Royal baby i wina Tuska

Nieprzekonani do winy Tuska okopali się na swoich stanowiskach, a ci którzy wyznają skądinąd popularną w pewnych kręgach mantrę o „winie Tuska”, nadal będą wierzyć, że to premier Donald zorganizował z Putinem zamach, a Komorowski im w tym pomagał i zacierał ślady.

*** 

Image 1_Fotor

W poniedziałek zainspirował mnie pewien internetowy news. Jako zadeklarowanego demokratę (nie rojalistę) za cholerę nie potrafię zrozumieć, czemu akurat Polaków tak bardzo zaciekawił… królewski poród – i to w Anglii. Rodacy do tego stopnia zainteresowali się „royal baby”, czyli „królewskim dziecięciem”, że jeden z największych ogólnopolskich portali internetowych uznał za głównego newsa dnia wiadomości z Londynu właśnie na ten temat. Dokładniej, w całym tym zamieszaniu urzekła mnie z zawodowego punktu widzenia nie tyle treść wiadomości, no bo w końcu każdy może się przecież interesować, czym tylko chce, co forma przekazywania informacji.

Rzecz w tym, że ów wiodący portal zrobił z tego live’a  – czyli przekaz „na żywo”, nie omieszkując opatrzeć to sensacyjnym wyznaniem: „księżna Kate rodzi! Jesteśmy na miejscu (autentyczne!). 

W tym momencie zadumałem się nad ciężkim losem internetowych kolegów po fachu. To, że sam uczestniczyłem w dwóch porodach swoich dzieci, nakazuje mi zrozumieć, że relacjonowanie przyjścia na świat królewskiego bobasa wymaga od dziennikarza dużego poświęcenia. Oczami wyobraźni ujrzałem, jak dzielny reporter wirtualnego medium siedzi gdzieś pod stołem, w obowiązkowym fartuchu i czepku, skąd z laptopem na kolanach wypisuje kolejne newsy. Mogło to by wyglądać mniej więcej tak.

„Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, księżna Kate raczyła odczuć pierwsze skurcze porodowe wcześnie rano. Sytuacja wydaje się pod kontrolą”.

Na sygnał z redakcji o chwilowym spadku klikalności „relacji na żywo” dzielny reporter musiałby podkręcić temperaturę relacji. „Cóż za wydarzenie! Skurcze coraz mocniejsze. Nie możemy wykluczyć, że wkrótce odejdą książęce wody i wszystko rozpocznie się na dobre”.

Po takiej zapowiedzi gryzący z niecierpliwości paznokcie naród podniósłby z pewnością słupki oglądalności, co okazałoby się dla reportera wyraźnym wskazaniem dalszego ciągu relacji. „Z głośnych krzyków i wibracji stanowiska porodowego możemy domniemywać, że skurcze przybierają na sile, księżna zaczyna przeć z wielką mocą” – napisałby reporter.

I tak dalej, aż do szczęśliwego rozwiązania. Kiedy już nasz dzielny reporter zaspokoił ciekawość narodu polskiego, przyszło mu tylko zrelacjonować pierwsze chwile poza szpitalem. Tu oddam mu głos i zacytuję w oryginale. „Ulubienica Brytyjczyków pokazała się tłumom zebranym przed szpitalem św. Marii w zachodnim Londynie zaledwie siedem godzin po narodzinach swojego drugiego syna. Była w rewelacyjnej formie i wyglądała obłędnie”. Uff, cała Polska odetchnęła z ulgą, bo to przecież oczywiste, że dzięki dzielnemu reporterowi byli świadkami na żywo najważniejszego wydarzenia dnia. Ba, roku całego, dekady!

 Świadkiem był również w poniedziałek Donald Tusk, tyle że w sądzie, na procesie dotyczącym organizacji tragicznie zakończonego wyjazdu do Smoleńska w 2010 roku. Tu również była relacja na żywo, bo tym razem na salę sądową zostały wpuszczone kamery i mikrofony. Dzięki temu mogliśmy dowiedzieć się tego, co i tak już wiedzieliśmy. Nieprzekonani do winy Tuska okopali się na swoich stanowiskach, a ci, którzy wyznają skądinąd popularną w pewnych kręgach mantrę o „winie Tuska”, nadal będą wierzyć, że to premier Donald zorganizował z Putinem zamach, a Komorowski im w tym pomagał i zacierał ślady. To, niestety, nie jest już żart, ale smutna prawda. Takie przekonanie ma zapewne do dziś nie tylko Antoni Macierewicz i jego: komisja smoleńska”, ale też kilku reprezentantów narodu zasiadających w ławach sejmowych, jako wybrańcy narodu z nadania pewnej partii o trzyliterowym skrócie. Nie wierzycie? To sprawdźcie.  

 Mógłbym jeszcze z rękawa, a raczej z komputera, sypać kolejnymi przykładami podobnych „hitów”, ale nie chcę Państwa jeszcze bardziej denerwować. Niestety, każdy musi poradzić sobie z nieustannym zalewaniem internetową papką na siłę kreowanych newsów, postępującą głupotą partyjnych „przekazów dnia”, z wyrachowanym wykorzystywaniem nawet tak tragicznych wydarzeń, jak katastrofa smoleńska do chwilowego podbijania sondażowego bębenka. Od tego każdy ma własny rozum i inteligencję. Ja postanowiłem przynajmniej tyle, że nie będę cytować posłów inteligentnych inaczej, wymyślających coraz bardziej idiotyczne teorie.

Zamiast tego liczę, że nie wszystkim jeszcze odbiło w tym kraju opanowanym przez Januszów i Grażyny, stukających nóżką pod stołem w rytm przebojów Zenka i Sławomira. Wierzę, że nie wszyscy dają się zwariować i jednak umieją, przynajmniej na własny rachunek, oddzielić informacyjne ziarno od plew. Czego nieustająco Państwu i sobie życzę.

Jarosław Wardawy

Nieprzekonani do winy Tuska okopali się na swoich stanowiskach, a ci którzy wyznają skądinąd popularną w pewnych kręgach mantrę o „winie Tuska”, nadal będą wierzyć, że to premier Donald zorganizował z Putinem zamach, a Komorowski im w tym pomagał i zacierał ślady.

Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie