Umarł, bo karetka nie przyjechała

Mógł nadal żyć, gdyby się nie zakrztusił w trakcie jedzenia. Niestety, wezwana szybko karetka, mimo próśb i apelów przyjechała za późno. Czy ktoś odpowie za śmierć 60-letniego Jerzego W.? Policja i Prokuratura już wszczęły śledztwo, a opinia publiczna jest zbulwersowana zachowaniem dyspozytora kaliskiego pogotowia.

policja banasiak

Cała sytuacja rozegrała się w minioną środę przy ul. Kamiennej w Ostrowie Wielkopolskim przed godz. 15.

- Jedliśmy w ogródku potrawy z grilla.  W pewnym momencie mój przyjaciel Jurek źle się poczuł i odszedł od stołu. Myślałem, że poszedł odpocząć – relacjonuje 43-letni Sebastian Banasiak.

Mężczyzna usiadł na schodach, po chwili się na nich osunął i zaczął się dusić. – Zacząłem dzwonić na numer alarmowy 112 – mówi Sebastian Banasiak.

 

Dziwna rozmowa

Telefon odebrała dyspozytorka, której pan Sebastian wyjaśnił, co się dzieje. Kobieta udzieliła instrukcji jak ratować dławiącego się mężczyznę. Później przeprowadziła półtoraminutowy wywiad, po którym połączyła pana Sebastiana z dyspozytorem Ratownictwa Medycznego w Kaliszu.

Tutaj rozmowa nie miała już tak dyplomatycznego przebiegu. – Byłem bardzo zdenerwowany tym, co się dzieje. Przecież na moich oczach umierał człowiek. A ja prosiłem o pomoc, a tutaj takie zachowanie dyspozytora – podkreśla Banasiak.  Wzywający pomoc Banasiak po raz drugi od początku musiał opowiadać wszystkie szczegóły. Mijały kolejne cenne minuty.

- Przed chwilą rozmawiałem z jakąś kobietą, wszędzie łączenia jakieś, no ludzie! Zgłosiłem! Ostrów Wielkopolski, ul. Kamienna – mówi wyraźnie poirytowany zgłaszający. – Panie! Przestań pan gadać, tylko na pytania odpowiadać. Ja tu muszę wywiad zebrać – usłyszał Sebastian w trakcie rozmowy z dyspozytorem.  – Jak pan będzie tak wywiady (robił – przyp.red), to człowiek umrze, a wywiady będziemy robić – skomentował zgłaszający.

W tym momencie padają bulwersujące słowa dyspozytora… – No to umrze, każdy umrze. Na koniec rozmowy dyspozytor zapowiada, że wysyła na miejsce… policję.

Minęły 4 minuty. 60- latek leżał nieprzytomny. – Stałem bezradny i nie wiedziałem, co robić. Nie wiedziałem również, czy karetka przyjedzie, a może zjawi się policja – wspomina 43-latek. Mężczyzna jednak nie zrezygnował i połączył się z numerem 112 jeszcze raz. Kolejna dyspozytorka mówi, że będzie w tej sprawie „monitować”. Po kilkunastu sekundach dowiaduje się, że karetka już jedzie. Co ciekawe, do awanturującego się mężczyzny”, przyjechała także policja.

- Nie byłem agresywny ani nie krzyczałem na nikogo. Człowiek był spanikowany i chciał, żeby jak najszybciej przyjechało pogotowie – dziwi się Sebastian Banasiak. – Mam nadzieję, że dyspozytor poniesie jakieś konsekwencje – dodaje Banasiak.

 

Było już za późno

Ekipa pogotowia pojawia się ostatecznie o 15:07. Po 15 minutach cennego czasu od pierwszego telefonu na 112. Karetka miała do przejechania niewiele ponad 3 kilometry. 60-letni pan Jerzy już nie żył. Zabrakło kilku minut, być może tych, spędzonych na czekaniu na połączenie między Poznaniem a Kaliszem, bezowocnej dyskusji i niepotrzebnych komentarzach. Teraz pan Sebastian chce zgłosić tę sprawę prokuraturze. To samo być może uczyni rodzina zmarłego.

 

Będzie sprawa

Po medialnych doniesieniach, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp. Maciej Meler poinformował, że prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie o czyn z art. 150 kk i 160 kk par. 2. – Chodzi o nieumyślne spowodowanie śmierci człowieka oraz o narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia przez osobę, na której ciąży obowiązek opieki, za co grozi do 5 lat więzienia – powiedział prokurator Meler.

Swoje oświadczenie w tej sprawie wystosował również wojewoda wielkopolski Zbigniew Hoffmann. Zapowiedział, że zażąda od dyrektora szpitala w Kaliszu wyjaśnień w związku z postępowaniem dyspozytora w trybie pilnym.

Dyrekcja kaliskiego szpitala szybko zawiesiła w pracy dyspozytora. Mężczyzna został zawieszony do czasu wyjaśnienia sprawy przez prokuraturę. W piątek rano została przeprowadzona sekcja zwłok 59-latka. Wyniki będą znane za dwa lub trzy tygodnie. (olo)

Przeczytaj również

Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie