Piętnastoletni powstaniec – ostrowska rewolucja oczami nastolatka z Rososzycy

Stanisław Zaborowski herbu Grzymała miał zaledwie 15 lat, gdy wybuchło Powstanie Wielkopolskie. Nie przeszkodziło mu to z bronią w ręku iść na front i walczyć o wolną ojczyznę. Wcześniej należał do drużyny gońców podczas wydarzeń Republiki Ostrowskiej. Będąc już na emeryturze, w latach 70., spisał obszerne wspomnienia ze swojego życia. 

 

zaborowski

Fot. Goniec.net/archiwum rodzinne / Stanisław Zaborowski z żoną i dziećmi w 1943 roku

Na świat przyszedł 5 czerwca 1903 roku w Rososzycy, w rodzinie o rodowodzie szlacheckim. Z domu wyniósł wielki patriotyzm. Jako uczeń ostrowskiego gimnazjum działał w tajnym Towarzystwie Tomasza Zana. Brał udział we wszystkich konfliktach zbrojnych swoich czasów – od Powstania Wielkopolskiego po Powstanie Warszawskie. Mimo to nie uważał się za bohatera. Poza epizodami wojennymi, całe życie pracował w przedsiębiorstwach i instytucjach państwowych, najpierw jako nauczyciel, potem jako 
ekonomista i menadżer. Był absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Zmarł w 1985 roku, pozostawiając po sobie liczące 600 stron ,,Wspomnienia z mojego życia”. Dziś prezentujemy fragmenty dotyczące wydarzeń ostrowskich z listopada 1918 roku (śródtytuły pochodzą od redakcji).

Piłsudski na dworcu

9 listopada 1918 r. był w Ostrowie dniem wielkiego święta – wracał z więzienia magdeburskiego Komendant Piłsudski z Sosnkowskim w towarzystwie niemieckiego generała Kesslera, odpowiedzialnego za bezpieczne dowiezienie Piłsudskiego do Warszawy. Na peronie tłumy mieszkańców, drużyny harcerskie męskie i żeńskie, nasza Drużyna Wojskowa w składzie pełnych trzech plutonów. Nasz dowódca, Jan Wiertelak (z Łąkocin) składa Komendantowi raport, po czym Piłsudski z Sosnkowskim przeszli przed frontem drużyn wśród wiwatujących na cześć Komendanta tłumów młodzieży i starszego społeczeństwa miasta i okolicy. Następnego dnia wybuchła w Ostrowie rewolucja. Na ulicach miasta pojawili się żołnierze niemieccy bez kokard na czapkach i naramienników pułkowych. Oficerowie chodzą bez epoletów, nikt nikomu nie salutuje, nie oddaje honorów. Prezes nasz natychmiast zarządza zbiórkę całej organizacji TTZ w sali Domu Katolickiego – już bez zachowania jakichkolwiek środków bezpieczeństwa. Tu otrzymaliśmy rozkaz udania się na miasto i namawiania żołnierzy do oddawania broni i amunicji. Większość żołnierzy robiła to bez sprzeciwu, nawet z przyjemnością i humorem – chętnie pozbywała się tego znienawidzonego sprzętu. Ruch uliczny był, jak w każdą niedzielę, bardzo duży. Wszyscy wylegli, żeby oglądać zupełnie zmieniony obraz miasta, cieszyć się wreszcie wolnością, nadzieją – jedni, że wróci ojciec czy brat z wojny, drudzy, że wrócą do rodzin. W ciągu kilku godzin powstały w mieszkaniach najstarszych tetezetowców magazyny broni i amunicji. Ze względu na ks. Klichego nie znosiliśmy broni ani amunicji do Konwiktu. Po południu otrzymaliśmy rozkaz powiadomienia mieszkańców, że wieczorem odbędzie się w Domu Katolickim wiec ludności. O godz. 18.30 wszystkie dzwony kościelne zaczęły wzywać na zebranie.

Rada Żołnierska obradowała przy piwie

W przepełnionej sali rozentuzjazmowany tłum wybrał polskie władze miasta. Nasz prezes Adamek wszedł w jej skład jako przedstawiciel młodzieży. Jemu powierzono zorganizowanie młodzieżowej służby pomocniczej, którą nazwano ,,Pogotowiem”. Ponieważ wszyscy tetezetowcy byli na wiecu, prezes szybko zorganizował dwie drużyny: jedną z najmłodszych, dla utrzymywania łączności, zwaną drużyną gońców, i drugą ze starszych, nazwaną ,,Strażą”. W tym samym czasie w restauracji budynku ,,Strzelnica” przy piwie obradował utworzony przez żołnierzy miejscowych jednostek Soldaten-Rat – Rada Żołnierska. Prezes Adamek w towarzystwie komendanta ,,Straży’’, Piotra Jeża, udał się po wiecu do ,,Strzelnicy’’ i zakomunikował Radzie Żołnierskiej, że Ostrów ma już polskie władze miejskie i Rada Żołnierska nie musi się ani o miasto, ani o mieszkańców, jak również o porządek i spokój martwić. Zebrani Niemcy przyjęli to do wiadomości i już nigdy nie wtrącali się do działalności Rady Ludowej, jak nazwano władzę miasta. Mimo że nie wyglądało na to, by Niemcy zamierzali przystąpić do jakiejś kontrakcji, na drugi dzień zaczęto jednak formować pułk ostrowski na bazie naszej Drużyny Wojskowej tetezetowców i miejscowego Sokoła, dalej żołnierzy będących na urlopie. Najliczniejszy zastęp stanowili powołani przed kilkoma tygodniami nowi rekruci Polacy. W ten sposób w ciągu kilku dni sformowano 1 pułk piechoty ostrowski, liczący ponad 
tysiąc żołnierzy. Już 12 listopada polskie posterunki wojskowe pełniły warty przy wszystkich urzędach i bankach. Ostrów był pierwszym i jedynym miastem w zaborze pruskim, które zrzuciło jarzmo zaborcy i stało się wolne. Reszta zaboru dopiero organizowała oddziały ,,Służby Straży” i „Służby Bezpieczeństwa” i to w ramach współpracy z niemieckimi Radami Robotniczymi i Żołnierskimi.

Polakożerca Beck

12 listopada 1918 r. ukonstytuowała się w Poznaniu Tymczasowa Naczelna Rada Ludowa, która  wcale nie miała w programie dochodzenia siłą wolności i niepodległości. Liczyła na Kongres Pokojowy, na obietnice Francji, która zapowiadała osłabienie Niemiec. Natomiast Niemcy liczyli na pomoc Anglii. Toteż decyzją Komisariatu NRL nasz samozwańczy pułk ostrowski został rozwiązany. Część żołnierzy poszła do domu, część przedostała się za kordon do Kalisza i tam organizowała oddział, który po przeniesieniu do Szczypiorna przyjął nazwę Batalionu Przygranicznego. Jego dowódcą został podporucznik Władysław Wawrzyniak, poprzedni prezes TTZetu gimnazjum ostrowskiego, syn kierownika tartaku z Antonina. W przeddzień zdjęcia przez nas mundurów wojskowych i powrotu do szkoły zebraliśmy się w Domu Katolickim, by przedyskutować, czy mamy wrócić do pruskiej szkoły, czy też zażądać odrębnych klas dla Polaków z językiem wykładowym polskim. Uchwalono jednogłośnie, że nie wracamy do pruskiej szkoły, żądamy polskiej. Zarząd miał opracować postulaty i przedstawić je dyrektorowi. Nazajutrz prezes Adamek, jeszcze w mundurze wojskowym, z biało-czerwoną kokardą przy piersi, zameldował się do groźnego Becka. ,,A to Pan był członek polskiej Rady Ludowej? Czego Pan sobie życzy?” Jak inaczej zachował się obecnie ten wstrętny hakata-Polakożerca.

Język polski znów wykładowy

Adamek przedstawił nową sytuację polityczną i zażądał zgody na natychmiastowy podział klas na oddziały polskie i niemieckie, a w klasach polskich wprowadzenia języka polskiego jako wykładowego. W klasach polskich będzie się wykładać język polski, literaturę i historię polską oraz geografię Polski. Tych przedmiotów będą uczyli Polacy, którzy dotychczas te nauki prowadzili. ,,Gdzie? – zapytał Beck. ,,Prowadzimy od lat tajne nauczanie, odpowiedział Adamek, i mamy dobrze zorganizowaną naszą szkołę”. To był dla tego hakaty szok i ciężki cios. Tu, pod jego bokiem, i czujnym okiem? Niemożliwe. Nie mógł jednak odrzucić żądania – po prostu się bał. Miał jednak nadzieję, że i tak z tego nic nie wyjdzie. Następnego dnia był zaskoczony, gdy zobaczył, że polska szkoła funkcjonuje, jakby zawsze tu istniała. Wprowadzono lekcje śpiewu, przeniesiono ćwiczenia wojskowe do hali gimnastycznej, rozciągnięto prace TTZetu na wszystkich uczniów Polaków i utworzono klasy dla nieczłonków. I znowu Ostrów był pierwszym i jedynym gimnazjum w zaborze pruskim, w którym przywrócono język polski jako wykładowy już w roku 1918. Oczywiście, innych przedmiotów uczyli również Polacy, na razie tylko języków klasycznych i francuskiego, przerwano natomiast naukę języka niemieckiego, historii i geografii niemieckiej.

Renata Weiss
W następnym wydaniu Dodatku Historycznego przedstawimy wspomnienia Stanisława Zaborowskiego z okresu udziału w Powstaniu Wielkopolskim oraz jego późniejsze losy.

 

 

Przeczytaj również

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie