Wszyscy się tutaj znamy – reportaż

15 domów, 46 mieszkańców, stary spalony młyn, przystanek autobusowy i świetlica wiejska – ot, i cała Kuźnica Kącka. To najmniejsza wieś w powiecie ostrowskim. Wszyscy się tutaj znają. Sprawdzamy, jak żyje się w takiej miejscowości.

4b

Do najmniejszej miejscowości w powiecie ostrowskim łatwo trafić. Leży ok. 35 kilometrów od Ostrowa w gminie Sośnie między Antoninem a Międzyborzem. Jedzie się trasą na Wrocław i w Pawłowie odbija w lewo. Mniej więcej po 2-3 kilometrach już jest Kuźnica Kącka. O tym, że jesteśmy we wsi, informuje tablica z napisem „Kuznica Kacka” (to nie stary zapis miejscowości, tylko ktoś zatarł „ogonki” w literach ą i ń), potem jest rozwidlenie dróg na Kąty Śląskie, następnie krzyż przydrożny, ruiny starego zabytkowego młyna i już jesteśmy w centrum wsi. Rozpędzać za bardzo się nie można, bo byśmy przejechali dalej. 15 domów mieszkalnych (jest ich więcej, ale tylko tyle pozostało zamieszkałych), świetlica wiejska, przystanek autobusowy, i to właściwie cała wieś. Najmniejsza w powiecie ostrowskim, bo zamieszkała przez 46 osób. Otaczają ją Niwki Książęce, Kąty Śląskie, Pawłów, Międzybórz, no i pola. A wszędzie cisza, spokój. Jak ktoś z zewnątrz do wsi zajedzie, to już wszyscy o tym wiedzą, a jak radiowóz przejedzie (co zdarza się rzadko – jak zapewnia sołtys), to już we wsi poruszenie.

Można się przyzwyczaić

– Jak się tutaj żyje? Kwestia przyzwyczajenia – mówi Arleta Orłowska, przyjezdna, we wsi mieszka od 15 lat. Przyjechała tu, bo stąd pochodzi jej mąż, a jego – jak mnie sam zapewnia – końmi by stąd nie wyciągnięto. Więc pani Arleta musiała do Kuźnicy Kąckiej sprowadzić się z większego Chojnika. – Jak tu przyjechałam, musiałam się przyzwyczaić do tego, że jak mi w domu drożdży na przykład zabraknie, to nie wsiądę na rower i nie pojadę nieopodal do sklepu, bo takiego w Kuźnicy nie ma. Na początku nie miałam jeszcze prawa jazdy, więc musiałam czekać na męża, żebyśmy do sklepu pojechali samochodem. A teraz, jak mi tych drożdży zabraknie, to wsiadam w samochód i po nie jadę – mówi ze śmiechem Arleta Orłowska.

Na zakupy z Kuźnicy można jechać ok. 5 km do Międzyborza, gdzie są markety, a także do sklepów w: Pawłowie (3-4 km), Chojniku (2,5 km przez las, a 4 drogą główną) lub w Sośniach – stolicy gminy (ok. 12 km). Do Ostrowa jedzie się najczęściej załatwić sprawy w starostwie, pochodzić po sklepach, wpaść do galerii. – W takiej wsi jak nasza to w każdym gospodarstwie musi być samochód, a najlepiej dwa. Ja i mąż pracujemy w różnych godzinach, a do pracy nie dojedziemy autobusem, bo kursuje od nas tylko szkolny. Najbliższa stacja kolejowa jest w Pawłowie, ale wiadomo, jak dzisiaj pociągi jeżdżą. Zimą natomiast, jak nas zasypie, to też ciężko wyjechać. Ale nie ma co narzekać, bo firma, która zajmuje się odśnieżaniem, działa sprawnie – dodaje Arleta Orłowska.

Jest przystanek, jest „drewniany domek”…

We wsi sklepu nie ma, bo by się przy raptem 50 mieszkańcach nie utrzymał. Gazety przynosi listonosz, a przez wieś kilka razy w tygodniu przejeżdża samochód z chlebem, warzywami i owocami. Zazwyczaj w poniedziałki i środy z rana jedzie przez wieś i trąbi – kto chce, może się zaopatrzyć, ale i tak na większe zakupy musi się wybrać przynajmniej kilka kilometrów. Nie ma też lekarza, ale oczywiście można zamówić wizytę domową lub wybrać się do ośrodka do Sośni. Kościoła też nie ma ani cmentarza – najbliższe są w Chojniku. Ochotnicza Straż Pożarna nie działa, bo by się ochotników nie nazbierało, nie ma też Koła Gospodyń Wiejskich z podobnych powodów.

Jest za to we wsi od niedawna przystanek autobusowy z prawdziwego zdarzenia – to znaczy wiata przystankowa, w której schronić się mogą dzieci jadące do najbliższej szkoły podstawowej w Pawłowie (wcześniej przystanek był, ale niezadaszony). Do gimnazjum uczniowie z Kuźnicy jadą już do Sośni lub Granowca (też w gminie Sośnie), liceum natomiast jest w Odolanowie lub Ostrowie. – Porządny przystanek postawiono niedawno – dwa lata temu, ale i tak już w nim szybę wybili – mówi sołtys wsi Stanisław Orłowski.

Świetlica wiejska – centrum wsi to kolejna nowość. I to bardzo ważna. Oddana do użytku w 2012 r. Trudno nazwać ją salą wiejską, bo jest za mała, ma za to już swoją obiegową nazwę „drewniany domek”. – Tak nazwały ją dzieci, które tutaj dość często goszczą – wyjaśnia Paulina Charecka, mieszkanka Kuźnicy Kąckiej.

Drewniany domek stanął na działce ogrodzonej płotem. Oprócz niego na działce znajduje się jeszcze plac zabaw oraz pusty teren porośnięty trawą. – Na nim latem dzieci grają w siatkówkę, a podczas imprez wiejskich będziemy stawiać ławy z siedziskami, parasole oraz grill. A teraz zorganizujemy w nim sylwestra, bo mieszkańcy i nie tylko stwierdzili, że chcieliby tutaj, we wsi, bawić się razem na zabawie. W środku więc będzie jedzenie, będzie się można ogrzać, a na zewnątrz chłopaki postawią namiot, w którym będą tańce. Kreacji sylwestrowych u pań raczej nie przewidujemy, ale ciepłe ubrania i kozaczki – wyjaśniała mi kilka przed Nowym Rokiem Arleta Orłowska. Sylwester jednak się ostatecznie nie odbył, bo tak naprawdę był zupełnie spontanicznie planowany na ostatnią chwilę, ale już teraz wiadomo, że ma być za rok, bo przecież miejsce i chętni są.

…jest stowarzyszenie

Domek mieści 20 osób. Jest nieocieplony, ale to ma się zmienić w tym roku (pieniądze na to zostaną przeznaczone z funduszu sołeckiego), jak zapewniają mnie Paulina Charecka i Arleta Orłowska. Obydwie działają aktywnie w Stowarzyszeniu Na rzecz Rozwoju Miejscowości Chojnik i Kuźnica Kącka, którego współzałożycielem i prezesem jest właśnie Arleta Orłowska. Organizacja istnieje dopiero od trzech lat, ale dzięki niej sporo we wsi i nie tylko się zadziało. Skupia około 40 osób właśnie z Kuźnicy, Chojnika i coraz więcej z Sośni. Organizuje czas wolny dzieciom, młodzieży, ludziom starszym. Dzięki stowarzyszeniu odbywają się półkolonie, rozmaite warsztaty – np. ostatnio z robienia ozdób świątecznych, kiermasze, są spotkania. Stowarzyszenie organizuje też rozmaite imprezy okolicznościowe, a to mikołajki, a to dzień kobiet. – Ale nie typowo, że panie się napracują przy przygotowywaniu posiłków, by potem siedzieć przy stole. Nie. Za każdym razem jedziemy w inne miejsce – a to do kina, a to do teatru – zastrzega Arleta Orłowska.

Teraz stowarzyszenie realizuje kolejny projekt i czeka na… śnieg. Na zakończenie projektu bowiem ma się odbyć kulig, a bez śniegu ani rusz. – Stowarzyszenie na pewno zaktywizowało wieś. Ludziom chce się działać. Jak gmina i urząd marszałkowski dały wsi pieniądze na zakup drewnianego domku, to chętnych przy malowaniu krzeseł, czy teraz przy koszeniu trawy wokół niego nie brakuje – mówi Arleta Orłowska.

…są zabytki

„Drewniany domek” to pierwsze takie miejsce integrujące wieś, jakiego nie było tu od lat. Wcześniej tę funkcję pełniły młyn i karczma obok niego. Jeszcze przed wojną mieszkało we wsi około 200 osób. Tam, gdzie teraz są ruiny, dumnie pracował młyn. Nieopodal były duże stodoły, była karczma, gdzie nocowali przyjezdni, którzy przyjechali z daleka zmielić ziarno. Jeszcze w latach 50. koło młyńskie działało. Potem znajdowały się w młynie mieszkania, obiekt przeszedł w prywatne ręce, a w 2006 roku spłonął. Dziś po okazałej zabytkowej budowli pozostały mury, belki w środku, a całość niszczeje, bo nie jest zadaszona.

W ewidencji zabytków znajduje się więc w Kuźnicy: dawna zagroda młyńska (młyn, magazyn i dawna stodoła) z XIX/XX wieku, kilka domów też z tego okresu, a także leśniczówka pod lasem. Wieś jest też znana rowerzystom. Przebiega przez nią szlak rowerowy z Kątów do Międzyborza.

 

…jest legenda o zbóju

I to właściwie wszystko, z czego Kuźnica Kącka, malutka wieś w powiecie ostrowskim, mogłaby zasłynąć. W Internecie znajdziemy o jej historii i położeniu raptem parę zdań (co innego o teraźniejszości, bo wieś ma aktywnie prowadzony profil na Facebooku). Wzmianki o Kuźnicy figurują w źródłach średniowiecznych z 1354 roku. Jest jeszcze jedna karta z historii, o której można by wspomnieć. To w Kuźnicy właśnie urodził się w 1606 roku Melchior Hedloff. Bardzo niebezpieczny i okrutny rozbójnik, który działał w lasach międzyborskich. Najwięcej zbrodni popełnił w okolicy takich miejscowości jak Chojnik, Niwki, Kuźnica Czeszycka i Surmin. Posługiwał się szablą i dwoma muszkietami. „Strzelca Melchiora”, jak go nazywano, złapano pod koniec 1653 roku. Podczas procesu zbójnika oskarżono o zamordowanie 251 osób – czy taka była naprawdę ich liczba, nie wiadomo, bo po pojmaniu był torturowany – wśród których mieli być Polacy, Żydzi, kobiety, nawet ciężarne. Stracono go w okrutnych torturach w lutym 1654 r. na rynku w Oleśnicy, a jego rozćwiartowane ciało rozwieszono przy czterech drogach poza miastem, ku przestrodze.

 

…a krowy żadnej

– Wioski w gminie Sośnie są typowo rolnicze, ale wiele osób mających małe gospodarstwa likwiduje je, bo są nieopłacalne, albo je dzierżawi – wyjaśnia Arleta Orłowska. Jej teściowa mówi natomiast: – Proszę pani, dzisiaj w całej wsi żadnej krowy nie ma.

Krowy żadnej, może w dwóch gospodarstwach są świnie. Mieszkańcy Kuźnicy mają jedynie zazwyczaj kury, w dwóch gospodarstwach są pszczoły, i obowiązkowo chyba przy każdym domu psy. – Jeszcze kiedyś w Kuźnicy konie były – wspomina Arleta Orłowska. – Teraz jednak jest już zupełnie inna specyfika wsi. Ludzie kiedyś jak pracowali na gospodarce, to ciągle byli w domu. Czas mieli dla siebie, na spotkania, na zabawy. A teraz mamy komputery, roboty – wszystko, co nam się przydaje do ulepszenia i „przyspieszenia” życia, tylko czasu nie ma – dodaje.

 

Wszyscy się znają

46 mieszkańców to nawet nie tyle, ile w jednym kilkuklatkowym bloku w mieście. Wszyscy się więc tu znają, tym bardziej że wielu z nich mieszka tutaj od lat. Anonimowo przez wieś się nie przejdzie, zawsze ktoś przez okno wypatrzy, przy płocie stanie i zagada. Do tego miastowy musiałby się przyzwyczaić. Zgodnie z powiedzeniem wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Kto u kogo bywa, kto do kogo i kiedy przyjechał. Ale są i tego plusy. Kradzieże się nie zdarzają, bo sąsiedzi pilnują nawzajem swoich domów. A jakby się jakiś obcy kręcił pod czyimś domostwem, zaraz zostanie to zauważone. Wieś nie jest skłócona, ludzie żyją – jak zapewnia sołtys – zgodnie, choć nie jak wielka rodzina, która bawi się razem na weselach, imieninach czy innych imprezach. Jednak jak ślub jest w jakimś domu, idzie się już w piątek na „trzaskanie”. Czyli bierze się dwie butelki i trzaska nimi pod domem młodego tak długo, dopóki przybyszów nie ugości.

 

Coraz mniej mieszkańców

Kiedyś wielu młodych zostawało na gospodarstwie, a teraz szukają pracy. Kilku mieszkańców Kuźnicy Kąckiej za pracą wyjechało za granicę – najczęściej do Holandii. W całej wsi mieszka raptem kilkoro dzieci i nastolatków, trzy młode małżeństwa do 30. roku życia, trochę osób w średnim wieku – ok. 40, 50 lat, a reszta to starsi. Młodzi „wolni” – chłopaki i dziewczyny – jak chcą swoją drugą połówkę znaleźć, muszą się rozglądać w innych miejscowościach…

Większość mieszka w domach wielopokoleniowych, gdzie są dziadkowie, rodzice i wnuki. – Ostatni dom we wsi zbudowano dwanaście lat temu, w 2002 roku. Ale nie wprowadzili się do niego nowi – przyjezdni, a dotychczasowi mieszkańcy. Nikt się zresztą tutaj nowy nie sprowadza. Zaglądają tu czasami do dwóch domów przyjezdni – mówi sołtys, 39-letni Stanisław Orłowski.

– Jak tutaj przyjechałam w 1999 roku, więcej było dzieci i młodych. Potem skończyli szkoły i wyjechali. Jedni za pracą, inni za żonami, mężami – dodaje jego żona Arleta.

Jak obydwoje widzą przyszłość wsi? Nie ma tutaj żadnego zakładu, żadnej firmy, pracę trudno znaleźć, wiele osób z całej gminy ma tych samych pracodawców. Dla młodych jedyne wyjście to dojazdy do pracy, jeśli takową znajdą, bo o to dziś niełatwo.

– W razie ewakuacji, wystarczy jeden autokar i cała wieś wyjeżdża – śmieje się Marek Charecki z Kuźnicy Kąckiej, wiceprezes stowarzyszenia Na Rzecz Rozwoju Miejscowości Chojnik i Kuźnica Kącka.

Nie są jednak z tych co narzekają i chcą gasić światło. Działają w stowarzyszeniu, bo po to je założyli, żeby właśnie być aktywnym, organizują imprezy, spotykają się, integrują. Działania ich stowarzyszenia, które jest przecież częścią wsi, można śledzić w internecie, sama zaś miejscowość ma swój profil na Facebooku. – Przez ostatnie lata wieś i tak się zmieniła. Mamy zrobione drogi, mamy centrum wsi – kiedyś spotkania odbywały się u sołtysa w domu, potem jeździliśmy do Kątów do świetlicy, a teraz mamy szansę spotykać się we własnej sali – mówi sołtys Kuźnicy. Sam zapewnia, że stąd się na pewno nie wyprowadzi. Podobnie jak jego żona, choć kiedyś myślała, że będzie miała dom w Sośniach. – Latem wychodzimy na podwórko, dzieci biegają, nikt się nie boi, że wpadną pod samochód, choć trochę muszą uważać, bo po drogach traktory jeżdżą. Mamy się gdzie spotkać. Dobrze się tutaj mieszka, jest cisza, spokój, a to się docenia zwłaszcza wtedy, gdy przyjedzie się po ciężkim dniu w pracy. Mamy sąsiadów, odwiedzają nas znajomi, prowadzimy zajęcia w świetlicy – mówi Arleta Orłowska. – Wieś mlekiem i miodem płynąca na pewno to nie jest, ale może… Choć krowy już u nas żadnej nie ma, to jednak pszczoły są jeszcze w dwóch gospodarstwach – kończy z humorem Arleta Orłowska.

Hanna Olejnik

 

RAMKA

Najmniejsze i największe miejscowości w poszczególnych gminach powiatu ostrowskiego:

 

Gmina Największa miejscowość – liczba mieszkańców Najmniejsza miejscowość – liczba mieszkańców
Nowe Skalmierzyce Nowe Skalmierzyce – 4819 Kościuszków – 80
Odolanów Odolanów – 5307 Baby – 186
Ostrów Wielkopolski Gorzyce Wielkie – 2 402 Młynów – 99
Przygodzice Przygodzice – 2730 Hetmanów – 86
Raszków Raszków – 2107 Józefów – 80
Sieroszewice Sieroszewice – 1316 Raduchów – 52
Sośnie Sośnie – 1552 Kuźnica Kącka – 46

 

Zobacz galerię zdjęć

Przeczytaj również

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie