„Winyle” mają duszę – GALERIA FOTO

O pierwszych polskich dyskotekach z lat 70., radiowej „Trójce” i przede wszystkim o zbieraniu, przechowywaniu i konserwacji płyt winylowych z MARKIEM LESZKIEM RAPIŃSKIM – nieformalnym „królem winyli” – rozmawia Jarosław Wardawy.

ludzie z pasją_1

Kiedy w Polsce zaczęto organizować pierwsze dyskoteki?

- Trudno dokładnie powiedzieć, kiedy to się wszystko zaczęło, ale już na przełomie lat 60. I 70. ubiegłego wieku dochodziły do nas słuchy o pierwszych próbach grania do tańca z płyt. Mieszkałem wtedy w Warszawie, gdzie na samym początku dekady lat 70. wraz z grupą kolegów chodziliśmy często do klubu osiedlowego. Tam postanowiliśmy sami zrobić wieczorek taneczny do muzyki granej z płyt – bo nikt wtedy jeszcze nie używał nazwy „dyskoteka”. Zaczęliśmy od małych imprez osiedlowych dla młodzieży, a ponieważ się to spodobało, pomyśleliśmy, żeby wyjść z tym gdzieś dalej.

Gdzie w Warszawie były pierwsze kluby muzyczne z polską i zagraniczną muzyką rockową?

- Na samym początku lat 70. było ich bardzo mało. Wprawdzie na Wybrzeżu nieodżałowany Franciszek Walicki rozpoczął granie rocka już wcześniej, ale w Warszawie kluby muzyczne z taką ofertą dopiero powstawały. Pamiętam klub „Uśmiech” na MDM-ie, gdzie odbywały się koncerty różnych zespołów młodzieżowych. Między ich koncertami i przed nimi była okazja do pogrania muzyki z płyt i taśm szpulowych  – i tak zaczynaliśmy. Po kilku miesiącach zaczynały spontanicznie to samo robić kluby studenckie. Wszystko było dla nas i odbiorców zupełnie nowe. Początkowo nie graliśmy nawet z płyt, bo ich po prostu nie było. Puszczaliśmy muzykę z magnetofonów szpulowych, na które nagrywaliśmy muzykę z bardzo nielicznych muzycznych audycji radiowych, polskich i zagranicznych. Pierwsze zagraniczne płyty zaczęły do nas napływać dopiero około roku 1973, ale było bardzo trudno je dostać, no i były horrendalnie drogie.

Jak wyglądały takie imprezy w Polsce z epoki wczesnego Gierka?

- W roku 1974 pojechałem na Wybrzeże specjalnie, żeby zobaczyć, jak wyglądają imprezy, na których gra się muzykę z płyt i zorientować się, skąd oni je biorą. Oni byli trochę „do przodu” w stosunku do Warszawy, bo największy ówczesny klub na Wybrzeżu, „Non Stop” w Sopocie istniał już od 1971 roku. W innych klubach młodzież bawiła się przy muzyce z… szaf grających.

Jak wyglądały kluby z tamtych lat w porównaniu do dzisiejszych?

- Często tamte kluby wyglądały nawet lepiej niż obecne. Na dyskoteki przychodziło mnóstwo ludzi, ścisk był niemiłosierny, ale zapał młodzieży i chęć słuchania były ogromne.

A jak radziliście sobie ze sprzętem? Były dostępne światła, kolumny, wzmacniacze?

- Ależ skąd, oczywiście, że nie, ale sami sobie z tym radziliśmy. Kolega znał się na elektronice i sam robił światła, potem jechaliśmy z tym do szklarza, który wstawiał nam kolorowe szybki i już były światła na scenę. To było jednak światło stałe, nie mrugające, ale i na to znaleźliśmy sposób. Kolega zrobił drewnianą listwę, w którą powbijał równo małe gwoździe i podłączył do nich kable od naszych świateł. Jak wzięło się do ręki coś metalowego, na przykład śrubokręt, i rytmicznie dotykało gwoździ, to zamykał się jakiś obwód elektroniczny i światełka migały.

Jakiej muzyki słuchało się wtedy na imprezach tanecznych?

- Bardzo różnej, zależy, jakie komu płyty wpadły w ręce. Grało się trochę soulu, trochę funky, popularny był brytyjski glam rock, czyli takie grupy jak: Slade, T.Rex, Gary Glitter, Mud, Rubbets. Popularne były grupy Carpenters, Showaddywaddy i już wtedy popularny był David Bowie czy Rod Steward. Z muzyki amerykańskiej najpopularniejszy był soul: Jackson Five, David Cassidy. Do tańca doskonale nadawała się muzyka włoskich wykonawców: Adriano Celentano, Rity Pavone czy Drupiego.

Jeśli chodzi o muzykę polską, to specjalnego wyboru w tym czasie nie było. Lata 70. w polskiej muzyce stanowiły duży zastój…

- Nie było dużego wyboru, to fakt. Czasem grało się grupę ABC, Klan czy nawet SBB. Ciekawostką z tamtych czasów były płyty przeznaczone specjalnie do grania na wieczorkach tanecznych, z gotową muzyką i zapowiedziami. Ich autorem był Jacek Bromski, ten sam, który jest dziś znanym reżyserem filmowym. Na tamte czasy było to coś ciekawego, ale dziś to już by się raczej nie przyjęło.

Oprócz grania w pierwszych polskich dyskotekach miałeś w swoim życiu inny ciekawy okres, kiedy to pracowałeś w radiowej „Trójce”. Czym się tam zajmowałeś?

- Od początku lat 70. byłem tam pracownikiem technicznym. Zajmowałem się przegrywaniem płyt z „winyli” na taśmy szpulowe. Radio otrzymywało płyty z różnych wytwórni, ale grało się wtedy na antenie muzykę z magnetofonów szpulowych wielkości małej szafy. Trzeba było więc każdą płytę przegrać na szpule, pociąć to na osobne utwory, opisać, skatalogować i tak przekazać do archiwum.

czytaj dalej

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie