Taniec wzbogaca ludzi – wywiad

O sukcesach i porażkach, spełnionych i niespełnionych marzeniach, sukcesach i ciężkiej pracy rozmawiamy z Ostrowianką Roku 2010 Aliną Janikowską. 

Ostrowianin roku  22

 

Czy ochłonęła już pani po emocjach „Ostrowianina Roku”?

– Prawdę mówiąc, jeszcze nie do końca. Do tej pory spotykam się z wieloma przejawami życzliwości i sympatii ze strony znanych mi i nie znanych osób. Ludzie potrafią podejść do mnie na ulicy, gratulować, powiedzieć, że doceniają moją pracę, że życzliwe mi kibicowali i cieszą się z takiego rezultatu. To niesłychanie miłe i bardzo wszystkim jeszcze raz za to dziękuję.

Spodziewała się pani takiej reakcji?

– Nie, skąd. Myślałam, że jak skończy się plebiscyt, to ludzie szybko zapomną, kto wygrał. A tu nie, mimo że minęło już kilka tygodni. Jestem bardzo szczęśliwa nie tylko z tego, że zostałam laureatką najbardziej prestiżowego plebiscytu, ale również z tego, jak przyjęli to ludzie.

Co najbardziej utkwiło pani w pamięci?

– Po finale nie spałam przez dwie noce. To było dla mnie niesamowite przeżycie. Jestem przyzwyczajona do publicznych wystąpień, ale jak usłyszałam swoje nazwisko, jako laureata głównego tytułu, to nogi się pode mną ugięły, głos uwiązł w gardle i w ogóle trzęsłam się, jak galareta. Teraz czuję, że tytuł „Ostrowianina Roku” jeszcze bardziej dodał mi skrzydeł i pokazał, że warto pracować nie dla samej statuetki, ale głównie dla tych dzieci i wszystkich, którzy to doceniają.

Wróćmy na chwilę do samej gali finałowej. Co najbardziej pani z niej zapamiętała?

– Na pewno ten, gdy wyczytano moje nazwisko, jako laureatki. Pamiętam też, jak wzruszyłam się, gdy podeszły do mnie na scenie moje dziewczynki z zespołu, otoczyły mnie, usiadły wokół mnie siedzącej na fotelu, na  środku sceny, i wyściskały się ze mną serdecznie.

Nie podejrzewała pani tak w skrytości serca, że może wygrać? Przecież już piąty raz była pani nominowana?

– Piąty raz w kategorii „Ostrowianina Roku”, a przecież jeszcze trzy razy moje przedstawienia były nominowane w kategorii „Wydarzenia Kulturalnego Roku”. To jednak nie znaczy, że coś przeczuwałam. Wręcz przeciwnie, niczego nie podejrzewałam, bo gdyby było inaczej, to przynamniej ubrałabym inaczej dziewczynki z zespołu, które przecież wbiegły na scenę już przebrane, bez kostiumów tanecznych…

Niespodzianka to jeden z elementów widowiska…

– Tak, to bardzo podnosi poziom emocji, zarówno dla mnie, jak i dla widzów.

Podobał się pani pomysł transmisji na żywo w Internecie?

– Tak, nawet bardzo. Dzięki temu finał konkursu mogło oglądać wielokrotnie więcej osób , niż tylko widownia na sali i nadal jest to możliwe, bo przecież wciąż można obejrzeć w każdej chwili retransmisję. Dzięki transmisji wiem na pewno, że wydarzenia z Ostrowa oglądali moi znajomi w kilku miastach w Polsce. A przecież były nawet łączenia z innymi krajami. To był strzał w dziesiątkę.

A gdzie dziś znajduje się pani statuetka?

– Jest u mnie w pokoju, na specjalnej półce z najważniejszymi moimi trofeami. Często na nią patrzę, bo przypomina mi piękne chwile, których nigdy nie zapomnę.

Tytuł „Ostrowianina Roku” to pewnego rodzaju zwieńczenie pani drogi zawodowej, ale przypomnijmy, co było wcześniej. Nigdy nie miałem okazji zapytać panią, czy była pani kiedyś tancerką?

– Zawodowo nie, ale tańczyłam praktycznie od dziecka. Zaczynałam bardzo wcześnie, w wieku 9 lat, od występów w szkole. Na akordeonie grał nam nauczyciel, pan Stefan Kozłowski, a my tańczyłyśmy taniec klasyczny z elementami akrobatyki. Bez problemu robiłam szpagaty, mostki itp. Później doszły do tego lekcje baletu u państwa Balickich.

Co to były za zajęcia?

– Gdy byłam dzieckiem, w Ostrowie było nieporównywalnie mniej możliwości do rozwijania zainteresowań tanecznych. Nie było żadnego zespołu. Na szczęście w piwnicach dzisiejszego OCK-u pan Józef Balicki uczył baletu, a pani Irena Stodolna przygrywała nam na fortepianie. To chyba właśnie tam i wtedy połknęłam bakcyla tańca, który towarzyszy mi do dziś.

Nie myślała pani nigdy o szkole baletowej?

– Nie, nie myślałam, między innymi dlatego, że mając 10 lat dostałam się do szkoły, ale cyrkowej. Byłam jednak za mała żeby opuścić dom rodzinny, więc nic z tego nie wyszło. Mając 14 lat poszłam do liceum pedagogicznego dla nauczycieli w Kaliszu i moje losy potoczyły się już inaczej. W wieku 19 lat zostałam nauczycielem, jednocześnie pracowałam i uczyłam tańca. Dopiero później ukończyłam Pedagogiczne Studia Magisterskie na UAM w Poznaniu oraz zdobyłam dyplom instruktora tańca II stopnia po kursach tańca klasycznego i nowoczesnego z międzynarodowymi tancerzami w Ślaskim Teatrze Tańca w Bytomiu.

Czego pani uczyła?

– Uczyłam wielu przedmiotów: wf-u, języka polskiego, rosyjskiego, ale przede wszystkim muzyki. Zaczęłam pracę w Chojniku, później była Kobyla Góra, aż wreszcie trafiłam do Ostrowa. Dopiero tam, w Szkole Podstawowej nr 10 zaczęłam organizować prawdziwe grupy taneczne. Tak w 1975 roku powstały „Nastolatki” – mój pierwszy zespół taneczny.

Kto w nim występował?

– Moje wychowanki z tamtych czasów to między innymi: Ania Gostomczyk, …… Cegiełkówna,  Zosia i Ela Mikołajczyk, Agata Kobiela, Dorota Szczepaniak i inne.

Co to był za zespół, co się wtedy tańczyło?

– Głównie utwory „gawędopodobne”, czyli piosenki zbliżone repertuarowo do niezwykle popularnego w tamtych czasach zespołu harcerskiego „Gawęda”. Dziewczynki jednocześnie tańczyły i śpiewały na żywo piosenki typowo dziecięce.

Jak długo istniały „Nastolatki”?

– Trzy lata, gdy dziewczynki były w 6,7 i 8 klasie. Gdy opuściły szkołę, przekazały swoją tradycję taneczną nowej grupie, którą nazwałam „Stokrotki”. Początkowo to były, jak poprzednio, tylko dziewczynki, ale później zespół rozrósł się do 60 osób, wśród których byli też chłopcy.

Kto tam występował?

– Tańczyła tam Gosia Kobiela, Godziembska, Ewa Gostomczyk, Donata Kołodziejczyk., Renata Jabłońska, Danusia Kozan, Ewa Rudnicka, Basia Bodzak, Renata Caputa, Kasia Godziembska i wiele innych.

Czym „Stokrotki” różniły się od „Nastolatek”?

– Repertuar było raczej podobny, ale w „Stokrotkach” występowało znacznie więcej dzieci. Była nawet muzyka grana na żywo. Dodaliśmy sporo tańców ludowych, na potrzeby których zaangażowaliśmy chłopców, na przykład Tomka Gostomczyka, Tomka Barzyka, Irka Kuśmierka, czy mojego syna Jarka Janikowskiego. Wyjeżdżaliśmy na występy za granicę, do Charkowa, Nordhausen. Zespół istniał prawie 10 lat, do roku 1988, kiedy zaczęłam pracować w Młodzieżowym Domu Kultury.

Jak pani pamięta ten okres?

– Zostałam wtedy wicedyrektorem MDK-u, bo bardzo chciałam, żeby zespół nie ograniczał się tylko do uczniów jednej szkoły, a był międzyszkolny. Tak też się stało, ale niestety, natrafiłam tam na innego rodzaju kłopoty i po roku byłam zmuszona pójść na urlop zdrowotny. Po moim odejściu zespół się rozpadł, a ja wzięłam jeszcze urlop bezpłatny na kilka kolejnych lat. Wróciłam do MDK w 1995 roku, dopiero jak się zmieniła tam dyrekcja. Wtedy założyłam zespół „Gwiazda”…

… z którego jest pani najbardziej znana. Bo też to chyba najbardziej różnorodny pani projekt taneczny. Ale zaczęło się od grupy baletowo – akrobatycznej.

– Od początku dziewczynki ćwiczyły elementy akrobatyczne: szpagaty, gwiazdy – stąd zresztą wzięła się nazwa zespołu – ale doszedł do tego również taniec klasyczny. Pojawiły się też pierwsze sukcesy, wyjazdy na konkursy, do tego doszły pierwsze występy telewizyjne.

Czy to taniec klasyczny okazał się dla zespołu kluczem do późniejszych sukcesów?

– Taniec klasyczny był w „Gwieździe” od samego początku. Niektóre dziewczynki okazały się bardzo zdolne i tak zaczęła się ich późniejsza przygoda z tańcem w poznańskiej szkole baletowej. Co roku kolejne dziewczynki wybierały szkołę w Poznaniu, aż doszło do tego, że zaczęli tam sobie żartować, że mają w Ostrowie swoją filię. Do dziś aż 21 dziewczynek wybrało trudną karierę tancerki. To bardzo trudny zawód, po szkole propozycje pracy dostają tylko najlepsze tancerki. Pięć „moich” dziewczyn skończyło już szkołę baletową i tańczą już na scenach. Agata Kaźmierowska tańczy w Teatrze Wielkim w Łodzi, Paulina Majda tańczy w Teatrze Wielkim w Poznaniu, Magda Pawelec w Tatrze Muzycznym w Gdyni, Ania Sobczak w Teatrze „Komedia” w Poznaniu. Pozostałe jeszcze się uczą. Czuję wielką radość, gdy zapraszają mnie kolejno na swoje przedstawienia dyplomowe, jak w tym roku Weronika Bartold i Patrycja Stendera.

Jednak przełomowym momentem w pani karierze zawodowej był musical „Ekspresem do gwiazd”. Tak dużego przedsięwzięcia, zrealizowanego z takim rozmachem, jeszcze w Ostrowie nie było…

– Pomysł polegał na efektownym podkreśleniu wejścia Polski do Unii Europejskiej i przedstawienia z tej okazji kultury i dorobku państw członkowskich. Zrobiłam casting, na który zgłosiło się mnóstwo młodzieży. Wybrałam ponad 20 osób, wśród których znalazło się sporo ciekawych wykonawców. Tutaj zaczynał Michał Kaczmarek, czy Piotrek Dymała. Musieliśmy zebrać i uszyć kilkadziesiąt kostiumów scenicznych, narodowych strojów, dziesiątki rekwizytów, zdobywanych czasem w karkołomny sposób. Oryginalne holenderskie drewniaki były ściągane aż z Amsterdamu, żeby zdobyć czepce dla dziewczynek musiałam wypożyczyć jeden z ambasady i potem moja krawcowa na tej podstawie opracowała swój wzór i sama je szyła. Sami projektowaliśmy też garnitury dla naszych angielskich „Bitelsów”, atrapy gitar i perkusji dla nich. Jak potrzebne były pióra do stroju polskiego, to jeździłam na wieś i szukałam po podwórkach znajomych.

W przedstawienie zaangażowanych było wiele osób.

– Piotr Szczepaniak napisał świetny scenariusz, Ewa Borowicz i Jacek Kasznicki pracowali z wokalistami, Kuba Kasprzyk przygotowywał do zajęć tanecznych prowadzonych już przeze mnie, pomagała nam amerykańska tancerka Holly Shepard, tancerka z Teatru Wielkiego w Łodzi i wiele innych osób.

Ale sukces był ogromny. Ile raz był wystawiany musical?

– 16 razy, głównie w OCK, prawie zawsze przy pełnej sali.

Mimo wszystko, wydaje mi się, że nie został w pełni wykorzystany potencjał musicalu. To był naprawdę wyjątkowy, autorski produkt, który można było pokazać również  w wielu innych miastach i salach.

– Zgadzam się, ale zabrakło nam kogoś, kto by pomógł od strony promocyjnej, który by załatwił koncerty, zadbał o reklamę itp. Szkoda, bo takim musicalem Ostrów mógł się pochwalić znacznie szerzej, w Polsce i nie tylko.

Krótko później „Gwiazda” zaczęła odnosić sukcesy międzynarodowe. Zaczęło się chyba od Faro w Portugalii, gdzie zespół zdobył medal na World Dance Cup – Światowym Pucharze Tańca.

– Zaczęło się jeszcze wcześniej, od konkursu we Wrocławiu, gdzie dziewczynki zrobiły furorę ze stepem amerykańskim. Później przyszedł czas na Faro, gdzie zdobyłyśmy dwa srebrne medale na tym chyba najbardziej prestiżowym konkursie tanecznym w naszej grupie wiekowej. To był nasz wielki sukces, na który ciężko wszyscy zapracowaliśmy, który dał nam dodatkowe siły i zapał do dalszej pracy, bo zawsze trzeba patrzeć do przodu.

No i spojrzeliście na Kanadę. Kolejnym wielkim sukcesem był udział w World Dance Cup w kanadyjskim Vancouver. To był wielki sukces nie tylko artystyczny, ale również organizacyjny.

– Powiem szczerze, że dziś aż mi trudno uwierzyć, że udało się nam zorganizować i tak sprawnie przeprowadzić podróż za Ocean tak dużej grupy. Bardzo pomogła nam w tym duża grupa życzliwych osób, zaangażowanych w logistyczne przygotowania. Nasze dziewczynki dosłownie zawojowały Vancouver, zdobywając aż pięć medali: 3 złote i 2 srebrne. Ale to nie wszystko, bo przecież była jeszcze niezapomniana, wzruszająca wizyta u Polonii w Toronto. Dziewczynki był tam prawie noszone na rękach z wdzięczności, a Polonusi aż płakali ze wzruszenia. Dla takich chwil warto ciężko pracować.

Byłyście tam również ambasadorkami Ostrowa, który właśnie po waszej wizycie nawiązał partnerskie kontakty z kanadyjskim miastem Brandfort.

– W Brandfort tańczyłyśmy na festiwalu „Czterech kultur” i również dla Polonii kanadyjskiej. Dziewczynki z „Gwiazdy” reprezentują w ten sposób nie tylko zespół, ale i Ostrów Wielkopolski, a czasem i Polskę za granicą. Robią to zawsze wspaniale i na pewno wszyscy mogą być z nich dumni. Dlatego miło nam, że gdy podczas tegorocznego finału „Ostrowianina Roku” łączono się Brandfort to nas tam już znali i pozdrawiali.

Z kolejnych większych przedsięwzięć trzeba wymienić dwie części widowiska „Ostrowianką jestem”.

– W pierwszej części, z okazji 600-lecia Ostrowa Wielkopolskiego, wystąpiły moje wychowanki, dziewczyny które zaczynały w „Gwieździe” i kontynuowały naukę tańca w szkole baletowej. To przedstawienie dało nam impuls do zrobienia drugiej części pod tytułem „Powróćmy jak za dawnych lat”. To było też wyjątkowe wydarzenie, bo na scenie występowały razem dwa pokolenia: mamy z zespołu „Stokrotki” i „Nastolatki” i ich córki z obecnej „Gwiazdy”.

Ciekawym przedsięwzięciem była też seria koncertów „Zatańczmy razem”.

– Na pierwszy koncert zaprosiłyśmy do Ostrowa zespół z Irlandii. Zaczynaliśmy właśnie tańczyć tańce irlandzkie, więc chcieliśmy porównać nasze umiejętności. Muszę powiedzieć, że nie musiałyśmy się wstydzić. Na drugi koncert zaprosiliśmy grupę z prywatnej szkoły tańca w Niemczech. To były dla nas bardzo ciekawe doświadczenia taneczne oraz kulturowe, ponieważ niemieckie dziewczynki mieszkały u rodzin dzieci z „Gwiazdy”, razem jeździły na wycieczki, pokazywaliśmy nasz region, występowaliśmy na Dniach Miasta itp. Za kilka tygodni będziemy gościć będziemy grupę baletową z Rosji, z którą damy wspólny koncert – przedstawienie baletowe oraz wystąpimy na festynie miejskim.

Ostatnim dotąd dużym przedstawieniem była „Bajkoteka marzeń”.

– Pod wieloma względami było to przedsięwzięcie rekordowe. Kilkadziesiąt zaangażowanych dziewczynek, dziesiątki strojów, setki godzin ćwiczeń i łącznie kilka tysięcy osób – nie tylko dzieci – na widowni. Po raz pierwszy wykorzystaliśmy na taką skalę nowoczesne możliwości multimedialne nowej sali OCK, dzięki czemu udało się zrobić kolejny krok do przodu.

Widać, że zapału do pracy i pomysłów pani nie brakuje. Jak dalej będzie rozwijać się „Gwiazda”?

– Planuję rozszerzyć działalność zespołu, by mieć możliwość rozwoju. Do tego potrzebna jest jednak lepsza baza, bo to, czym dysponujemy w MDK już od dawna absolutnie nie wystarcza. Na szczęście po wyborach pojawiły się nowe możliwości w tym zakresie. Dzięki dużej życzliwości zarówno władz miasta, jak i powiatu ostrowskiego i współpracy tych organów są bardzo obiecujące propozycje polepszenia naszej bazy lokalowej. Na razie jednak żadne decyzje nie zapadły. Cieszę się, że wreszcie miasto i powiat ze sobą współpracują, bo tylko w takiej atmosferze może powstać coś naprawdę korzystnego dla dzieci, dla całej „Gwiazdy” i całego Ostrowa.

Co nowego pani planuje w zespole?

– Chcę zatrudniać renomowanych choreografów zagranicznych. Dziś, jeśli chce się mieć zespoły na światowym poziomie, to już wymóg konieczny, bo ci z którymi przychodzi nam rywalizować, mają do tego sztab ludzi. Chciałabym również mieć przy sobie osobę z kwalifikacjami i sercem do pracy tanecznej z dziećmi, którą mogłabym wdrażać do pracy z zespołem. Oprócz sześcio i siedmiolatków, z którymi pracuję, myślę o założeniu grupy cztero-pięciolatek, których uczyłabym podstaw tańca klasycznego. Myślę również o zupełnie innej grupie, a mianowicie „plus-minus 50”…

???

– Proszę sobie wyobrazić, że mam już mnóstwo wstępnych deklaracji od pań w mniej więcej tym wieku, które chętnie nauczyłyby się stepować i wystąpiły na scenie, nawet ze swoimi wnuczkami. U nas to może coś dziwnego, ale będąc w Kandzie widziałam takie zespoły, które są tam bardzo popularne. Chętnych jest tak dużo, że chyba będę musiała zrobić casting, żeby ich jakoś podzielić. To będzie ewenement!

Nie wątpię.

– W Polsce przeżywamy renesans popularności tańca, głównie na bazie popularności telewizyjnych programów. Wykorzystajmy to, bo taniec to wspaniała umiejętność, która bardzo wzbogaca człowieka w każdym wieku.

Dziękuję za rozmowę. 

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie