołania między wiosenną i jesienną komisją medyczną. Oni nie mogli za mną nadążyć, bo nigdy nie wiedzieli, gdzie jestem. W końcu ojciec mnie zaprowadził na komisję, ale byłem tam zrezygnowany, że zaczęli się zastanawiać, czy nie jestem chory psychicznie. Pani psycholog miała zainteresowania muzyczne, kiedyś zrobiłem ich amatorskiemu kabaretowi za darmo dekorację i ona to zapamiętała. Wpisała mi do książeczki swoją diagnozę: psychopata na tle ograniczenia wolności. Jak to było za mało, to dopisała mi jeszcze tendencje samobójcze. Dopiero wtedy zadziałało i dali mi spokój.

Marek zawsze chciałeś być artystą, ale nie myślałeś od początku o wokalu.

- Tak, najpierw miałem być malarzem, rzeźbiarzem. Podobała mi się zwłaszcza ceramika, której jestem wierny do dziś. Potrafię zbudować piece, jakieś inne formy ceramiczne. Na śpiewanie zdecydowałem się dużo później. W końcu przyszedł moment, że trzeba było coś wybrać, więc postawiłem na śpiewanie. Postawiłem na coś, co wydało mi się czyste, niezbrukane i dobrze wybrałem.

Dlaczego trafiłeś do TSA?

- O takim zespole zawsze marzyłem, chłopaki znakomicie brzmieli. Z muzyką miałem kontakt znacznie wcześniej. Pierwszy raz zaśpiewałem poważnie na scenie po 30-tce, gdy moi koledzy byli już alkoholikami, albo mieli depresję i nic już im się nie chciało. Ja musiałem wszystko zaczynać od nowa. To było w czasach, kiedy na zabawach nie grało się i nie tańczyło do muzyki z płyt, tylko grały lokalne zespoliki. Nikt nie dostawał za to kasy, ale wszyscy się cieszyli, że mogą grać, bo ludzie chcą ich słuchać. Mój debiut był spontaniczny. Moi koledzy z jakiegoś zespołu zaczęli grać słynne „Whola Lotta Love” Led Zepplin, a ja dorwałem się do mikrofonu i zacząłem do niego wyć. Ludzie oszaleli, zeszli do parteru, zaczęli się tarzać po ziemi i tak zrozumiałem, że chyba umiem śpiewać.

CZYTAJ WIĘCEJ W ŚRODOWEJ GAZECIE OSTROWSKIEJ

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie