Zlikwidować komunalne „Bizancjum” – wywiad w kandydatem PiS na prezydenta Ostrowa Łukaszem Mikołajczyckiem

TRUDNY START

Miał pan chyba najtrudniejszy start w kampanii wyborczej. Pierwszej konferencji prasowej pod ratuszem, z nieplanowanym udziałem przeciwników PiS-u, chyba nigdy pan nie zapomni. Bardzo panu zaszli za skórę ostrowscy „spacerowicze” wymachujący panu przed nosem egzemplarzami Konstytucji?

– Dziękuję, że zauważył pan iż mój start do kampanii był najtrudniejszy, bo tak faktycznie było. Nikomu innemu nie zakłócano przebiegu konferencji prasowych. Oczywiście, każdy ma prawo przyjść i zadawać pytania, choć był moment, kiedy zastanawialiśmy się, czy mamy do tego dopuścić na  konferencji prasowej. W końcu umożliwiliśmy tym ludziom zadawanie pytań i po fakcie wiele osób powiedziało mi, że dobrze zrobiliśmy. Proszę zauważyć, że po tej pierwszej konferencji na rynku nie schowałem się do gabinetu, tylko dalej wychodziłem do ludzi, mając z tyłu głowy, że taka sytuacja może się powtórzyć.

Czyli „co cię nie zabije,  to cię wzmocni”?

– Uważam, że dużo zyskałem na moim zachowaniu w tej konkretnej sytuacji,  wychodząc do ludzi.

Skoro tak pan lubi wychodzić do ludzi, to po co byli profesjonalni ochroniarze przed wejściem na jedną z ostatnich dotąd pańskich konferencji ?

– To nie był otwarty wiec polityczny, tylko konwencja dla zaproszonych gości. Ochroniarze mieli weryfikować zaproszenia.

Czemu nie robiła tego na przykład piękna, uśmiechnięta hostessa, tylko agencja ochrony? Bał się pan powtórki ze spotkania na rynku?

– Dlatego, że restauracja, która organizowała dla nas konwencję, miała podpisaną umowę z agencją ochrony.

Ponad 20 lat obserwuję i opisuję ostrowską scenę polityczną, ale nigdy – z wyjątkiem wizyt premiera, czy prezydenta – nie widziałem ochrony na takich spotkaniach.

– Zawsze musi być kiedyś ten pierwszy raz. Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego.

 

KANDYDAT MIKOŁAJCZYK

Wyjaśnijmy raz na zawsze, jak to się stało, że to właśnie pan został kandydatem PiS-u na prezydenta Ostrowa. Na ile to była pańska decyzja, a na ile struktur partyjnych?

– Od początku roku 2018 wiele osób namawiało mnie na kandydowanie. Następnie powiatowe struktury partii miały zarekomendować swojego kandydata. Odbyło się to na spotkaniu, podczas którego otrzymałem jednogłośne poparcie. Na tym samym spotkaniu podniosłem kwestię, że może być sytuacja, w  której niekoniecznie będzie zgoda na kandydowanie senatorów na prezydentów miast w całej Polsce, więc zaproponowałem żeby zgłosić jeszcze jednego kandydata. Po wcześniejszych rozmowach z panią Alicją Płóciennik zaproponowałem jej kandydaturę, która też została zatwierdzona,  ale ze wskazaniem struktur, że to ja jestem pierwszym kandydatem. W takiej wersji trafiło to do naszej partyjnej centrali, gdzie zostało pozytywnie zweryfikowane. Jestem dorosłym człowiekiem i nikt mnie nie zmusi do robienia czegoś, do czego nie byłbym przekonany. Zdawałem i zdaję sobie sprawę, że zostawiam bezpieczniejsze, korzystniejsze finansowo życie polityczne w Warszawie i podejmuje wyzwanie, jakim jest kandydowanie na prezydenta miasta – dla dobra miasta i mieszkańców.

Czy to pan zabiegał u lokalnych struktur, żeby zostać kandydatem,  czy to raczej działacze nakłaniali pana do tego?

– Nie można tego jednoznacznie określić. Wielu ludzi namawiało mnie do kandydowania, co było dla mnie ogromną nobilitacją, ale i tak ostatecznie kandydata zatwierdza partyjna centrala w Warszawie.

 

OSTROWSKIE KADRY, CZY „ARMIA ZACIĘŻNA”?

W czym jest pan lepszy od Beaty Klimek, że chce ją pan zastąpić na stanowisku prezydenta miasta?

– Uważam, że potrafię skutecznie budować wokół siebie zespół ludzi. Pokazałem to w SP nr 9, zbudowałem zespół ludzi, od których dużo wymagałem, ale wymagam również dużo od siebie. Posiadam ogromne doświadczenie społeczne, choćby przez działalność mojego stowarzyszenia „Ludzie dla ludzi”. Potrafię nie tylko stworzyć, ale także utrzymać zespół ludzi wokół siebie. Proszę zobaczyć, co pod tym względem działo się w mieście, jak wielu ludzi z najbliższego otoczenia Beaty Klimek odeszło od niej. Dwóch wiceprezydentów, urzędnicy, kilku prezesów – długo można by wymieniać. Niektórzy ludzie związani z panią prezydent przyszli potem do mnie i powiedzieli: chcemy iść z panem, bo pan ma pomysły na to miasto i potrafi jednoczyć ludzi. Bardzo to sobie cenię.

Jaki zespół chciałby pan budować wokół siebie? Czy również w dużej mierze złożony z osób spoza Ostrowa na kierowniczych stanowiskach? Czy to dobry kierunek?

– To fatalny kierunek. Wielokrotnie podkreślałem, że mamy w Ostrowie wykształcone kadry, mamy bardzo wielu zdolnych, oddanych ludzi. Nieważne jest dla mnie, po której stronie politycznej oni się opowiadają, ważny jest człowiek i jego merytoryczne umiejętności. Fakt, że w tej kadencji na kierowniczych stanowiskach pojawiło się najwięcej kadr spoza Ostrowa mocno mnie niepokoi. Patrząc na osoby, które tutaj przyszły dochodzę do wniosku, że często było to najprawdopodobniej spowodowane spłacaniem długów politycznych. Dla mnie jest to nie do przyjęcia. Gwarantuję, że jeśli zostanę wybrany prezydentem, moi najbliżsi współpracownicy będą ze mną przez całą kadencję. Będą to osoby związane z Ostrowem, które będą wiedziały, co w Ostrowie się dzieje.

Jak ma się do tego fakt, że naczelnikiem oświaty została osoba blisko związana z PiS, z zupełnie innej części Polski?

– Dla mnie to nie do pomyślenia, że mamy naczelnika, który merytorycznie jest pewnie dobrze przygotowany, ale nie zna lokalnego środowiska. Ani ja, ani nikt z  mojego otoczenia politycznego, nie ma nic wspólnego z tym, że w momencie kiedy jest kandydat na prezydenta z PiS-u przyjmuje się takiego naczelnika oświaty z PiS-u. To według mnie zabieg mający na celu dezinformację wśród mojego elektoratu. Jeszcze raz mocno podkreślam, że nie mam nic wspólnego z panią naczelnik.

 

KOMUNALNA „REWOLUCJA”

W pańskim programie dotyczącym gospodarki zapowiada pan bodaj największą spośród wszystkich kandydatów „rewolucję” w gospodarce komunalnej. Krótko i na temat: jest „Bizancjum” w ostrowskiej gospodarce komunalnej, czy nie?

– Oczywiście, że jest i trzeba je zlikwidować.

Poprzez połączenie prawie wszystkich spółek w  jedną?

– Między innymi przez to właśnie. Pani Klimek tyle mówiła o „Bizancjum” w poprzedniej kadencji, a dziś mam wrażenie, że to „Bizancjum” jest takie samo, albo i jeszcze większe. Widzimy przecież olbrzymie zarobki i nagrody dla prezesów spółek i zarządów. Widzimy nawet tworzenie nowych spółek, według mnie bardziej na potrzeby kadr, niż gospodarki. Uważam, że obecny model gospodarki komunalnej wymaga przeprowadzenia istotnego procesu reorganizacji oraz wdrożenia nowoczesnych technologii, co docelowo spowoduje oszczędności i więcej środków do wykorzystania dla mieszkańców.

To wszystko dzięki utworzeniu jednej spółki z już istniejących?

– Muszę zaznaczyć, że nie chodzi o wszystkie spółki. Spółki takie, jak: Centrum Rozwoju Komunalnego, Miejski Zakład Gospodarki Mieszkaniowej, Towarzystwo Budownictwa Społecznego, Miejski Zakład Komunikacji, Miejski Zakład Oczyszczania, CRK Zieleń i Rekreacja czyli dawny Miejski Zakład Zieleni oraz Targowiska Miejskie mają zostać przekształcone w jedną spółkę o nazwie Ostrowskie Centrum Usług Miejskich SA. Natomiast w przypadku Ostrowskiego Zakładu Ciepłowniczego, Regionalnego Zakładu Zagospodarowania Odpadów i Wodkanu nie planuję przekształceń, między innymi dlatego że w tych spółkach występuje akcjonariat zewnętrzny.

Co taka fuzja dała by przeciętnemu ostrowianinowi?

– Uważam, że bardzo dużo. Przede wszystkim, zlikwidowalibyśmy w ten sposób bardzo wysokie koszty funkcjonowania zarządów tych wielu spółek, koszty ich rad nadzorczych,  działów kadr, księgowości itp. Mamy policzone, że połączenie wymienionych spółek w jedną daje roczne oszczędności rzędu 2 milionów złotych, które mogłyby wrócić do mieszkańców Ostrowa.

To dużo, ale taka kwota nie spowodowała by jednak, że Ostrów stałby się gospodarczym Eldorado…

– Takie rozwiązanie sprawdziło się już choćby w Stalowej Woli, gdzie dzięki temu mieszkańcy nie mieli podwyżek usług komunalnych. Dziś Stalowa Wola jest w  pierwszej 30. miast w Polsce z najniższymi cenami usług komunalnych, a Ostrów jest na miejscu bodaj 158. na 300 miast. To chyba o czymś świadczy. Chciałbym jednocześnie wyraźnie zaznaczyć,  że szeregowi pracownicy nie stracą pracy w wyniku planowanych przeze mnie zmian w gospodarce komunalnej miasta.

Jak ma się do tego scalania spółek w  jedną tworzenie nowej spółki, Agencji Rozwoju Ostrowa, której utworzenie również pan zapowiada w swoim programie?

– Agencja Rozwoju Ostrowa Wielkopolskiego będzie działała na bazie Ostrowskiego Parku Przemysłowego. Dziś OPP wypisuje kilka faktur miesięcznie i jedyna zauważalna przeze mnie działalność to wydawanie za publiczne pieniądze tuby propagandowej miasta w postaci gazetki informacyjnej za ponad 200 tys. złotych rocznie.

Czy gdyby pan został prezydentem, to dalej wydawałby pan taką miejską gazetkę za publiczne pieniądze?

– Jeśli zostanę prezydentem, to nie będzie wydawania gazetki propagandowej, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze mogą wrócić do budżetu choćby na szkolenie dzieci i młodzieży w sporcie.

Jak przekonałby pan radnych do utworzenia Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji do zarządzania bazą sportową miasta?

– Ostrowski MOSiR miałby przede wszystkim zarządzać wszystkimi obiektami sportowymi na terenie Ostrowa Wielkopolskiego. Oprócz zarządzania, MOSiR miałby zająć się szeroko rozumianą animacją i promocją sportu. Takie instytucje funkcjonują dziś w wielu miastach w Polsce. W Ostrowie nie ma jasności wobec przepływu środków za wykorzystanie obiektów, ani osoby która by nad tym wszystkim czuwała. Jedne obiekty należą do miasta, inne do CRK Zieleń Miejska, a jeszcze inne są własnością szkół i przez to jest ogólny bałagan. Po powstaniu MOSiR-u będzie jeden podmiot, który będzie zarządzać całą bazą sportową i rekreacyjną miasta. Jestem przekonany, że docelowo przyniesie to wymierne efekty finansowe i przyczyni się do lepszego wykorzystania obiektów sportowych.

 

POTENCJALNIE TRUDNE DECYZJE

Czy w mieście wielkości Ostrowa może być prawdziwie ponadpartyjny prezydent?

– Tak, uważam że to jest możliwe. Pokazało to w tej kadencji wielu prezydentów, którzy objęli swoje funkcje z nadania partyjnego – i nie chodzi mi tylko o prezydentów z nadania PiS – a potem potrafili dla dobra miasta współpracować z wszystkimi. Tak właśnie chciałbym działać, ale nie będę ukrywać, że jestem prezydentem z Prawa i Sprawiedliwości.

Wyobraża pan sobie swojego zastępcę na przykład z Platformy Obywatelskiej lub innej partii?

– Jeżeli to byłaby osoba merytoryczna, potrafiąca pracować dla dobra miasta, to nie jest tak istotne, z której strony sceny politycznej się wywodzi. Musiałbym mieć zaufanie do takiej osoby, by oczekiwać od niej lojalności.

Pięknie, ale co na to partyjna centrala? Czy prawdą jest, że funkcjonuje odgórny zakaz zawierania koalicji PiS-PO?

– Nic mi nie wiadomo o takim zakazie. Przecież w powiecie ostrowskim współrządzimy z Platformą Obywatelską już dwie kadencje i nikt nie protestuje.

Ale nie w mieście.

– W mieście wszystko okaże się po wyborach i nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu. Naszym priorytetem jest wygranie wyborów i dobranie takich ludzi, dla których dobro miasta będzie najważniejsze.

Każda koalicja wymaga kompromisów. Czy jako prezydent poparłby pan dofinansowanie z miejskiego budżetu dla procedury in vitro?

– To trudne dla mnie pytanie. To nie prezydent miasta decyduje o takim ewentualnym dofinansowaniu, tylko rada miejska. Na dziś nie chciałbym zabierać głosu w tej sprawie.

Definitywnie?

– Tak.

No to wyobraźmy sobie inną sytuację: czy jako prezydent miasta zgodziłby się pan zorganizowanie w jednej z miejskich instytucji spotkania np. z panem Międlarem, znanym ze swoich radykalnych poglądów. Przyszedłby pan na takie spotkanie?

– Są spotkania na których bym się nie pokazał.

Czy to jedno z takich spotkań?

– Tak, to jedno z takich spotkań. Tak już jest, że na jednych imprezach prezydent miasta się pokazuje, a na innych nie. Na przykład pani Klimek chętnie uczestniczyła w tzw. „czarnym proteście”, a nie widziałem jej nigdy na marszu dla życia i rodziny, organizowanym od kilku lat w Ostrowie.

A zgodziłby się pan na użyczenie Międlarowi miejskiej sali?

– Myślę, że niekoniecznie. 

Jeszcze jedno pytanie z pańskiego politycznego podwórka. Czy prawdą jest, że Beata Klimek zabiegała o poparcie u Jarosława Gowina?

– Nic o tym nie słyszałem. Mogę tylko powiedzieć, że nigdy nie było rozmów o poparciu Beaty Klimek przez Prawo i Sprawiedliwość. 

(…)

CAŁY WYWIAD W NAJNOWSZYM WYDANIU GAZETY OSTROWSKIEJ

 

Zostaw komentarz


 
Zapisz komentarz
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy. Wpisy naruszające obowiązujące w tym zakresie prawo i dobre obyczaje będą bezwzględnie usuwane, a numery IP osób je publikujących trafią do bazy danych administratora.

Obejrzyj nasze stałe galerie