FELIETON: Sesyjna żenada

 Szanowni ostrowscy rajcy miejscy, jeżeli nie rozumiecie, że w ogóle nie powinniście się zajmować na sesji takimi sprawami, to oznacza, że nie macie kompetencji do pełnienia funkcji w samorządzie. Jeżeli chcielibyście jednak podpatrzeć, jak powinno wyglądać współdziałanie ponad śmiesznymi politycznymi podziałami, to nie musicie wcale daleko szukać. Wystarczy, że przejdziecie się na sesję Rady Powiatu Ostrowskiego.

sesja 1

***

 

Będzie wcale nie krótko, ale za to na temat. Takiej żenującej, pełnej demagogii i hipokryzji dyskusji na sesji ostrowskiej Rady Miejskiej nie pamiętam od bardzo dawna. Połowa radnych skompromitowała się gadając banialuki albo milcząc, kiedy miała zabrać głos, udowadniając tym samym, że pełnienie funkcji zwykłego miejskiego radnego ich po prostu przerasta.

 W prostych żołnierskich słowach przypomnę, o co chodzi, bo tylko zakochani w sobie samych rajcy wierzą chyba, że całe miasto interesuje się ich poczynaniami. Otóż nie, ale niektórzy, niestety, muszą z powodów zawodowych. Na ostatniej sesji głosowano nad uruchomieniem procedury wygaszenia mandatów dwojgu radnym PO: Magdalenie Kajewskiej i Mariuszowi Nowakowi. Jednak tylko ślepy i głuchy nie zobaczyłby w tym ręki radnej Magdaleny Waliszewskiej, której kilka miesięcy wcześniej radni PO chcieli zrobić dokładnie to samo kuku. 

 Przykro to pisać, ale poziom sesyjnej poprzeczki ustalił sam przewodniczący, rozpoczynając dyskusję z mównicy przypomnieniem przysłowia: „kto sieje wiatr, ten zbiera burzę” i socjalistycznymi wstawkami o „próbie wstrząśnięcia strukturą rady”. Chwilę potem radny (nie)zależny wspaniałomyślnie głosił, że nie będzie jednak głosował za odebraniem mandatów swoim byłym kolegom i koleżankom z klubu PO (z którego został wyrzucony). Dlaczego? Analiza prawna, doświadczenie samorządowe, wyrzuty sumienia? Nie, bo to… niekoleżeńskie. To jest dopiero argument przewodniczącego ostrowskiej Rady Miejskiej! Zaiste, niezwykle konsyliacyjny początek obrad …

 Ale nie martwcie się, dalej było już tylko gorzej. Wychodzi bowiem oto „stary wyjadacz” radny Motylewski i co mówi? Ano, żeby specjalnie nie wierzyć tym mądralom radcom prawnym, bo oni często piszą swoje opinie na zamówienie – czytaj: korzystnie dla zamawiającego, bo inaczej ten im nie zapłaci. No, patrz pan, jaki cwaniak! A ja głupi myślałem, że radcy prawni opiniują zgodnie ze stanem prawnym, swoją wiedzą prawniczą i praktyką. Co tam trybunał konstytucyjny, dobra zmiana i reforma sądownicza PiS-u! Radny Motylewski wprowadza właśnie w Ostrowie swój nowy porządek prawny i nie będzie mu żaden radny mówił, co prawo, a co lewo. Jak tak, to ja poproszę prawników radnego Motylewskiego o opinię, że jestem szczupłym, młodym blondynem.

Do poziomu dostosowała się radna Waliszewska, która w pierwszym zdaniu zapewniła, że to nie jest prywatna zemsta za podobne glosowanie przeciwko niej sprzed kilku miesięcy, by w kolejnej sentencji bez ogródek wytykać, że to klub „PełO” zaczął… Intryga żywcem wzięta z piaskownicy, gdzie dzieci też się podobnie przezywają…

 Mógłbym jeszcze wymieniać podobne kwiatki, ale litościwie poprzestanę na tym, co już przypomniałem. Szanowni ostrowscy rajcy miejscy, jeżeli nie rozumiecie, że w ogóle nie powinniście się zajmować na sesji takimi sprawami, to oznacza, że nie macie kompetencji do pełnienia funkcji w samorządzie. Jeżeli chcielibyście jednak podpatrzeć, jak powinno wyglądać współdziałanie ponad śmiesznymi politycznymi podziałami, to nie musicie wcale daleko szukać. Wystarczy, że przejdziecie się na sesję Rady Powiatu Ostrowskiego. Od początku kadencji rządzi tam wydawałoby się, egzotyczna koalicja PO i lewicy, z czego pewnie niewielu mieszkańców zdaje sobie w ogóle sprawę. Nie ma kłótni, jałowych sporów, bicia politycznej piany. A wiecie czemu? Bo w powiecie jest lider, który potrafił sobie to wszystko normalnie, po ludzku poukładać. W powiecie partyjne znaczki pochowali głęboko do szuflad. Samorząd powiatowy ma lidera i efekty, a miejski raczej coraz więcej urzędników i coraz więcej propagandy sukcesu, który trudno w mieście zobaczyć poza kartkami udającego gazetę wydawnictwa za publiczne pieniądze.

 Polityczne lata świetlne dzielą obydwa samorządy, ale podobno na naukę nigdy nie jest za późno. Może by więc starosta zaprosił miejskie towarzystwo i wytłumaczył, jak godzi się ogień z wodą dla wspólnego dobra? Albo może i sam się zajął tą samorządową stajnią Augiasza ? Póki da się to jeszcze posprzątać…

Jarosław Wardawy

 

 

Przeczytaj również

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie