Wielkanoc po szlachecku – w dawnej Polsce przywiązywano dużą wagę do świątecznych tradycji

Wielki Tydzień, podobnie jak i same święta, to czas o szczególnie bogatej obyczajowości inspirowanej religią katolicką. Tradycja tego okresu jest bardziej niż kiedy indziej związana z obrzędami kościelnymi, choć sporo w niej również elementów ludowych, które nie są związane z liturgią.

 

wielkanoc-3
W czasach staropolskich procesje rezurekcyjne odbywały się już w Wielką Sobotę o północy lub wieczorem. Dopiero w czasach stanisławowskich, chcąc oszczędzić ludziom nie zawsze bezpiecznych powrotów po ciemku, przeniesiono uroczystość Zmartwychwstania na niedzielny świt. Uroczysta msza musiała się rozpoczynać przed wschodem słońca. Nowa tradycja ustaliła się na dobre w XX wieku. Obecnie następuje powrót do staropolskiej wersji i niemal wszędzie porą rezurekcji jest ponownie sobotni wieczór.

 

Dzwonom wtórowała artyleria konna

Niezależnie od pory w dawnej Polsce dzwonom wtórowały armaty, moździerze, strzelby i pistolety. Palono też obok kościołów smołę w beczkach, obdarowywano się pisankami i składano sobie pierwsze życzenia. W procesjach rezurekcyjnych w stolicy uczestniczyli także monarchowie z całym swym dworem. Baldachim nieśli wówczas senatorowie lub urzędnicy dworscy. W obecności monarchy huczne wystrzały wykonywała artyleria koronna. Po rezurekcji przychodził czas na uroczyste wielkanocne śniadanie. 
Najpierw jednak w niektórych regionach Polski odbywał się swoisty wyścig furmanek i zaprzęgów wracających do domu.  Powszechnie uważano, że w tak uroczysty dzień należy jak najszybciej zasiąść do stołu ze święconką.  Panował pogląd, że po okresie ścisłego postu nadmierne ucztowanie może okazać się niezdrowe. Modlitwa, błogosławieństwo kapłańskie i woda święcona miały więc przynajmniej częściowo chronić biesiadników przed zgubnymi skutkami wielogodzinnej uczty. Dlatego potrawy na 
wystawne uczty przygotowywano kilka dni wcześniej i zastawiano nimi stół już w Wielką Sobotę, by był gotowy zaraz po przybyciu z rezurekcji.

 

Od marcepanów do dziczyzny

wielkanoc-1

W dawnych czasach wygląd stołu wielkanocnego zależał od zamożności domu. Inaczej wyglądał stół chłopa, szlachcica, magnata i mieszczanina. Zależnie od zasobności kieszeni domowników liczba i asortyment potraw przygotowanych do święcenia bywały bardzo zróżnicowane. W biedniejszych domach do kościoła zanosiło się jedynie chleb, kiełbasę, trochę mięsa i jaj. Na stołach zamożniejszej szlachty i magnatów nie brakowało marcepanów, serowców, wędlin, drobiu, pieczeni, w tym z dziczyzny. Obficie prezentowały się wypieki, wśród których prym wiodły wielkanocne baby i baranek z ciasta. Oczywiście były również i pisanki. Tego wszystkiego nie sposób było zanieść do święcenia. Dlatego też powszechnym zwyczajem było, że domy bogatszych mieszkańców parafii kapłan nawiedzał osobiście i święcił wszystkie pokarmy przygotowane na stole. W domach magnackich często zaś czynił to dworski kapelan. Tylko biedniejsi mieszkańcy zanosili w skromnych koszyczkach pokarmy do świątyni lub wybranego we wsi domu. Dopiero w XX wieku obyczaj zrównał biednych i bogatych w zanoszeniu święconego do świątyń.

 

Chrzan miał chronić przed bólem brzucha i zębów

Samo śniadanie rozpoczynano od dzielenia się jajkiem. Podobnie jak w przypadku wigilijnego opłatka zwyczaj nakazywał dzielić się ze wszystkimi. Dlatego nawet najwięksi panowie nie pomijali w tym geście służby. W południowych regionach Polski obowiązkowo spożywano jeszcze laskę surowego chrzanu, co miało przez cały rok chronić przed bólem brzucha, zębów, kaszlem i katarem oraz stanowić dodatkowe wyrzeczenie przed czekającą wszystkich ucztą.

Wielkanoc staropolska była świętem rodzinnym. Spędzano  ją w domach na wielogodzinnych ucztach. Tak lubiane przez szlachtę wizyty odkładano na dzień następny. Na stołach, według staropolskiej kuchni, zawsze znalazło się miejsce dla mazurków i babek. Ich pieczenie i zdobienie było ważnym wydarzeniem. O ile babka jest tworem typowo polskim, tak przy mazurkach etnografowie doszukują się podobieństwa z kuchnią turecką. Wraz z nimi coraz częściej na wielkanocnych stołach zaczęły pojawiać się torty. Tradycje ich jedzenia  przywiozła z Włoch królowa Bona.

 

Baranek na żywej ,,łączce’’

Oprócz tradycyjnych potraw wielkanocnych bardzo ważną rolę od wieków pełnił baranek paschalny. Według zwyczaju figurkę umieszczano na stole na żywej ,,łączce’’, czyli na rzeżusze lub owsie. W XVI wieku baranek był naturalny, pieczony na rożnie. Od XVII wieku jego miejsce zajmują figurki wykonane z czekolady, cukru, ciasta, a nawet gipsu. Na bogatych dworach stół zdobił baranek zrobiony ze złota, srebra, porcelany albo drogich kamieni. Jednak bez wzglądu na zamożność domu głównym składnikiem wielkanocnego śniadania zawsze było jajko jako znak rodzącego się życia, płodności i słońca. W XIX wieku na polskim świątecznym stole często gościł jajecznik – tradycyjny placek z mąki pszennej i żółtek. 
– Uginają się i teraz stoły pod ciężarem szynek, mięsiw, jaj, kiełbas, placków, mazurków. Rzadko już gdzie dają się widzieć starożytne kołacze, obertuchy, jajeczniki –  pisał Zygmunt Gloger w swojej ,,Encyklopedii staropolskiej”. Wspomniane przez niego kołacze to koliste placki z mąki pszennej lub żytniej. W czasie Wielkanocy serwowano na przykład kołacze twarożne, czyli placki przyrządzone z mąki pszennej, przekładane serem. W domach magnackich kołacze przekładano natomiast masą z migdałów lub orzechów.

 

Żur z poświęconych pokarmów

Innym daniem była smażenina, której głównym składnikiem były mięsa: szynka, kiełbasa, baleron, boczek. Gdy na patelni wytopił się tłuszcz, wrzucano na niego również podzielone na cząstki jajka, drobno pokrojony czosnek, cebulkę. Potrawę szczodrze doprawiano obowiązkowo solą i pieprzem, często również tymiankiem. Do smażeniny nasi przodkowie często dodawali starty korzeń chrzanu, co nadawało potrawie charakteru. Z kolei chrzanówkę przygotowywano głównie na południu Polski i podawano jako pierwsze danie wielkanocne. Składnikami chrzanówki, zwanej również żurem chrzanowym albo krzonówką, były pokarmy poświęcone w świątecznym koszyczku. Chrzanówka to pokrojone w kostkę wędliny oraz różne mięsa, jajka ugotowane w wywarze z wędzonki, chrzanu i ziemniaków. W składzie chrzanówki nie mogło też zabraknąć cebuli i czosnku. 

 

Pascha na ciepło lub na zimno

Nasi przodkowie bardzo lubili dziczyznę. Pieczony dzik często gościł na magnackich stołach. Syte mięso zawierające wiele witamin miało wielu amatorów. Podobnie jak galarety, które były niegdyś nieodłącznym elementem wielkanocnego menu. Na Podkarpaciu galareta serwowana była jako studzienina. Przyrządzano ją z wieprzowych nóżek, doprawiano pieprzem i skrapiano octem. Warto też wspomnieć o dzioniach – wielkanocnej potrawie z regionu świętokrzyskiego, niespotykanej nigdzie indziej. Została ona wpisana na listę produktów tradycyjnych. Jest to kiszka upieczona w naturalnym jelicie wieprzowym lub wołowym, przypominająca wyglądem kiszkę pasztetową. Na podstawie zebranych informacji wśród najstarszych mieszkanek regionu rodowód potrawy udało się wyprowadzić od XIX wieku. Jeśli Wielkanoc to także pascha, czyli tradycyjna słodka potrawa serwowana kiedyś przede wszystkim na Kresach, ale obecnie zdobywająca sobie popularność także w innych regionach. Do jej przygotowania potrzebny jest mielony twaróg, mleko, cukier, wanilia i bakalie. Paschę serwowano zarówno na ciepło, jak i na zimno.

Opracowała Renata Weiss

 

CZYTAJ RÓWNIEŻ W PAPIEROWYM WYDANIU GAZETY OSTROWSKIEJ 

 

 

 

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie