Strajk „o nasze”

 Z oskarżeń dzielnego dziennikarskiego Czekisty z TVPiS wyszło klasyczne „Radio Erewań”, bo młoda lekarka, owszem, jeździ od lat zagranicę – ale pomagać chorym na misjach, samochód przy którym zrobiła sobie zdjęcie i nieopacznie wrzuciła je na facebooka był na dwa wzięty z wypożyczalni, a kanapki były z pastą rybną, a nie z kawiorem.

protest

***

 

Mógłbym chyba zaryzykować stwierdzenie, że Polska jest jednym z nielicznych europejskich krajów z autentycznym strajkowym etosem. Myślę, że w wielu innych samo słowo „strajk” źle się kojarzy: z burzeniem ustalonego porządku, niepewnością, załamaniem struktur itp. U nas jest dokładnie odwrotnie: strajkujący ma cichy kapitał sympatii, bo zakładamy, że walczy w słusznej sprawie. W kraju, w którym tak dobrze pamięta się strajki z 1970, a potem z sierpnia 1980 i późniejsze z przełomu 1988/89 dość łatwo to udowodnić. Potrafimy sami przed sobą wytłumaczyć nie tylko strajki pielęgniarek, ale nawet palących w Warszawie opony górników. Ale nawet przy tych wszystkich założeniach nie pamiętam, żeby którykolwiek strajk ostatnich lat wywołał aż tyle zrozumienia, sympatii i wsparcia, co trwający już drugi tydzień strajk młodych lekarzy, rezydentów medycznych.

 Najlepiej ujął to chyba profesor Marian Zembala, następca legendarnego prof. Zbigniewa Religi, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. W zalewie parszywej politycznej propagandy lejącej się z telewizyjnych okienek, pokazujących tabuny niedouczonych, aroganckich nieudaczników pełniących najwyższe funkcje w tym kraju, warto posłuchać człowieka, który zna się na rzeczy, jest prawy i ma niekwestionowany autorytet i szacunek. Zdaniem prof. Zembali, nie ma dzisiaj w kraju osoby, która by nie rozumiała, że ci młodzi ludzie, lekarze rezydenci pokazują inną formę protestu. Nie wysypują zboża na torach, nie dewastują ogrodzeń, nie wysadzają petardami, nie zakłócają, tylko w sposób bardzo taktowny, spokojny dopominają się nie o swoje, ale o nasze.

Nie wysypują zboża na torach, nie dewastują ogrodzeń, nie wysadzają petardami, nie zakłócają, tylko w sposób bardzo taktowny, spokojny dopominają się nie o swoje, ale o nasze. To „nasze” według profesora, to jest wzrost składki zdrowotnej, zwiększenie budżetu na ochronę zdrowia, mając zapewne na uwadze, że przecież wszyscy byliśmy, jesteśmy, albo będziemy pacjentami.

 Nie mogę zapomnieć, że nawet tak czysta w swoich intencjach sprawa – jak zwykle ostatnio – dostała się w łapy usłużnych propagandzistów z TVPiS, którzy na uszach stawali, żeby zdeprecjonować, ośmieszyć i skompromitować młodych ludzi, którzy odważyli się zakwestionować „dobrą zmianę” w polskiej służbie zdrowia. Niektórzy tak bardzo starali się wykazać, że jak już zabrakło wazeliny do chwalenia ministra Radziwiła, to wymyślili, że pewna młoda rezydentka będąca jedną z twarzy protestu, to po świecie się rozbijała, drogimi samochodami jeździła i bezwstydnie kanapki z kawiorem żarła, zamiast popróbować pasztetowej.

Z oskarżeń dzielnego dziennikarskiego Czekisty z TVPiS wyszło z tego klasyczne „Radio Erewań”, bo młoda lekarka owszem jeździ od lat za granicę – ale pomagać chorym na misjach, samochód przy którym zrobiła sobie zdjęcie i nieopacznie wrzuciła je na Facebooka był na dwa wzięty z wypożyczalni, a kanapki były z pastą rybną, a nie z kawiorem. Fakt, że szef nadgorliwca dał mu naganę i przeprosił lekarkę za kłamstwa pod jej adresem, ale słowo poszło już w lud, który i tak uwierzy we wszystko, co mu się wciśnie przez srebrny ekran. Przesadzam? To odpowiedzcie sobie, kogo dziś obchodzi, że słynne PO-wskie ośmiorniczki, które okazały się dla ludzi Tuska politycznym gwoździem do trumny, można kupić za kilkanaście złotych w każdym Lidlu?       

 Pisze te słowa w poniedziałek w nocy, kiedy już wiadomo, że Porozumienie Zawodów Medycznych (PZM), największa organizacja skupiająca pracowników ochrony zdrowia, przejmuje protest głodowy rezydentów i przekształca w protest głodowy w całym kraju. Nikt nie wie, czy i jak ten wyjątkowy strajk będzie się rozwijał, a tym bardziej jak się zakończy. 

I wiecie co? Cholernie kibicuję tym odważnym młodym ludziom. Nie w ich interesie, tylko w swoim, i pana i pani interesie – naszym wspólnym. 

Jarosław Wardawy

 

 

Przeczytaj również

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie